DEADLY VISION – SLAUGTEROUS FOREPLAY

Niesamowite jest, że pierwsze nagrania tej kapeli zarejestrowano w 1994 roku, a jakiś rok później słuch o kapeli na wiele lat zaginął. Po rekonstrukcji składu w 2016 roku, zespół postanowił nie próżnować, gdyż jest to już drugie wydawnictwo po EP-ce i jednocześnie ich pierwszy pełny album. Mamy na nim do czynienia z około 35-minutowym materiałem, utrzymanym raczej w wolnych i średnich tempach, na które składa się intro oraz 8 deathmetalowych kompozycji z krwi i kości.

Sporo tutaj mięsistych, walcowatych riffów okraszonych umiejętnie zagranymi solówkami. Najbardziej jednak w uszy rzucają się świetnie nagrane, nieco wysunięte do przodu, partie wokalne. Sekcja rytmiczna natomiast nie wyróżnia się niczym specjalnym. Po prostu Panowie robią solidną robotę, pozostawiając przy tym sporo przestrzeni dla reszty załogantów.

Zaraz po dość krótkim, niespełna jednominutowym, złowieszczym intrze, rozpoczyna się jatka, a mianowicie „Mind Corrpution” (w zasadzie razem z intrem stanowi jedną ścieżkę). Nie bez powodu został umieszczony na samym początku albumu, ponieważ idealnie odzwierciedla, klimat całości. Następny utwór jest w moim przekonaniu absolutnym faworytem na płycie. Nieszablonowy „Designed to Kill”, którego słuchając ma się wrażenie, że się przeniosło w czasie przynajmniej o jakieś 25 lat, a każde kolejne uderzenie w instrumenty narzuca myśl, że właśnie wtedy powinien on był powstać. Następnie słyszymy „Engeenering the beauty”, na którym riffy są nieco połamane, tworząc w efekcie niespokojny, duszny klimat.

Mimo, że podejście kapeli do grania jest dość tradycyjne, można znaleźć na płycie również kilka eksperymentów z użyciem efektów gitarowych („Basement playroom”), czy delikatnie pobrzmiewającym syntezatorem w tle („Blinded by Darkness”). Zupełnie jednak nie mają one znaczenia przy całościowym odbiorze albumu, gdyż Panowie całymi garściami czerpią od gigantów gatunku. Jednoznacznie słychać wpływy starego Therion, Baphomet, Benediction, czy Morgoth.

Biorąc pod uwagę oldschoolowy klimat połączony z nienaganną produkcją można pomyśleć, że ta skamielina tylko czekała, aż ktoś ją odkopie i odpowiednio oszlifuje. I w tym przypadku na całe szczęście tak się stało, gdyż z chęcią jeszcze nieraz sięgnę po ten album. Zachęci mnie do tego już sama okładka przywodząca na myśl ilustracje znane i lubiane z Cannibal Corpse, która podobnie jak tytuły poszczególnych utworów, zdradza czego należy się spodziewać, wkładając krążek do odtwarzacza.

Słowem zakończenia – jest to solidny, staroszkolny death z dość świeżym brzmieniem i szczyptą nowatorskich rozwiązań.

Polecam. 8/10.

Jasiek

Music Wolves - Odstęp

Mondocane-Dvala -recenzja

Muzyczny syndrom sztokholmski Okładka niedawno wydanej (sierpień 2021), pierwszej płyty szwedzkiego Mondocane jest hipnotyzująca. Z nieprzeniknionej czerni tła spoglądają na nas przeraźliwie żółte oczy sowy.…

Więcej ==>