Pieśń wojów, moc bogów, obraz Ragnaroku.

Graveland to jeden z tych zespołów, który od początku polaryzował fanów ekstremalnego metalu w Polsce. Formacja dowodzona od trzydziestu lat przez charyzmatycznego Roba Darkena, pomimo wielu przeciwności i niechęci wielu środowisk (również tych branżowych), uparcie i konsekwentnie idzie naprzód, wydaje dwudziesty w swojej karierze album zatytułowany „Hour of Ragnarok”.

Przyznam, że moja przygoda z Graveland zaczęła się już sporo lat temu i w pewnym momencie trochę straciłem ich twórczość z oczu. Cały czas jestem fanem pierwszych dokonań w postaci „Carpathian Wolves” czy „Following the Voice of Blood”, a najnowsza płyta „Hour of Ragnarok” jest dziełem w klasycznym, gravelandowym stylu. Jest black metal z elementami folku, pompatyczne, symfoniczne dźwięki, a cała atmosfera przywodzi na myśl faktyczny Ragnarok. Dla niewtajemniczonych, jest to określenie końca świata w mitologii nordyckiej. Bardzo ładnie z treścią muzyczną koresponduje okładka, na której widzimy kluczowe, mityczne postacie dla tego wydarzenia. Wilk Fenrir walczący z najwyższym z bogów nordyckich, Odynem, a na drugim planie wyłania się wąż Jormungand. Wszystko to z tłem w postaci zniszczenia świata. Dla Roba Darkena tematy związane z mitologią słowiańską i nordycką były paliwem do tworzenia (zresztą nie tylko dla niego) i często zarzucano mu zbyt mocne obnoszenie się z radykalnym przekazem. Rob jednak nic sobie z tego nigdy nie robił i dalej tworzył swoje.

Co do warstwy muzycznej, stwierdzam stanowczo, że płyta „Hour of Ragnarok” to nie tyle kolejny metalowy album, co… soundtrack. Soundtrack idealny pod pompatyczną i romantyczną wizję Ragnaroku. Kluczową rolę odgrywają tu brzmienia klawiszowe, samplowane. Gitary, basy i perkusje są schowane dość mocno, a głos Roba umiejscowiony jest gdzieś pomiędzy. Całość rozpoczyna się mocnym uderzeniem w postaci „The Wolf of Twilight”, płynnie przechodząc w „Hour of Ragnarok”, „Conspiracy of the Wizards” i kolejne utwory. Słuchając tej płyty mam wrażenie, że obcuję z jednym, rozbudowanym utworem podzielonym po prostu na części, a nie z ośmioma autonomicznymi utworami. Jak długa saga opowiadana przez wiekowego skalda przy ognisku. Trochę irytował mnie fakt, że w każdym utworze przewijają się praktycznie te same motywy. Może to brak inwencji twórczej, a może tak po prostu miało być? Nie wiem.

Dzięki wyżej wymienionym zabiegom album „Hour of Ragnarok” jest dziełem spójnym, trzymającym klimat od początku do końca. Owszem, niektóre momenty mogą wydawać się nużące i bezsensowne, ale do tego typu muzyki trzeba mieć odpowiednie nastawienie. Fani twórczości Roba i Graveland nie potrzebują rekomendacji. Podejrzewam, że ta płyta będzie kolejną, która znajdzie swoich fanów wśród członków grup rekonstruujących czasy wczesnego średniowiecza.

Warto spróbować, ale nie ma przymusu.

8/10 Michał Drab

Music Wolves - Odstęp