Stary dobry Rock’and’Roll

Rock nie umarł i ma się dobrze! Doskonałym tego przykładem jest ostatni album krakowskiego Cinemona. Gdyby ktoś o nich nie słyszał… to zaczynali w okolicach 2005, byli wtedy triem. Pierwszy LP popełnili w 2009 i nazwali po prostu „Cinemon”. Na swoim koncie mają trzy albumy długogrające, dwie koncertówki i EP-kę. Do tego dwa single i całą masę zagranych koncertów zarówno w kraju jak i zagranicą. Należałoby tutaj wymienić chociażby występ na T-Mobile Nowe Horyzonty, czy Sonisphere Festival u boku takich sław jak Metallica czy Zack Wylde i jego Black Label Society.

Od samych początków istnienia Panowie byli konsekwentni co do ścieżki muzycznej, którą chcą podążać. Zawsze oscylowali gdzieś w klimatach starego, tradycyjnego rocka. Mówią o sobie, że grają RAW POP – prostego rocka, zbyt hałaśliwego na pop i zbyt łatwego, żeby przypiąć mu łatkę underground. A co w tym tak naprawdę siedzi? Zajefajne, odarte ze zbędnych ozdobników, cudownie analogowe i szorstkie granie. Słychać tam trochę Henrixa, Zeppelinów, słychać i wspaniałe lata 90-te brzmiące Pearl Jamem.

„Masters Of Second-Guessing” wydana została w 2016 roku. W przeciwieństwie do nagranej i wydanej własnym sumptem płyty „Perfect Ocean”, ta powstała w studio i została zmiksowana w USA przez współpracującego m.in. z Rival Sons Marca Rainsa. Skąd taka zmienność? Bo tak! Bo jak powiedział Kuba Pałka w jednym z wywiadów „My nie robimy tego co większość, tylko realizujemy swoje pomysły” i to widać w każdym momencie obcowania z płytą. Przewrotna i nieoczywista jest już okładka. Bo jak się ma klimat marshmallow do surowego, garażowego grania? Ale tacy właśnie są „Cinemon” – „duet, ale trio” (od 2014 roku nie mają w składzie stałego basisty) – podążający własnymi ścieżkami i nie dający się chwilowym modom. Wiedzą czego chcą i realizują to bardzo konsekwentnie.

Swoje ostatnie wydawnictwo nagrali na tzw. setkę. Po dołożeniu do tego miksu Marca wszystko wypadło po prostu doskonale. Nie, nie, nie zajdziecie tutaj żadnej rewolucji. Jest to kawał solidnego, surowego, oskubanego ze zbędnej galanterii rocka, bez żadnego pitu-pitu. Świetne riffy, przesterowane gitary i przyjemny w odbiorze wokal. Słuchając materiału możesz się poczuć szanowny odbiorco jakbyś właśnie był/była na próbie. Tu i ówdzie jakaś nierówność, czuć we wszystkim spontan i radość tworzenia. Nie dajcie się jednak zwieść pięknym melodiom w bardzo radiowych kawałkach – takich, jak „The Simplest Of Truths”, czy właśnie „A Hit For The Radio”. W tym drugim szczególnie ujawnia się przewrotna natura twórców, bo kiedy wsłuchać się uważnie w tekst, to odkrywamy, że za bardzo radiową, przebojową i porywającą melodią kryje się dość smutna historia. Podobnie jest w innych kawałkach. Materiał powstawał w trudnym momencie życia Michała, na którego spadło w krótkim czasie kilka kryzysów. Echa tego wszystkiego szukajcie właśnie w momentami nawet mrocznych tekstach kryjących się za porywającym riffem. A tych na płycie nie brakuje. Już od pierwszego „I’m Gone” piosenki prezentują wysoki poziom muzyczny. Płyta jest równa, ale nie nudna. Każda kompozycja ma swój niepowtarzalny klimat i charakter, jak chociażby nostalgicznie brzmiący „Twist And Turn” czy akustyczny „Paths. Choices And IrresistibleMistakes”.

Czy warto dać szansę chłopakom z Cinemon? Warto, a nawet trzeba! Dobrze jest wspierać artystów, szczególnie rodzimych, trzeba doceniać ich entuzjazm i zaangażowanie w tworzenie PRAWDZIWEJ muzyki. Ta prawda bije z „Masters…” od pierwszej do ostatniej sekundy materiału. Zachęcam do posłuchania płyty i zgłębiania jej wszystkich „kolorów”.

Music Wolves - Odstęp
Żywiołak ,,Wendzki sznyt”

Żywiołak ,,Wendzki sznyt”

Racz dać upust żywiołom, które drzemią w głębinach duszy Twej… Są takie kapele, których muzyka oddziałuje na zmysły z niemalże odurzającą mocą. Dźwięki docierają do…

Więcej ==>