Z piekła rodem

Na początku był chaos. Czasem zdarza się tak, że zanim z tego chaosu coś się wyłoni, potrzeba sporo czasu. Ale jak już to coś się wyłoni, to nie ma czego zbierać. I takim przykładem jest pierwszy od prawie TRZYNASTU lat studyjny album wyśmienitej, blackmetalowej hordy Hell-Born. Istniejąca od drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych formacja dowodzona przez Adama „Baala” Muraszkę, którego lwia część fanów pamięta jako współzałożyciela Behemotha, powołanego do życia w kolaboracji z niejakim Adamem „Nergalem” Darskim (to nazwisko pada dziś nieprzypadkowo przy okazji recenzji płyty). Jednak kiedy pomorska bestia zaczęła rozwijać skrzydła, Baal postanowił opuścić zespół i założyć swój własny projekt, którym jest właśnie Hell-Born. Na szczęście pomiędzy Adamami nie ma złej krwi, na co dowodem jest gościnny udział Nergala w utworze Blakk Metal z najnowszego krążka enigmatycznie nazwanego „Natas Liah” (moim zdaniem jednego z lepszych numerów na tej płycie).

Zatem czego możemy się spodziewać po wielkim powrocie Hell-Born? Krótko mówiąc, tego samego co wcześniej, tylko w jeszcze lepszej jakości. Na płycie czuć, że zespół nie próżnował, a same utwory są dojrzałe, niesamowicie dopracowane i po brzegi wypełnione esencją black metalu. Pierwsze dwa strzały: „When You Are God” oraz Axis of Decay zmiatają z podłogi mocą i potęgą, także w środkowej części krążka jest nie mniej potężnie i organicznie. Bębny, pomimo klasycznych blastów i przejść, mają w sobie coś pierwotnego i plemiennego, podobnie jak wokal Baala, który niczym kapłan w posłudze ciemności recytuje bluźniercze zaklęcia. Mamy w tekstach odniesienia do satanizmu, okultyzmu i głośnego sprzeciwu wobec religii oraz sprawne operowanie symboliką (Baal to w końcu znakomity tekściarz tworzący w przeszłości liryki między innymi dla Azarath).

Płyta trwająca czterdzieści pięć minut i zawierająca dziewięć utworów jest solidnym ciosem dla wszystkich, którzy już dawno spisali Hell-Born na straty. W utworach takich jak „Uroboros” czy „The Butcher” na moje ucho jest coś z najwcześniejszych dokonań Behemotha. Jednak teraz brzmią jeszcze bardziej mocarnie. Baal wespół z Lesem (również były członek Behemotha) oraz Diabolizerem przelali całe swoje wewnętrzne piekło na ten album ku uciesze nas, fanów.

Reasumując, Hell-Born oferuje po raz kolejny tyle piekła, że nie dacie rady tego przetrawić za pierwszym razem. I pokazuje wszystkim niedowiarkom, że „stare konie” black metalu potrafią łoić często lepiej niż młode kapele. Dlatego, dzieciaki, słuchajcie dokonań starszych i bierzcie z nich przykład!

9/10 Michał Drab

Music Wolves - Odstęp

Lunacy – Disconnection-recenzja

Niczym dziesięciometrowe fale zimnego morza Z okładeczki pierwsze skojarzenie jakie mi się nasunęło to pewna płyta In Flames lecz obrazek jest ciut „mroczniejszy” lecz czy…

Więcej ==>

Pistilos Opium – „Hibrido”

Diabły z Chille Zaskakuje mnie mój naczelny. Zaskakuje mnie dostępnym i wiadomym tylko jemu arsenałem materiałów do zrecenzowania. Tydzień temu był słaby, polski heavy metalowy…

Więcej ==>