Noc do innych niepodobna.

Z racji tego, że trasy koncertowe i aktywności zespołów powróciły na sto procent po dwóch latach niebytu agencje koncertowe stają na głowie aby zapewnić najbardziej atrakcyjne zestawienie zespołów i przyciągnąć tym rzesze fanów. A co za tym idzie spotykamy zapowiedzi niesamowicie ciekawych tras i grup, które różnorodnością artystyczną zapewniają rozrywkę i ekstremalne doznania na najwyższym poziomie. Taka sytuacja miała miejsce podczas koncertu we wrocławskim klubie A2 gdzie na jednej scenie wystąpiły dwa zespoły różne od siebie, ale mające wiele wspólnych mianowników – Igorrr oraz Amenra.

Tworząc tę relację doszedłem do wniosku, że w wypadku dwóch wyżej wymienionych użycie słowa „zespół” to trochę za mało. Zatem pokuszę się o stwierdzenie, że są to istne zjawiska muzyczne, które już od lat oferują nie tylko wyśmienite dźwięki ale również całą otoczkę wokół siebie, która jest nie tyle artystyczna co wręcz mistyczna. I mówię to absolutnie bez przesady. Ale do meritum.

Cieszyłem się niesamowicie na ten koncert ponieważ śledzę karierę obydwu grup od lat i nie miałem jeszcze oglądać ich na żywo a nasłuchałem się bardzo dużo dobrego o ich występach. Dodatkowo jako „rozgrzewka” ogłoszone zostały dwa zespoły których nie znałem wcześniej i byłem równie ciekawy ich wykonów (pamiętajcie, żeby nie lekceważyć supportów na koncertach bo pojawiają się wśród nich prawdziwe perełki).

Jako pierwszy zaprezentował się tłumnie zgromadzonej w klubie publiczności francuski Hangman’s Chair. Nazwa grupy gdzieś obiła mi się wcześniej o uszy, ale nigdy nie pochyliłem się nad ich twórczością. Zespół w krótkim, 30-minutowym secie zaprezentował chwytliwą mieszankę post/doom metalu z mrugnięciami okiem do fanów takich zespołów jak Neurosis czy nawet Tool. Ciężka, dość walcowata muzyka okraszona była nad wyraz czystym i lekkim wokalem którego szczerze mówiąc się nie spodziewałem. Brzmiało to naprawdę sympatycznie. Muzycy byli również (jak na standardy muzyczne) ożywienie na scenie i łapali świetny kontakt z publicznością. Krótko mówiąc – Hangman’s Chair kupiło mnie bardzo.

Po szybkiej podmiance sprzętu na scenie zainstalował się zespół z którego nazwą do tej pory mam problem jeśli chodzi o wymowę i zapis – Der Weg einer Freiheit. Kompletnie nie wiedziałem czego spodziewać się po Niemcach, jednak już po pierwszych dwóch utworach wszystko było jasne i przez cały 40-minutowy set stałem pod sceną z rozdziawioną gębą z zachwytu. Ukułem sobie nawet definicję, że Der Weg einer Freiheit to Gojira którą wykąpano w wannie pełnej black metalu. W secie zespołu nie brakowało motywów transowych, stonowanych ale również w najmniej oczekiwanym momencie atakowali oni najczystszym możliwym black metalem. Do tego szorstki język niemiecki, który jak inne pozostałe języki germańskie idealni pasuje do mrocznych i ekstremalnych brzmień. Obserwując reakcję zgromadzonych wokół mnie ludzi i wymieniając z nimi doświadczenia po koncercie Niemców nie usłyszałem najmniejszego słowa krytyki. Niektórzy nawet mówili, że sama Amenra ma w tym momencie mocną konkurencję do koncertu wieczoru.

I właśnie co do Amenry to ziściły się wszystkie historie jakie słyszałem od znajomych bądź czytałem w relacjach z innych koncertów Belgów w naszym kraju. Amenra to zjawisko, Amenra to najczystszy smutek i posępność połączona z nieodzownym pięknem. Grupa, która działa od prawie dwudziestu pięciu lat i współtworzy konglomerat o nazwie Church of Ra po niespełna godzinnym koncercie zostawiła w A2 tylko „spaloną ziemię”. Zgranie muzyków i charakterystyczne pozy wokalisty Collina van Eeckhouta oraz jego opętańczy wokal połączony z subtelnymi melodeklamacjami sprawiały, że miałem ciary na całym ciele przez cały koncert. Do tego dochodziły jeszcze wizualizacje idealnie korespondujące z muzyką. Amenra zachwyca świat i będzie zachwycała jeszcze mam nadzieję przez długie lata oraz stanowiła nieustanne źródło inspiracji dla zespołów chcących uwydatnić emocje towarzyszące im przy tworzeniu własnej muzyki. Jeszcze raz podkreślę, że to zespół-zjawisko którego naprawdę warto doświadczyć. A zagrane na zakończenie utwory „A Solitary Reign” oraz „Diaken” poruszyły całą publiczność do samej głębi.

Na koniec przysłowiowa „wisienka na torcie” czyli Igorrr. Projekt jeden na epokę, który szumnie podbił serca fanów na całym świecie swoją unikatowością. Elektronika, metal, DJ, opera, muzyka barokowa, francuski folklor rodem z ulic Paryża – wszystko tu jest. I to w takich dawkach, że chce się więcej i więcej. Gwiazda wieczoru rozpoczęła od bombastycznego wejścia w postaci utworu „Paranoid Bulldozer Italiano” i to było to. Publiczność oczekiwała show na najwyższym poziomie i takie dostała. Ledwo ponad godzinny set, kilkanaście utworów zrobiło niesamowitą robotę. Igorrr zaprezentował na scenie takie klasyczne dla siebie utwory jak „Downgrade Desert”, „Camel Dancefloor” czy „Parpaing” w którym gościnnie growlu udziela Corpsegrinder z Cannibal Corpse. I muszę przyznać, że podczas tego ostatniego wokalista Igorrr, JB Le Bail wywiązał się na piątkę. Do tego dochodziły rozmaite popisy DJ-skie lidera zespołu podczas których pozostali członkowie skakali po scenie i bawili się równie dobrze co publiczność. Cały koncert oglądałem z wypiekami na twarzy i bez wątpliwości stwierdzam, że był to jeden z lepszych koncertów klubowych na jakich byłem w życiu. Kto nie widział Igorrr niechaj nadrabia zaległości przy najbliższej okazji. Nie zawiedziecie się!

Za możliwość udziału w koncercie oraz całą organizację dziękuję z tego miejsca Knock Out Productions.

Michał D.

Music Wolves - Odstęp

ULTIMA RATIO FEST 2022 – Relacja

Celebracja ukochanej muzyki W dzisiejszych czasach zorganizowanie obszernej trasy koncertowej to wyzwanie trudniejsze niż kiedykolwiek. Jak przyciągnąć słuchaczy i jak wyjść na tym na swoje…

Więcej ==>

Lenny IsDead, AnywhereUs

Pozytywni na sterydach W przedostatnią sobotę lutego miałem okazję odwiedzić niezwykle klimatyczny, kameralny wrocławski klub Alive. To miejsce zawsze zaraża dobrą energią i nie inaczej…

Więcej ==>