Rock N Roll i do przodu

                W zasadzie nie mam pojęcia, czy niniejsza recenzja ma jakikolwiek sens. A to z tego powodu, że co bym nie napisał, to i tak Damage Case mieliby to głęboko w dupie. Dlaczego tak sądzę? „Lektura” ich trzeciego w dorobku krążka „Fuck ‘n’ roll Damnation” w zupełności uprawnia mnie do takiego stanowiska.

Jako się rzekło, „Fuck ‘n’ roll Damnation” jest trzecim pełnometrażowym krążkiem Damage Case. Dotąd zespół jak dla mnie zupełnie anonimowy, więc nie jestem w stanie stwierdzić, czy najnowszy krążek jest w jakikolwiek sposób lepszy, fajniejszy od wcześniejszych wydawnictw zespołu. Podszedłem do niego zatem zupełnie nieświadomy tego, co może on zawierać.

A zawiera muzykę blisko spokrewnioną z Motörhead, jeśli nie totalnie zerżniętą. Tyle. Wystarczy. Koniec recenzji. Jeśli pojawia się porównanie do Motörhead to wiecie, że granie będzie wtórne, absolutnie nie interesujące pod względem kunsztu muzycznego, ale z drugiej strony dające ogromną dawkę frajdy słuchaczowi. Poważnie, co kawałek, to pysk mi się uśmiecha przy odbiorze tych jakże wesołych, skocznych, a przy tym chamskich nut. Uważam, że tytuł albumu IDEALNIE oddaje całość zawartej na nim muzyki. Rock ‘n roll z wystawionym środkowym palcem, polany litrami podłej okowity i zagryzany ogromnym schabowym z przydrożnej, kiepskiej knajpy. Taki kotlet z psa, trzeciej kategorii. Zmielony razem z wiadomo czym.

„Fuck ‘n’ roll Damnation” składa się z 12 kawałków. Całość trwa jakoś 35 minut. Płyta do  zróżnicowanych nie należy – wszystko zagrane na jedno kopyto. Ale… Tak ma być. To nie jest muzyka do niedzielnych obiadków przy stole i rosole. Do kontemplacji, czy też zachwytów nad poszczególnymi zagrywkami czynionymi przez kogokolwiek w zespole. To muzyka do niszczycielskich libacji, zakrapianych najgorszej jakości wódą, przy czym wódka to najbardziej wyrafinowany z alkoholi, jaki znajdzie się na rzeczonej imprezie.

Produkcja idealna. Czytelnie, acz garażowo – piaskowo. Ponadto, co każdorazowo odbieram z dużym uznaniem, Panowie nie potraktowali gitary basowej wyłącznie do podbicia mięsa, lecz jest ona bardzo dobrze słyszalna. Produkcja podkreśla tylko rock ‘n’ rollową motorykę zawartości „Fuck ‘n’ roll Damnation” dodatkowo zachęca do tupania nóżką i polewania kolejnej kolejki.

Nie mogę pominąć stosowanego angielskiego, który jest wrzeszczany w fatalnym węgiersko-słowiańskim dialekcie. Ale…. I tak nawet się nie łudzę, że Damage Case przywiązuje do tego jakąkolwiek uwagę. Śmiem twierdzić, że ego tych Panów jest tak wielkie, że odbiorą niniejszą uwagę za komplement. Do tego błędy w tytułach utworów… Wszystko to, ta cała otoczka wdupizmu i totalnego luzu i wyjebania, jednak zgrabnie się łączy i stanowi nieodzowną całość. To, co na pierwszy odsłuch odbiera się za niedoróbki, po zapoznaniu się z całością jednak już nie przeszkadza.

 Płytę można spokojnie trzymać koło albumów Motörhead, zapełnionej popielniczki i całego syfu, jaki zostaje po całonocnej libacji.

Kurde, polecam! Do piwa, do wódki, czy do prac w ogródku. Siódemeczka!

7/10

Paweł „Kostek” Kostka

Music Wolves - Odstęp

Powrót Arlekina

Recenzja nowego albumu Lacrimosy Lacrimosa to formacja dowodzona przez multiinstrumentalistę Tilo Wolffa, w której twórczości znaleźć można elementy gotyku, rocka, heavy metalu i wielu, wielu…

Więcej ==>
Asylum – Independent

Asylum – Independent

Stare… ale ciągle jara! Well, well, więc tym razem do recenzji dostałem krążek zapomnianej przez Bo…, tfu! Szatana i ludzi kapeli Asylum z Zakopanego. Trashmetalowi…

Więcej ==>