Niezależny hałas, niepohamowany mrok.

Równowaga w przyrodzie jest potrzebna, tak samo jak w życiu. Dobrze jest odpocząć, wyciszyć się i słuchać kojących uszy dźwięków. Dobrze jest też w ogóle nie słuchać muzyki. Ale kiedy trzeba, dobrze jest przypierdolić konkretnym hałasem tak, żeby nie wiedzieć, na jakiej planecie się jest. I właśnie taki klimat serwuje nam duet określający się jako Cinereous Rain ze swoim debiutanckim albumem.

Dobre albumy powinny być bezlitosne jak najbardziej zajadły fighter w ringu. Nie zostawić chwili na wytchnienie i wjechać z całą mocą w zmysły odbiorcy. Debiut Cinereous Rain to fuzja najmroczniejszego black metalu pomieszanego z solidnym ładunkiem noise i atmospheric. Zalewa nas tsunami niepohamowanego zła, które tylko czekało na chwilę, aby zaatakować. Cztery utwory o instrumentarium tak gęstym, że niemal nie do ogarnięcia. Do tego histeryczny wokal rodem z największych koszmarów. Za kompozycjami stoją muzycy o pseudonimach Gnev i Morto Malduchryst Funus, którzy (jak podejrzewam) nieraz już zamieszali w podziemnym świecie ekstremalnego metalu. Słuchając ich pierwszego wspólnego krążka, odnoszę wrażenie, że doskonale wiedzieli, co chcą uzyskać oraz znali się wzajemnie na tyle dobrze, aby zbudować odpowiedni klimat wokół niego. Dobrą robotę robi również okładka albumu, która doskonale uosabia mrok i pustkę wypływającą z jego treści. Takich płyt nie ma co analizować, deliberować nad elementami i rozbierać na części pierwsze. Chłonie się je bez mrugnięcia okiem albo omija z daleka. Niemniej dla fana ekstremy będzie to ciekawe doświadczenie (oczywiście pewnie nie dla każdego, ale co kto lubi). Dla mnie debiutancki album projektu Cinereous Rain to dobry przykład tego, że dzięki dobrodziejstwu internetu i social mediów można dziś z najbardziej undergroundowym projektem dotrzeć w najdalsze zakątki świata.

W mojej ocenie warstwa wokalna i instrumentalna stanowią tu jedność, która swą bezpośredniością bierze słuchacza za fraki i tarmosi, dopóki nie będzie miał dość. Dobra reprezentacja undergroundu.

8/10 Michał Drab

Music Wolves - Odstęp

Vronski – Ephemeral – recenzja

DIY, czyli zrób sobie sam (black metal). W dzisiejszych czasach można praktycznie wszystko. Technologia, możliwości rozwoju i wszelkiego rodzaju pomoce twórcze sprawiają, że przy dawce…

Więcej ==>

VÖGEL – ÓMSTRÍÐ – recenzja

Magia, mrok i chłód. Islandia to fascynujący kraj. Nie tylko ze względu na klimat, krajobrazy czy historię. Tę wyspę zamieszkuje raptem czterysta tysięcy osób a…

Więcej ==>