Madziar, Brytol – dwa bratanki.

Na początku tej recenzji przyznam się bez bicia, że nie jestem fanem splitów. Kolaboracja dwóch kapel wrzucających na płytę kilka swoich kawałków może być miłą ciekawostką dla słuchaczy, ale nie jest tak pożądanym nośnikiem jak pełny album czy EP-ka. Jednak gdy dostaję TAKI split jak Gyotrelem z Haunted Sanity, to z chęcią zanurzam się w kazamaty blackmetalowych wizji.

Nie będę również ukrywał, że musiałem zrobić mały rekonesans, aby dowiedzieć się czegokolwiek o twórcach muzyki zawartej na krążku. Obydwa projekty, pochodzące odpowiednio z Węgier oraz Wielkiej Brytanii są jednoosobowe. Za muzyką i ideą Gyotrelem stoi człowiek o pseudonimie Gloam natomiast za sterami Haunted Sanity stoi niejaki Glomor. Panowie, będąc odpowiedzialnymi za całokształt twórczości własnej, dogadali się stylistycznie i wyrazowo, a następnie za sprawą podziemnej wytwórni Werewolf Promotion wypuścili split, który, powiem szczerze, sprawił, że zacząłem co chwilę oglądać się za siebie. Bo to, co się dzieje na tej płycie jest jednocześnie przerażające i piękne. Fuzja atmospheric black metalu pomieszanego z doomem i mrocznymi wpływami muzyki ambientowej wylewa się przez ponad dwadzieścia minut, dostarczając słuchaczowi wrażeń, z których nie będzie w stanie otrząsnąć się przez długi czas. Utwory obydwu projektów brzmią jak soundtrack z najgorszych koszmarów. Zawodzący, potępieńczy wokal, przechodzący w krzyk, piski, niezidentyfikowane dźwięki, histerycznie brzmiące gitary oraz perkusje otwierają żelazne, mosiężne bramy i zapraszają do krainy szaleństwa. Zapowiedzią brzmienia zawartego na płycie jest okładka, będąca fotografią wnętrza jakiegoś opuszczonego budynku, w którym na pewno nie chciałbym znaleźć się w nocy. Słuchając pierwszy raz tej płyty zastanawiałem się, czy twórcy nie siedzą w szpitalach psychiatrycznych i stamtąd nie wypuszczają swojej muzyki. Bo skoro Varg Vikernes mógł nagrywać z więzienia, to dlaczego ktoś inny nie może z psychiatryka?

Na splicie pojawia się pięć utworów (bo mówienie w tym przypadku o piosenkach mija się z celem jak weganin ze schabowym): trzy kompozycje od Gyotrelem trwające od dwóch do czterech minut i dwie autorstwa Hauted Sanity rozciągnięte do prawie siedmiu i ośmiu minut. Muzyka autorstwa Węgra śpiewana jest w jego ojczystym języku, co jeszcze bardziej intryguje. W Haunted Sanity mamy do czynienia z angielskim, z którego i tak nie da się nic zrozumieć, ale przecież taka jest natura muzyki ekstremalnej. Całość, pomimo pochodzenia z różnych krajów, tworzy jedną, spójną, blackmetalową całość.

Niemniej ten split jest tworem, którego na pewno nie da się słuchać na co dzień. Niespełna dwadzieścia sześć minut w zupełności wystarczy. Gloam i Glomor konsekwentnie realizują swoje założenia, nie wdzięczą się do odbiorcy, a nawet mogą go zniechęcić. Jestem przekonany, że split nie spodoba się wszystkim, a już na pewno nie za pierwszym podejściem. Aczkolwiek jest to kawał dobrego i totalnie popieprzonego black metalu prosto z podziemia.

7/10

Michał Drab

Music Wolves - Odstęp

Kozeljnik – „Sigil Rust” – recenzja

Bałkańska czerń Muzyków metalowych grających pod każdą szerokością geograficzną łączy wspólny mianownik. Wszyscy, odkąd zaczęli w wieku nastoletnim słuchać ciężkiej muzyki, wpatrzeni są w największe…

Więcej ==>