Kolaboracja wagi ciężkiej

Z kolaboracji artystów mogą wyjść dwie rzeczy. Albo coś naprawdę zajebistego albo coś czego nie da się słuchać (patrz Metallica i Lou Reed). Na pewno nigdy nie wyjdzie rzecz obok której można przejść obojętnie. Tak jak każdy artysta nie chce być „przezroczysty” dla odbiorcy tak samo sprawa ma się z kolaboracjami. Tym razem trafiamy na rodzimą współpracę, która nad wyraz zażarła i której owocem jest bardzo interesująca płyta. Przed Wami wspólne dziecko zespołów Fatigue i Kontagion.

Pierwsze dźwięki z płyty zawarte w utworze „Provocated Imaterial” to kawał ciężkiego gruzu prosto z zardzewiałego kontenera. Zaraz po nim niczym kocioł pełen smoły wylewa się „Double Headed Eagle Onyx God”, który nawarstwia się i spiętrza z każdą minutą. Bas i perkusja złowieszczo bulgoczą, wokal niesie się histerycznym krzykiem a gitary kładą tak grube warstwy aranżu, że nie ma miejsce na wciśnięcie choćby jednego dodatkowego dźwięku. W dalszej części albumu jest równie solidnie. Ciężka muzyka przeplatana jest industrialnymi smaczkami tworzącymi klimat jak z post-apokaliptycznej historii bądź mrocznej fabryki gdzie industrialna produkcja trwa przez cały czas. Mamy tu również brzmienia żywcem (bądź wręcz przeciwnie, jak kto woli) wyciągnięte z bagien Luizjany i obrzeży Nowego Orleanu, surowość i zadziorność charakterystyczną dla black metalu czy hardcore’u. Zdarzają się również delikatne, akustyczne smaczki (utwór Manea’s Descent), ale po kilku chwilach muzyczny gruz znów wraca na swoje miejsce.

Ważne dla całego odbioru płyty jest również to, że muzycy uzupełniają się świetnie niczym dopasowane koła zębate. W projekcie bierze udział sześć osób i przy takiej liczbie ciężko czasem osiągnąć wewnętrzną równowagę w projekcie. Słychać jednak, że panowie znają się i wyczuwają bardzo dobrze i nikt tu nie walczy o „palmę pierwszeństwa” ani nie rozpycha się łokciami za wszelką cenę. Cała maszyneria sunie w jednym szeregu, nigdzie się nie spieszy, nikt jej nie pogania bo nie ma to najmniejszego sensu. W końcu jeśli staniemy jej na drodze to prędzej czy później nas zmiażdży. Jednak takie zderzenie jest nad wyraz przyjemne i z racji tego, że bardzo lubię takie brudne, ciężkie, wolne klimaty mi bardzo pasuje. Bardzo się cieszę, że taka płyta powstała i będę do niej często wracał.

To muzyka na miarę ciężaru współczesnego świata.

8/10 Michał D.

Music Wolves - Odstęp

Die Form – Rayon X – recenzja

Pokaż mi to co ukryte… Czyli introspektywa w wykonaniu Die Form. Die Form to francuski projekt muzyka i fotografa Philippa Fichota oraz wokalistki Eliane P.,…

Więcej ==>