Egipska plaga rodem z Ameryki

Historia to dla zespołów metalowych studnia bez dna, jeśli chodzi o inspiracje, a historia starożytnych państw – Egiptu czy Mezopotamii – to dobrze wykorzystywane tereny dla twórców ekstremalnego metalu. Wśród moich ulubieńców w tej dziedzinie znajdują się chociażby Nile czy Melechesh. Death metal łączony z egzotyką brzmieniową tamtych rejonów jest zawsze w cenie. Kolejnym, cennym niczym baryłka ropy, reprezentantem w tej rodzinie jest projekt Akhenaten z nową płytą „The Emerald Tablets of Toth”.

Dziesięć utworów na najnowszej płycie duetu z Kolorado (tak, za całość odpowiada tylko dwóch muzyków i braci w jednym: multiinstrumentalista Jerred Houseman i wokalista Wyatt Houseman) zabiera nas na wycieczkę do Egiptu. Nie będzie tu jednak all-inclusive, wygód czy bezpiecznej, rodzinnej przygody. Czeka nas mroczne imperium skąpane w gorących piaskach pustyni, zaginione miasta i monumentalne świątynie w których wiara w dawnych bogów wciąż jest żywa. Utwory takie jak „Neferkapta’s Tomb”, „Halls of Amenti” czy „A Hybrid of the Gods” porywają nas w odmęty przeszłości i nawet z pozoru spokojne wstawki „Of Emerald and Alchemy”, „Tabula Smaragdina” czy „Cult of Kukulkan” brzmią niezwykle i tajemniczo. Swoją drogą bardzo kojarzą mi się z dokonaniami Dead Can Dance, co jest bardzo na plus. Dzięki nim album staje się przestrzenny i żyje własnym życiem, nie dusząc się w nieskończonej młócce, której również tu nie brakuje. Widać, że panowie „domownicy” mają pomysł na uprawianie swojego własnego pola, które z jednej strony mocno sąsiaduje z dokonaniami wymienionych przeze mnie wyżej zespołów, a z drugiej jest niezależnym, samowystarczalnym tworem.

Kolejnym, świetnie korespondującym z muzyką dziełem jest okładka. Starożytny Egipt, tajemniczy talizman, strzegące go kobry i pięknie uwydatniona nazwa zespołu przyciągają bez dwóch zdań. Nie ma przesady, nałożenia masy szczegółów i niepotrzebnego pietyzmu – dostajemy bijący po oczach konkret. Znów na plus.

Akhenaten to świetny dowód na to, że nie potrzeba instrumentalnych indywiduów, aby stworzyć świetną muzykę. W końcu dwoje to też zespół. A zrobić tak przykuwającą uwagę płytę we dwóch, to trzeba umieć. Dlatego serdecznie zachęcam do zapoznania się z płytą „The Emerald Tablets of Toth”. Dla mnie supersprawa.

8/10 Michał Drab

Music Wolves - Odstęp

Sezamkova – „Pirates of Truth”

Klasyczne lata 90 te Potrafię sobie wyobrazić, jakie zajebiste musi to być uczucie – spełnić swoje porzucone marzenie z młodości, będąc dojrzałym facetem. Sam pretenduję…

Więcej ==>

Recenzja Danheim „Scapanir”

Odkryj w sobie duszę wojownika… Bywają takie dni, gdy wibracje zjeżdżają drastycznie w dół, w głowie tli się milion myśli, kłębowisko niezałatwionych spraw spędza sen…

Więcej ==>

Licho Ciuciubabka – recenzja

Experymentalny Black Metal? Mówi się, że Licho nie śpi. Że cały czas krąży wokół nas i czeka aby się ujawnić. Że Licho krąży swoimi ścieżkami…

Więcej ==>