Wciągnięci w wir chaosu

Na początku bieżącego roku nowy singiel do nadchodzącej płyty wydali muzycy ze szwedzkiego Dark Funeral. Singiel okazał się wielkim rozczarowaniem dla wszystkich, którzy liczyli chociażby na posmak tego, co zespół zaprezentował na swoich poprzednich dwóch płytach. Niewiele później swój nowy, rewelacyjny projekt wspólnie z norweskim Vulture Lord zaprezentował polski Black Altar. Jednocześnie coraz częściej na forach międzynarodowych mówi się o „polskim black metalu” jako o nowym stylu w ramach gatunku, który deklasuje dotychczasowe potęgi. Z otchłani głowy wychylają Odraza, Furia i Sznur, a darkfuneralowe blacko-polo gniecie się na jednej półce z Dimmu Borgir i Behemoth, które nie są już takimi gigantami, jak jeszcze kilka lat temu.

The great harvest of death nie jest płytą nową. Album został wydany w lipcu ubiegłego roku i nie można powiedzieć, że szturmem wszedł na listę przebojów. Niestety nie udało mi się dotrzeć do informacji z jakimi innymi projektami związani są Pestus Nihilus i Malus. Z jakimiś jednak muszą być. Zaprezentowany materiał jest zbyt dobry jak na pierwszą płytę dwóch młodych muzyków. Codex Nero, bo o tym zespole mowa, nie zdemolował listy blackmetalowych przebojów, a szkoda. Album rozpoczyna utwór o wymownym tytule Khaos Vortex, który daje nam przedsmak tego co oferuje nam ta publikacja. Muzyka tworzona przez Codex Nero jest jak machina, która powoli wciąga naszą świadomość w wir chaosu, z którego nie może uciec nawet światło. Kiedy wir wciągnie nas już w inną rzeczywistość, znajdujemy się na ziemi niczyjej. Terra nullius nie nosi już śladów intro, które widoczne są jeszcze w pierwszym utworze, ale skojarzenia z Kriegsmaschine same przychodzą na myśl. Utwór ten z łatwością możemy wyobrazić sobie na Enemy of Man i byłby na tej płycie jedną z lepszych kompozycji. W mojej ocenie na szczególną uwagę zasługuje jednak dopiero Transmutations Code. Ta pięciominutowa kompozycja oparta jest na bardzo monotonnych i powtarzalnych partiach gitar, które w tym wydaniu brzmią jak rytualny walec wprawiając nas w trans, w którym dodatkowo pogrąża nas nawiedzony głos wokalisty. Utworem wieńczącym płytę jest Mavrisma. Kompozycja ta powstała siłami dark ambientowego projektu Corona Barathri. Po czterdziestu minutach death/black metalowej zagłady Mavrisma zdaje się być głosem udręczonych dusz, które unoszą się nad ruinami tego, co zostało ze świata po przejściu demonów, z których każdy był jednym z poprzednich utworów.

The great harvest of death nie jest płytą trudną w ocenie, ponieważ jest to propozycja ciekawa i stworzona w niezwykle profesjonalny sposób, stąd ocena może być tylko bardzo dobra. Chociaż oferuje ona styl, który znamy już z twórczości Deathspell Omega, Kriegsmaschine czy nowego wydania Mord’a’Stigmata, to jest to muzyka grana z klasą i pomysłem. Nie traci nic ze swojego mroku i z pewnością nie jest muzyką komercyjną, ale porywa z jednej strony monotonią, z drugiej potęgą zawartą w dźwiękach. Wydany siłami Lieber Khaos Productions album z pewnością zasługuje na uwagę jako wybitny przykład tego, co zwykło się nazywać „polskim black metalem”. Kończąc, osobom zainteresowanym tym projektem polecę jeszcze amerykański Aoratos – Gods without name, który hołduje podobnemu stylowi.

8/10

Łukasz Filypczyk

Music Wolves - Odstęp

Hate – „Rugia” – recenzja

Pradawne moce ukryte w ekstremalnych dźwiękach. Warszawska formacja Hate należy bez dwóch zdań do najbardziej niezłomnych zespołów w naszym kraju. Ponad trzydzieści lat na scenie,…

Więcej ==>