Co jeśli…?

Często dobrze jest o sobie przypomnieć. Szczególnie jeśli jest się zespołem z naprawdę sporym stażem i bogatą dyskografią, który pomimo pewnej pozycji potrafi sprawić swoim fanom nie lada niespodziankę nowym albumem. Przed Wami powracająca po dziesięciu latach grupa Asgaard z płytą „What If…”

Zespół Asgaard pochodzi z małego miasta na Opolszczyźnie, Lewina Brzeskiego i swoją muzyczną podróż rozpoczął w połowie lat dziewięćdziesiątych. Do tej pory ukazało się siedem pełnych albumów, co na prawie trzydzieści lat nie jest spektakularnym osiągnięciem, ale warto wspomnieć, że Asgaard miał w swojej karierze kilka dłuższych przerw w funkcjonowaniu. Przyznam się, że to moje pierwsze bliższe spotkanie z twórczością tej grupy i powiem na wstępie, że grupa z Opolszczyzny to bardzo smaczny kolaż stylistyczny. Nazwa kojarząca się z viking metalem, stylówka członków zespołu przywołująca na myśl zespoły z gatunku celtic punk, a muzyka…? Oniryczna, fantazyjna i bardzo emocjonalna. Nie chcę definiować, ale na „What If…” słyszę wyraźne wpływy progresywnego rocka/metalu z gotyckim romansem. Zaczynamy od smacznego utworu „Sisyphus” z miłymi dla ucha elementami elektroniki, następnie pochłania nas „Creeping Miss Lunacy” z bardzo nośnym riffem żeby przejść do trzeciego (i chyba mojego ulubionego utworu na płycie) „Sny na jawie”. To przyjemna, rozwijająca się w mocny, rockowy numer ballada ze znakomitym, poetyckim tekstem. Jest to również jeden z dwóch polskojęzycznych utworów na „What If…” (kolejnym jest „W sercu nieświata”) i w obydwóch przypadkach tekst chwyta mocno za serducho. Zawsze miło się słucha tak dobrego operowania językiem ojczystym i to bez wątpienia atut tej płyty. Kolejnym dużym plusem jest selektywność brzmienia, mądre wprowadzania takich smaczków jak organy czy instrumenty klasyczne z elektroniką i rockowym instrumentarium oraz to, że wszystkie utwory są bardzo optymalnej długości. Płyta zamyka się w czterdziestu trzech minutach łącznie z dwoma bonusami. Nic dodać, nic ująć.

Asgaard trafili z nową płytą na bardzo podatny grunt. Album „What If…” to wyraz wysokiej klasy artyzmu, który z pewnością poruszy czułe struny entuzjastów ambitnych brzmień. A ze swojej strony na koniec chciałbym życzyć członkom zespołu kolejnych dobrych płyt oraz koncertów u boku chociażby Tides From Nebula czy Katatonii.

8/10 Michał D.

Music Wolves - Odstęp

Diatom – Sól – recenzja

„ Słodko, gorzko, mocno i z mrocznym tłem – taki metal kocham” SÓL” to kolejna płyta zespołu DIATOM z trójmiasta. Kocham wczasy nad Bałtykiem, jeśli…

Więcej ==>