A gdy otworzył czwartą pieczęć, słyszałem głos czwartego zwierzęcia mówiący: Chodź, a patrzaj! I widziałem, a oto koń płowy. , a tego, który siedział na nim, imię było Śmierć

Dark Funeral to, założony w 1993 roku legendarny zespół na scenie black metalowej. Jedynym z pozostałych założycieli grupy pozostaje Mikael Svanberg, znany bardziej jako Lord Ahriman. Zespół 18 marca 2022 roku, dzięki Century Media Records, wydał swój siódmy studyjny album, zatytułowany We Are The Apocalypse. Przyznam szczerze, że, czekałem na ten album, bo pierwszy kontakt muzyczny, jeśli chodzi o ten zespół, był w momencie, kiedy to chodziłem, do gimnazjum, wraz z moim kolegą Szymonem, słuchaliśmy Attera Totus Sanctus. Potem bywało różnie, tak czy inaczej. Na samą wieść o wydaniu albumu, jarałem się jak norweskie kościoły. Czy okaże się on lepszy od poprzedniego? Przekonać można się tylko w jeden znany mi sposób.

Zatem zaczynamy! Utwór Nightfall, oprócz tego, że rozpoczyna płytę, jest jeszcze w dodatku singlem. Jest siarczyście od samego początku, riff ze szwedzkiej szkoły, potem następna gitara i bas, następnie lawina blastów i pierwszy breakdown, jeśli chodzi o perkusję. Wokalnie intensywnym screamem/krzykiem dołącza się Heljarmadr. Ważną kwestią jest to, że scream, wokalisty jest, nawet jak na black metalowe standardy, bardzo wyraźny. Ja przynajmniej wszystko zrozumiałem, co mi się rzadko zdarza. Muzycznie dalej, trwa ,,nawałnica”. Moment ciszy, breakdown i refren, który, poprzez tak dobry wokal, dosłownie wdziera się do głowy. Zaskakująca była dla mnie chwila, kiedy usłyszałem deklamacje, wręcz rytualną. Teraz już wiem czemu, lirycznie, utwór, jest jednocześnie hołdem, jak i ukazaniem potęgi Śmierci, fragment deklamacyjny natomiast, ukazuje, że, dzięki jej pomocy oraz Diabła ludzkość zostanie podbita. Ja tak przynajmniej odebrałem ten utwór. Genialny początek, singiel też.

Let the Devil In, który był pierwszym singlem, promującym, ten album, ma intrygujące otwarcie, jeśli chodzi o perkusję. Skutecznie buduje ona za równo napięcie ,,oczekiwania” na to, co zaraz się pojawi, a jednocześnie klimat. Riff prowadzący Lorda Ahrimana jest już znany, tylko troszkę zmodyfikowany, ale to nie szkodzi. Wokal Heljarmadra nadal pozostaje wyraźny. W połowie pojawia się inny nieco breakdown, z podkreślonym basem, co ciekawe, kolejna deklamacja podkreśla ten rytualny charakter. Kompozycja trafiła w oj gust w momencie, kiedy pierwszy raz ją przesłuchałem. Dlaczego? W dużym stopniu przypomina utwór Sorgens Kammer del. II, norweskiej grupy Dimmu Borgir, z ich albumu Stormblåst, dokładnie chodzi mi o wersję z reedycji wydaną 11 listopada 2005 roku. Wokalizy są prawie identyczne, jak Shagratha, struktura perkusji instrumentów perkusyjnych, oraz sam klimat, oczywiście wszystko w dobrym tego słowa znaczenia. Kolejny tekst do rozmyślań, tym razem, czy naprawdę każdy z nas ma własnego diabła w sobie? Ja zrozumiałem, że, jak najbardziej. Warto samemu pomyśleć o tym. Podoba mi się kierunek, w jakim zmierza ta grupa.

When Our Vengeance Is Done, to znowu popis gry Jalomaaha, podwójna stopa, breakdowny, ciekawe jest też, nawarstwienie lub połączenie riffów obu gitar, jest też moment, że, nawet bas, jest od nich ważniejszy. Obok Let the Devil In, tu element perkusji jest wysunięty na pierwszy plan. Tekst jak po samym tytule, można się domyślić, dotyczy, zemsty zwolenników Lucyfera, za lata prześladowań, ponieważ, według autora tekstu, czyli Heljarmadra: ,,Myślą, że są wilkami, ale boją się tego, co kryje się głęboko w środku. Bo możemy przejrzeć ich kłamstwa i nadszedł czas na wojnę”. Mocny i dosadny przekaz. Nadal muzyka współgra z liryką. 

Nosferatu ma znowu to perkusyjne preludium, wraz ze znanym już screamem/ bardziej krzykiem Heljarmadara. Gitary i bas są tłem, wokal i perkusja na piedestale, choć po przejściu riff prowadzący się pojawia, wraz z deklamacją, po niej tempo staje się dynamiczniejsze. Z ciekawostek, w 1922 roku, powstał film Nosferatu – symfonia grozy – niemiecki film grozy, w reżyserii Friedricha Wilhelma Murnaua. Jest to jeden z najważniejszych filmów niemieckiego ekspresjonizmu i jeden z pierwszych horrorów w historii kina. Uważam, zatem, że tytuł, też nie był przypadkowy, a Heljarmadar, pisząc tekst do tego utworu, musiał ten film obejrzeć, przynajmniej tak mi się wydaje. Nosferatu to także jeden z klanów wampirów w grze fabularnej Wampir: Requiem, ale tu nie dopatruje się inspiracji, choć nigdy nie wiadomo, choć jednak stawiałbym bardziej na film.

When I’m gone rozpoczyna się od szeptów i dźwięków wody, nietypowe intro. Następnie pojawia się akustyczna gitara, albo brzmienie tego riffu, jest wręcz identyczne, znowu skojarzenia sprowadzają mnie do fragmentu wspomnianego już wyżej Sorgens Kammer del. II, ale tylko przez ten krótki moment. Ponownie istna perkusyjna, ,,lawina”, riff prowadzący jest ewidentnie inny, co jest akurat ważne. Zmiany gitar są intrygujące, jak sam liryczny przekaz, który nie do końca jest dla mnie jasny. Charon, który pływał i przewoził dusze, przez rzekę Styks, według mitologii greckiej, Bóg umierających i konających, według mnie po swojej śmierci, chce zjednoczyć się ze swoją matką, czyli Nyks, bogini i uosobienie nocy, ale to tylko moja interpretacja. Tak czy inaczej, kolejny świetny tekst Heljarmadara. Beyond the Grave, znowu ma mocny start. Mam tu na myśli gitary i perkusję oraz oczywiście wokal Heljarmadara. Tematyka tym razem, moim zdaniem, dotyczy powrotu zwolenników Szatana, jego przejęcia świata, pomimo iż, według autora będzie on rządził wyludnionymi pustkowiami, także motyw nihilistyczny się tu wkrada.

 

A Beast to Praise to pieśń o Samaelu, ale jako najpierw anioła śmieci, który zmienia się w upadłego anioła, czyli tego, który się zbuntował przeciw Bogu, tak mi się przynajmniej wydaje. Muzycznie pomimo pewnych elementów, które wprowadzają monotonię, nie c męczenia materiału, zmiany tempa na dynamiczniejsze, zdecydowanie tu są pomocne, tak samo, jak i riffów. Ostatnim na tej płycie, przynajmniej na chwile obecną, jest kompozycja Leviathan. Kolejne akustyczne wprowadzenie, wraz z akcentem perkusji. Następnie Heljarmadar pojawia się ze swoim wokalem. Zmienne breakdowny dostosowują się do narracji wokalisty, wreszcie tez usłyszałem solówkę na gitarze, następnie znowu zmiana i kolejny odmienny riff, tym razem od Lorda Ahrimana. Deklamacja, znowu bezbłędnie przeprowadzona i przewidywalny już zwrot akcji, z drugą solówką gitarową. Dark Funeral jednak potrafi zaskakiwać. Lirycznie tutaj Lewiatan, jest przedstawiony przez Heljarmadara, tylko jako potwór z głębin Oceanu, jednak według mnie dodał, motyw „piekielnej paszczy” (Hellmouth), tutaj autor, myślę, zainspirował się, poematem z 1794 roku, zatytułowanym Zaślubiny nieba i piekła, napisanego przez Williama Blake’a. Na sam koniec tytułowy We Are the Apocalypse, odnosi się w dużej mierze, do samego Antychrysta, czterech pieczęci i jeźdźców. Muzycznie od samego początku jest dynamicznie i intensywnie, zarówno pod względem gitar, perkusji jak i wokalu. Potem tempo lekko zwalnia, przejścia perkusyjne są znowu nieco inne, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Mocna kropka nad i, doskonałe zamknięcie płyty.

Siódmy album We Are The Apocalypse szwedzkiej hordy Dark Funeral, nagrany, gdy grupa ma już dokładnie dwudziesty dziewiąty rok istnienia, jest dla mnie bez skazy, dodać do tego należy sześcioletnią przerwę, od poprzedniego albumu. Nie zaprzeczę, że, pojawia się w kilku momentach, czy też utworach, pewna powtarzalność, bo to prawda. Jednak po pierwsze teksty Heljarmadara są świetne, idealnie współgrają z muzyką skomponowaną przez Lorda Ahrimana. Osobiste wyrazy uznania dla Jalomaaha, który dla mnie zrównał się z Janem Axelem Blombergiem, znanym jako Hellhammer. Album przywołał wspomnienia muzyczne i wokalne, do za równo jednego utworu Dimmu Borgir, Sorgens Kammer del. II, z ich albumu Stormblåst, reedycji z 2005 roku oraz genialnego albumu In Sorte Diaboli, który zrecenzowałem, na swoim blogu, przeczytajcie jego recenzję, serdecznie zapraszam, jak łatwo się domyślić, te podobieństwa to również komplement z mojej strony. Do tego genialna wręcz okładka autorstwa Marcelo Vasco. Album bez skazy, jak dla mnie idealny na 666 procent.

10/10

Kacper ,,Relevart”

Music Wolves - Odstęp

SETHEIST – Tre Colori – EP recenzja

Muzyka spod znaku włoskiego kina grozy Kiedy członkowie zespołu Setheist, którego najnowsze wydawnictwo wpada w moje ręce deklarują, iż ich twórczość inspirowana jest kinem grozy…

Więcej ==>

Malacoda – „Crawling Chaos” EP

Pełzający chaos z Kanady Nie samym Brianem Adamsem czy Nicklebackiem Kanada stoi. Mimo iż są to uznani reprezentanci tamtejszej sceny muzycznej, to pośród jej niemainstreamowej…

Więcej ==>