Szkocki patriotyzm na australijskiej ziemi

Przeciętnemu słuchaczowi muzyki Australia kojarzy się z operą w Sydney oraz AC/DC. Gdzieś tam jeszcze może kojarzyć panoszące się po świecie „dziecko” wyżej wymienionych jakim jest Airbourne. I na tym koniec. Jednak Australia ma w sobie w dalszym ciągu ogromne pokłady tajemnic (nie tylko muzycznych), znakomitych, mało znanych światu artystów oraz jedyny i niepowtarzalny klimat w którym rozwijają się wspaniałe rzeczy tworzone przez człowieka i naturę. Osobiście uwielbiam poznawać nowe twory z tego kontynentu i o jednym z nich będzie dzisiejsza recenzja. Bo nie co dzień trafia się na australijski black metal brzmiący jak ten klasyczny, norweski w latach dziewięćdziesiątych, a na dodatek poruszający tematykę historii Szkocji, wojny o wolność i dumy ze swoich korzeni. Poznajcie Cairdeas Fala.

Muzycy metalowi lubują się w tematach związanych z wojną. Ten motyw pojawiał się już w każdym gatunku ciężkiej muzyki i australijska grupa postanowiła również podążyć tą drogą. Cairdeas Fala wypuścił właśnie swój debiut zatytułowany „Sons of the North”, z którego w każdej sekundzie bije zimny, mroczny black metal nawiązujący do najlepszych tradycji gatunku. Warstwa muzyczna to osiem utworów dających czterdzieści siedem minut muzyki. Warstwa liryczna natomiast dotyczy wojny, a konkretnie jednej, szczególnej wojny o niepodległość, która miała miejsce w Szkocji na początku XIV wieku (kto oglądał film „Braveheart” z Melem Gibsonem, wie o czym mówię), walki o wolność i przywiązaniu do kraju przodków. Członkowie grupy, noszący pseudonimy Son of Weir oraz Son of Mackay, poruszają taką tematykę nieprzypadkowo, gdyż ich korzenie sięgają właśnie kraju na Wyspach Brytyjskich. Nie inaczej jest na przykład z członkami AC/DC, którzy swoje przywiązanie manifestowali chociażby przez użycie dud w niektórych utworach (na płycie Cairdeas Fala w utworze „Of Truth and Fire” pojawia się flet żywcem wyjęty z „Bravehearta”). Również okładka przedstawiająca dudziarza pośród pochłoniętych walką żołnierzy, co prezentuje się nad wyraz wymownie. Panowie z Cairdeas Fala przypominają mi trochę Fenriza i Nocturno Culto z Darkthrone. Dwóch fanatyków metalu tworzy muzykę w podziemiu, która jest w stu procentach autentyczna. Utwory na „Sons of the North” nie wyróżniają się szczególnie. Jeśli ktoś oczekuje tu pompatycznych hymnów w stylu Dimmu Borgir czy (o zgrozo) melodyjnego opisywania wojny w stylistyce zespołu Sabaton, to srogo się przeliczy. Black metal na tym krążku to muzyka totalna, bezkompromisowa i wierna tradycji. Nie ma wymyślania koła na nowo, nie ma silenia się na nie wiadomo co. Jest za to dobra lekcja historii świata i muzyki.

Nie uważam albumu za wybitny, nie tylko dlatego, że jest to debiut i początek drogi, ale także, iż wszystkie wykorzystane na nim patenty doskonale znam już od lat. Cieszy mnie jednak poruszona tematyka i już po pierwszym przesłuchaniu w pamięć zapadły mi dwa utwory: „The Piper’s Call” oraz „1314”. Ten drugi to szczególna data w historii Szkocji, wtedy odbyła się bitwa pod Bannockburn będąca zwycięstwem szkockich powstańców nad okupującymi kraj Anglikami. Przy takiej muzyce można spokojnie zamknąć oczy i przenieść się w przeszłość na pole bitwy, gdzie panoszy się śmierć, mrok i zniszczenie.

Reasumując, debiut jest solidny, wymagający od słuchacza i odważny.

7/10

Michał Drab

Music Wolves - Odstęp

WAN- Antichristian Douchebags. -recenzja

Muzyczna piaskarka Po wielu miesiącach przymusowego postu nastąpiła w końcu odwilż koncertowa. Na ulicznych murach wyblakłe plakaty z datą sprzed dwóch lat powoli zaczęły ustępować…

Więcej ==>