Jeb zardzewiałym szpadlem w łeb!

Jeb zardzewiałym szpadlem w łeb! Po chwilowej (czy na pewno?) utracie przytomności budzę się w ciemnym, wilgotnym pomieszczeniu, w którym unosi się dość specyficzny zapach. Wyczuwam nuty znane mi z blokowych piwnic, jak również woń przywodzącą na myśl rozkład. Oczy jeszcze nie przyzwyczaiły się do ciemności, ale nie jestem pewien, czy chcę widzieć to, co czuję, bowiem dotychczasowy domysł przekształca się w pewnik. Wokół walają się resztki ciał, odrąbane kończyny, wywalone flaki i inne wnętrzności. Tak że spoczywam sobie w pozycji siedzącej w starej ubojni, w której nikt po ostatniej robocie nie posprzątał. Bo i po co?

Dismembered Flesh Mutilation wysmarzyło taki kawał sonicznego nakurwu na swoim debiucie, że ciężko jest się po tym pozbierać. Ciężkość jest jedną ze składowych „Necrophiliac Decomposition”, bowiem gitary są tak nisko zestrojone, że spokojnie mogą robić za sprzęt budowlany. Ciężar jest szczególnie przydatny w iście slamowych zwolnieniach, których jest dość sporo w materiale. Poza nim mamy do czynienia w większości z ultra szybkimi blastami i obrzydliwymi wręcz wokalami. Powiem tak: fajnie się tego słucha, ale w odpowiednich dawkach. Dawno temu byłem fanem sceny brutal death/grind. Z wiekiem mi przeszło, aczkolwiek potrafię docenić zapał i umiejętności, a tych DFM (no zlitujta się, będę używał skrótu) nie brak.

Oczywiste są inspiracje moim kochanym Carcass z jego wczesnego etapu działalności. Poza inspiracjami muzycznymi, spójrzcie choćby na tytuły kawałków: „Orgy in the Morgue Full of Decomposing Secretion” czy total K.O. banger „Sadomasochistic Trepanation of Skull of a Musty Dwarf”. Składa się to, wespół z tu i ówdzie stosowanymi samplami, w całkiem zgrabnie skrojoną i zszytą całość.

Na debiucie zamieszczono 12 obrzydliwości, sumarycznie trwających niewiele ponad 30 minut. Jak napisałem wcześniej, materiał jest niezwykle intensywny i na dłuższą metę po prostu nie do przejścia, chyba że tylko dla maniaków (a dla kogóż by, kurła, innego!). Ja jestem totalnie rozczłonkowany i zmiażdżony. Musi potrwać, zanim dojdę do siebie, stąd materiał trzeba dawkować (w moim przypadku) oszczędnie. Muzyka DFM w żaden sposób nie jest odkrywcza. Panowie nie silą się na oryginalność, lecz celują w dobrą zabawę. I tutaj trafiają w punkt! Myślę, że totalnym hitem byłaby trasa DFM z takim na przykład Nuclear Vomit. Poziom chamstwa i odczłowieczenia wprost proporcjonalny do zamiłowania do wódki.

Polecam wszystkim fanom obrzydliwego grania, pokroju właśnie wczesnego Carcass, Mortician (notabene, tego drugiego nawet cover się znalazł) i innych, jak np. Putrid Pile. Dla mnie raz na jakiś czas OK. Gdyby mnie jednak wciągnęło, obawiam się, że byłbym poszukiwany w kilku(nastu) krajach za przestępstwa tyleż brutalne, co obrzydliwe. Siedem!

7

Paweł „Kostek” Kostka

Music Wolves - Odstęp

Myrkur- Folkesange Recenzja

Czyli opowieść o tym, jak pozostać sobą i nie dać się konwenansom Myrkur vel Amalie Bruun, Dunka, która od momentu założenia projektu w 2014 podąża…

Więcej ==>