Klasyczny Szwedzki Black Metal

Eosphorus to szwedzka załoga która rozpoczęła swój wspólny rejs między 2006 a 2008 rokiem. Z biegiem czasu, do Markusa Svantessona (git prowadząca) i Olivera Spetsa (gitara i wokal) zespół przyjmował i żegnał innych muzyków jednak rdzeń kadrowy w postaci Markusa i Oliviera (grających niegdyś w jednym zespole) pozostał nienaruszony. Od 2010 roku skład pozostaje bez zmian – dołączył bowiem Victor Parri (bębny) oraz Joel Haegerström (git. Basowa) Inspirowani tak ikonicznymi już kapelami jak Dissection czy Watain, Eosphorus wypuścił pierwszy album „We who’ve seen the darkness” by potem uraczyć nas „Winds of Apep” z 2014 roku – zachwalanym przez krytyków i chwalonym za kompletność i melodyczność kompozycji nań zawartych.



Po 8 latach podczas których świat zdążył kilkukrotnie stanąć na głowie, w tle pracy muzyków nad różnorakimi projektami i rozwoju, po 2 latach pandemicznego szaleństwa, Eosphorus wynagradza nam cierpliwość wydawnictwem „“From Fire Into Birth”
„From fire” to zapowiedź, manifest i symbol. Zespół się odradza i zapowiada powrót w wielkim stylu, swoiste katharsis i ponowne narodzenie. Materiał powstał chwilę po „Windsach” z 2014 a przez te 8 lat był szlifowany. Integralność składu Eosphorus zapewnia konsekwencję w kompozycji. Odsłuch zapewnia uczucie kompletności, spójnej całości, oraz jasno wytycza kierunek w którym zespół podąża – pamiętamy o przeszłości i inspiracjach ale idziemy, a wręcz przemy do przodu. Każdy z 4 utworów na EPce zapada w pamięć, ma swoje chwytliwe momenty i nawet ci, którym obce jest Dissection i czarniejsze rewiry metalu, docenią to wydawnictwo a wyjadacze poczują się jak w domu. Klimatyczność utworów jest największym atutem „from fire..” Nie będzie przesadą, jeżeli w rozmowie z kimkolwiek podam to wydawnictwo jako definicję i ikonę – sztadar i manifest, przynajmniej dla Eosphorusa.

EP jest wyważona. Odsłuch nie męczy, utwory które po sobie następują nie męczą nagłą zmianą dynamiki – docenią to Ci którzy słuchają muzyki w tle jak i ci którzy wczuwają się w odsłuch.
Brakuje mi tu jedynie jeszcze jednego utworu, który dopełniłby zakres dynamiki. Ten lekki niedosyt każe czekać z niecierpliwością na pełne wydawnictwo – oby już w krótce.. Niech się rodzi z ognia !

10/10. Krasoń Daniel.

Music Wolves - Odstęp

Order of Omega – „333” – recenzja

Maksymalne odhumanizowanie materiału! Jeśli chodzi o anonimizację danych, trzymanie w tajemnicy tożsamości czy jakichkolwiek informacji, pozwalających namierzyć delikwentów, to stwierdzam, że blackowe kapele to potrafią.…

Więcej ==>