Depresyjny black metal z Łodzi

 

Czarno biała, obskurna okładka, logo kapeli dotrzymujące swoją estetyką kroku tejże właśnie. Skojarzenia z chyba najbardziej konsekwentnym labelem jak najbardziej zasadne – PutridCult trzyma się swojej wizji, w moim odczuciu mniej lub bardziej udanie, ale jednak, jak wskazałem wyżej, konsekwentnie. Dzisiaj na ruszt idzie Fadheit ze swoim debiutanckim „Inhaling the Trauma”.

Tak się złożyło, że niniejszą recenzją mamy do czynienia z dwoma debiutami, bowiem poza tak naprawdę bohaterem niniejszej recenzji, przyznaję, że jest to dla mnie debiut, jeśli chodzi o obcowanie z depresyjnym black metalem (bo tak wszem i wobec określana jest muzyka Fadheit). Muszę przyznać, że odsłuchany materiał w pełni uzasadnia wymienione zaszufladkowanie kapeli.

Słów kilka o samej kapeli – tworzy ją dwóch gości, którzy jednocześnie zasilają inny blackowy band – Odium HumaniGeneris. Notka poczyniona specjalnie, bowiem określenie materiału Fadheit debiutem może narzucać skojarzenia z materiałem niedojrzałym, niedopracowanym czy nawet niedopieszczonym. Tak w przypadku „Inhaling the Trauma” zdecydowanie nie jest, stąd też moje szybkie poszukiwania, czy członkowie Fadheit gdzie indziej jeszcze szlifują swój warsztat. To tyle. Przechodzimy do materiału.

Depressive black metal nie interesował mnie nigdy z uwagi na tematykę, wokół której się porusza. Nie jestem człowiekiem jakoś specjalnie przytłoczonym życiem. Staram się cieszyć tym, co jest, mimo że rzeczywistość, w jakiej dane jest mi żyć, jest cholernie frustrująca. Natomiast obawiam się, że długotrwałe spędzanie czasu z muzyką zespołów pokroju Fadheit nieodwracalnie zmieniłoby moje postrzeganie rzeczywistości, czy inaczej, radzenie sobie z nią. I w ten zawoalowany sposób właśnie skomplementowałem „Inhaling the Trauma”. Płyta bowiem jest niesamowicie sugestywna, naładowana (przeładowana?) emocjami – z dołem, frustracją i bezsilnością na przedzie. Każdy moment, każdy riff gitarowy przepełniony jest smutkiem i depresją. Naprawdę siła rażenia muzyki Fadheit jest niesamowita. Przyznam, że nie czuję się komfortowo po przesłuchaniu całości materiału, ale chyba o to zespołowi chodzi. Ponadto, skoro są z Łodzi, to w zasadzie nie dziwię się takiej dawce melancholii (hehe, rubaszny żart recenzującego raz!).

Wokal również wnosi wiele dobrego (złego?) do ocenianego materiału. Wykorzystywany jest niezwykle świadomie, momentami wręcz teatralnie (te wszystkie inwokacje, szepty, jęki). Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że ludzie odpowiedzialni za muzykę Fadheit byli absolwentami szkoły teatralnej. Taka właśnie jest ta muzyka. Świetnym z punktu widzenia odbioru muzyki Fadheit jest również zabieg polegający na zamiennym używaniu języka polskiego i niemieckiego. To kolejny argument przemawiający za artystycznym wykształceniem muzyków.

Dla mnie zaskoczeniem jest dynamika muzyki zawartej na „Inhaling the Trauma”. Depressive black metal kojarzy mi się jednak ze znacznie wolniejszymi tempami, przeciąganiem dźwięków w nieskończoność, a tu momentami mam wrażenie, że rytm wybijany przez perkusję jest wręcz rock’n’rollowy. Oczywiście nie sprawia to, że muzyka staje się łatwo przyswajalna, czy wręcz wesoła. Cały czas mamy do czynienia z głośno i szeroko artykułowanym dołem.

Natomiast „Inhaling the Trauma” ma jedną poważną jak dla mnie wadę. Nie da się tego słuchać w nieskończoność. Napisałem już, że Fadheit bardzo skutecznie używa muzyki, żeby zamanifestować swoje nieprzyjemne uczucia. I ja takich rzeczy słuchać za często nie mogę, nie chcę i nie będę. Nie stanowię grupy docelowej tego typu zespołów, pomimo że obiektywnie (?) materiał jest naprawdę dobry. Polecam, ale robicie to na własną odpowiedzialność.

8/10

Paweł „Kostek” Kostka

Music Wolves - Odstęp
Devilsnack

Recenzje – Devilsnack

Recenzja wieczorową porą- czyli trochę rozwałki przed snem każdemu się przyda. Szorty – recenzja EP Devilsnack Devilsnack to zespół reprezentujący trójmiejską scenę metalową. Kapela powstała…

Więcej ==>

Mondocane-Dvala -recenzja

Muzyczny syndrom sztokholmski Okładka niedawno wydanej (sierpień 2021), pierwszej płyty szwedzkiego Mondocane jest hipnotyzująca. Z nieprzeniknionej czerni tła spoglądają na nas przeraźliwie żółte oczy sowy.…

Więcej ==>