Kończ waść wstydu oszczędź

Enslaved Angel – „Reality Undefined”

Kara, według słownika – OK, OK, według Wikipedii – to nic innego jak „określona przepisami prawa dolegliwość dla podmiotu prawa, będąca sankcją za niepodporządkowanie się normom prawnym”. Nie zauważyłem, żebym w ostatnim czasie (jak i kiedykolwiek) takowym uchybił, stąd też pojęcia nie mam, dlaczego szanowny naczelny postanowił poddać mnie wymyślnym torturom, w postaci zlecenia mojej skromnej, pokiereszowanej już mocno, osobie zrecenzowania najnowszej defekacji spod znaku Enslaved Angel.

Od razu do sedna – to jest straszne. Nierówno, niechlujnie, nagrane w swoim pokoju na Pentium 466, bez ładu i składu. „Reality Undefined”, z tego co udało mi się ustalić, to drugi długograj w dorobku bandu. Poprzedni, „Anger Within Me (An Ode To Insanity)”, miałem wątpliwą przyjemność recenzować w kwietniu tego roku, więc wniosek jest prosty – chłopak nie próżnuje i ciśnie, i męczy swoimi wymiocinami z godnym pochwały uporem. Tyle pochwał. „Reality Undefined” to zlepek 9 strasznych, niemożliwych do odsłuchu wysrywów, które niemiłosiernie męczą wszelkie moje zmysły. Nie doceniam, ani nie dostrzegam w tym żadnych umiejętności ani kompozycyjnych, ani instrumentalnych, ani wokalnych. To jest zło. W najczystszej postaci. Po prostu zło.

9 wypróżnień, których jedynym plusem jest to, że się kończą. Naprawdę, tak złego materiału nie słyszałem dawno i liczę, że kolejnych opusów dżentelmena za nich odpowiedzialnego nie będę musiał ogarniać, bo skończę w zakładzie zamkniętym. Siląc się scharakteryzować „styl” Enslaved Angel, to wyobraźcie sobie wczesny Carcass z kompozycjami bez pomysłu, podłymi riffami i perkusja zaprogramowana w Snake’u.Całość jest nierówna chaotyczna i stworzona jakby od niechcenia. Ani tu talentu ani czegokolwiek.Niestety, statystyki na jednym z portali streamingowych Enslaved Angel ma nie najgorsze. Będzie dalej mnożył te swoje wątpliwej jakości wypryski i rejestrował, bo jak widać, znajduje to swoich odbiorców. Nie będę ich oceniał, natomiast z pewnością ich nie rozumiem.

Nie, nie słuchajcie, naprawdę, apeluję. Nie nabijajcie temu projektowi oglądalności, Ostatnio przyznałem, że trzeba mieć odwagę, żeby wyjść na powierzchnię z takim materiałem. Dzisiaj nic nie zostało z tego szacunku, bo totalnie się nie rozwija, a mimo to idzie dalej w kierunku czegoś co ciężko nawet nazwać muzyką. Tak, że, cytując klasyka, „kończ Waść, wstydu oszczędź…”.

0/10

Paweł „Kostek” Kostka

Music Wolves - Odstęp

Fatigue – „III”- recenzja

Dźwięki otchłani Warto w życiu odpowiedzieć sobie na bardzo ważne pytanie: co lubię w życiu robić? A potem zacząć to robić. Nasza egzystencja pokazuje nam,…

Więcej ==>

Motanka – recenzja

Duchy pradawnych ziem zaklęte w magiczny trans To było dla mnie niezwykle odkrywcze, że klasyczny metalowy kwartet może stworzyć tak potężne, tak niezwykle przestrzenne i…

Więcej ==>