Wydawanie płyt rządzi się od zawsze pewnymi prawami. Nawiązuje się swego rodzaju dialog między twórcą a odbiorcą ( czy też piszącym tekst dziennikarzem). Dialog ten może być spójny i obydwie strony mogą się bez problemu dogadać, ale może być też zgrzytliwy i materiał nie zaskoczy z odbiorcą pozytywnie. Muzyki jest dziś tak dużo, że czasem nie starczy również mocy przerobowej na dokładne wgłębienie się w treść materiału bo już trzeba lecieć dalej. I taka płyta niestety (albo czasem i stety) ginie sobie w pomroce dziejów. Jednak swoje pięć minut ma każdy. Jak jest tym razem?

Album o którym chciałbym powiedzieć dziś kilka słów to Temporal Capsule, nowo powstałego projektu o enigmatycznej nazwie Embarla Firgasto. Za całym przedsięwzięciem stoi młody człowiek, Krystian Lukaszewicz odpowiedzialny za nagranie i produkcję. Na albumie otrzymujemy pięć utworów połączonych ze sobą konceptem „rozdziałowym”. Twórca proponuje słuchaczowi fuzję black/death metalu gdzie instrumentalnie ciągnie bardziej w pierwszą stronę a wokalnie w drugą. Otwierający Chapter of Immersion – Condemnation in Exile to ciekawe wprowadzenie w klimat. Kolejny, Chapter of Existence – Conductors of Life and Death już niestety nie siadł mi tak przychylnie jak „otwieracz”. Dziesięć minut rozmytej ściany blastów i gitar co można by spokojnie podzielić na dwa krótsze utwory, bo w tym wypadku to najzwyczajniej w świecie męczy. Produkcja na całym albumie jest piwniczna i dość prymitywna w odbiorze, ale może takie było założenie. Jednak brakuje mi w tej „piwnicy” odrobinę zagadkowości. Kolejne utwory bronią się już całkiem nieźle, jednak cały czas brakuje mi swego rodzaju tajemnicy, jakby muzyka i growl miały nas zagadać na śmierć a nie podejmować dialog z odbiorcą i zmusić do spojrzenia na twórczość z trochę innego kąta. Na moje szczególne wyróżnienie na całym krążku zasługuje Chapter of Disappearance – Nihilistic Levitation. Tutaj budzi się już dobry, death metalowy zew rodem z Bloodbath. Ale jedna jaskółka wiosny nie czyni.

Cała płyta Temporal Capsule to materiał trochę chaotyczny, niepoukładany i podyktowany dużą dozą młodzieńczego temperamentu. Ale przecież ile razy tak było? Każdy jakoś zaczyna. Nie bez powodu porównuję tę płytę do nowego narybku w tym całym muzycznym oceanie. Narybek trafia w nieznane, często niebezpieczne środowisko i być może dojrzeje i stanie się istotnym elementem muzycznego ekosystemu a być może zostanie zjedzony przez drapieżnika przy najbliższej okazji. Ale jak każdy, nowo narodzony organizm dostaje szansę i chce ją wykorzystać. Zobaczymy czy się uda.

Ps. Płyta recenzowana przedpremierowo – poniżej link do odsłuchu który rozpocznie się 1 sierpnia

5/10 Michał D.

Music Wolves - Odstęp

Mondocane – Gloria – recenzja

Spojrzenie przez pionową źrenicę Gdyby muzycy zmienili się w zwierzęta, które najlepiej oddają styl ich muzyki, to kto mieszkałby w stworzonym w ten sposób ogrodzie…

Więcej ==>

Recenzja Halucynogen „Zaraza”

Trup i psychoza Halucynogen – zespół, który nie da się tak łatwo zaszufladkować, w końcu, po kilku latach ciszy nagrał pełny album. Wstrzelili się swoją…

Więcej ==>