ALICJA W KRAINIE SNU

Jeśli kiedykolwiek mieliście wrażenie, że śnicie na jawie, to zrozumiecie, co czuję podczas przesłuchiwania najnowszego debiutanckiego albumu greckiego Church of the Sea „Odalisque”…
Zespół pochodzi z Aten – kolebki kulturowego kunsztu, a to jednak zobowiązuje. I oni doskonale udźwignęli tę odpowiedzialność, dając temu wyraz już w 2018 roku (rok po założeniu zespołu), kiedy uraczyli nas swoją pierwszą EP-ką pt. „Anywhere but Desert”.



Coś niesamowitego dzieje się z duszą i zmysłami, kiedy wsłuchuję się w każdy dźwięk „Odalisque”. Zwłaszcza, że siedzę raczej w klimatach „cięższych” i przyzwyczajona do wściekłego rzężenia gitar, w pierwszej chwili byłam nieco oszołomiona tym, co słyszę. Wszystko, co przeczytacie poniżej nawet dla mnie jest zaskoczeniem – bo naprawdę chyba przeżyłam jakieś niepojęte katharsis. A może po prostu czasem warto się wyciszyć, by dostrzec to, czego w zgiełku i chaosie codzienności nie zauważamy? Ale do brzegu…
Na albumie znajduje się sześć utworów:
1. „No One Deserves”
2. „Odalisque”
3. „Mirrors”
4. „Raindrops”
5. „(A Story About) Preparation”
6. „Me As The Water Me As A Tree”
Umyślnie ujęłam wszystkie tytuły w jednym akapicie, ponieważ rozpisywanie się na poszczególne utwory mijałoby się z celem. Albowiem są one tak spójne ze sobą, że odnoszę wrażenie, jakbym słuchała jednego, ponad 28-minutowego utworu i nawet przez moment nie jest to nużące.
Ujmujący, oniryczny klimat wprowadza mnie w stan emocjonalnej lewitacji. Jakbym była Alicją, która dotknąwszy nieskazitelnej tafli lustra, przechodzi na drugą stronę – w zupełnie inny wymiar.
Warstwa muzyczna, oscylująca wokół doom i dark electronic rock, z przyjemnymi przesterami oraz pulsacyjnym rytmem, tworzy magiczne tło dla fenomenalnego damskiego wokalu – nieskazitelnie klarownego, głębokiego, ale i delikatnego zarazem. Całość brzmi bardzo sterylnie, lecz to niewątpliwie działa na korzyść, dając możliwość wyłapania niuansów i „smaczków”. Z każdym kolejnym przesłuchiwaniem odkrywam coraz to nowe szczegóły – to jest obłęd!
I zasadniczo na tym należałoby zakończyć tę rozentuzjazmowaną recenzję, bo tej płyty nie da się po prostu opisać słowami. Ją trzeba przeżyć.
„Mówić o muzyce to jak tańczyć o architekturze” – twierdził Frank Zappa. Dla recenzenta muzycznego taka niby bzdura, ale w tym przypadku coś w tym jest…

10/10 
/Baba Jaga/

Music Wolves - Odstęp

Cinereous Rain – „I” – recenzja

Niezależny hałas, niepohamowany mrok. Równowaga w przyrodzie jest potrzebna, tak samo jak w życiu. Dobrze jest odpocząć, wyciszyć się i słuchać kojących uszy dźwięków. Dobrze…

Więcej ==>

Graveland – „Hour of Ragnarok”

Pieśń wojów, moc bogów, obraz Ragnaroku. Graveland to jeden z tych zespołów, który od początku polaryzował fanów ekstremalnego metalu w Polsce. Formacja dowodzona od trzydziestu…

Więcej ==>
sarang

Sarang – 2-Two

Chorzowski nu-metal na światowym poziomie. Linkin Park święcił triumfy mniej więcej wtedy, gdy chodziłem do gimnazjum. Początek roku dwutysięcznego był naprawdę łaskawy dla takich kapel,…

Więcej ==>