Gdyby w kościołach grano death metal

Myślę, że Incertus nie zrobi wielkiej kariery – czytaj dalej! Nie dlatego, że zespół gra źle. Wręcz przeciwnie gra bardzo dobrze. Przygotowując się do napisania tej recenzji zrobiłem małą kwerendę z jakimi innymi bandami powiązani są członkowie śląskiej kapeli i okazało się, że Predestination to Damnation jest debiutem, ale muzycy mają już doświadczenie z innych zespołów. Incertus nie zrobi kariery nie dlatego, że ich muzyka jest słaba, ale ponieważ postanowili grać w stylu, który nie mieści się w mainstreamie, ani nawet w dopływie do mainstreamu. Z tego powodu zachęcam do przesłuchania – jeśli sami tego nie zrobicie, to szansa usłyszenia przypadkiem jest żadna.

Czasem zastanawiam się czy z niektórymi zespołami nie jest aby tak, jak z obrazem Kazimierza Malewicza – Czarny kwadrat na białym tle. Ktoś raz to już zrobił i zrobienie tego po raz kolejny nie gwarantuje miejsca w historii sztuki i na ścianie galerii. Tak też chyba jest z zespołami z którymi związani są członkowie Incertus: perkusista Bartosz Dolewski, którego słyszymy na niektórych projektach grającego techniczny death metal – Dead Mind i w melodeathowym Warbell; gitarzysta Nebiros z blackmetalowego Mystic Rites i tworzącego funeral doom Thorns of Grief; oraz P.Wolf, dla którego wokal i bas w Incertus jest akurat autentycznym debiutem (jeśli wierzyć metal-archives). Wszystkie te zespoły grają dobrze (moją szczególną uwagę zwrócił Warbell), ale są trochę jak ten kwadrat. Gdyby ktoś namalował go przed Malewiczem to pewnie dzisiaj to nie Sz. P. Kazimierz mógłby się nim poszczycić. Incertus na tym tle wypada wyjątkowo dobrze. Swego czasu zastanawiałem się dlaczego w polskiej muzyce ekstremalnej tak mało jest motywów nawiązujących do klasycznej polskiej muzyki, którą znamy z kościołów. Incertus wypełnia tę lukę łącząc klasyczny dźwięk organów z oldschoolowym death metalem i melodeathowymi wstawkami. Najbardziej charakterystycznym utworem na płycie jest pierwszy kawałek Preludium & Ultima Necat. Bardzo niski growlujący wokal wprowadzony zostaje właśnie przez wspomniane organy, które towarzyszyć nam mają do końca albumu. Melodia tej pierwszej kompozycji jest porywająca i na długo zostaje w głowie. Wokal wydaje się brzmieć tutaj dość nieczysto, co kontrastuje z wyraźnym dźwiękiem instrumentów. Kiedy milknie słyszymy perkusję, gitarową solówkę i cały czas w tle kościelne organy, co stanowi dość niezwykłe doznanie. Ton drugiemu utworowi Rise for Torment nadają dźwięki gitar, których zawodzenie pięknie komponuje się z dość wypranym z emocji wokalem. Być może, żeby nadrobić niejaką nudnę, początek trzeciego utworu daje nam przyspieszenie, ale problemem płyty może być niejaka pustka emocjonalna. Albo jest to kwestia produkcji, albo zamierzone działanie, ale wokal u Incertusa do tego momentu nie powala. Utwory mogą być w sumie o wszystkim, bo właściwie nie czujemy tu żadnych emocji. Lepiej jest na I, the Fool, gdzie pobrzmiewają klasyczne deathowe growle, ale gdzie płyta zaczyna już powoli nudzić. Nudę tę przerywa Postludium, rewelacyjne rozwiązanie instrumentalne z wykorzystaniem dźwięków organów. Gdy te kończą swoją uwerturę ryk gitar i walec growlu wracają z nową siłą, by towarzyszyć nam już do końca albumu, którego ostatnie minuty przynoszą również popis gry na gitarze.

Zachęcam do przesłuchania Predestination to Damnation, bo jest ona kolejnym dowodem na to, że nad Wisłą powstaje ekstremalna muzyka, z której możemy być dumni. Album ma swoje mankamenty. Momentami jest nudny i wyprany z emocji, a czasem trochę wymuszony. Myślę też, że zespołowi trudno będzie zaproponować coś na kolejnej płycie jeśli będą dalej iść tylko tą drogą. Wprowadzenie organów i połączenie oldschoolowej surowości z melodeathem i solówkami gitarowymi było strzałem w dziesiątkę, ale nie jest to zabieg, który można z sukcesem powtórzyć. Muzyka Incertus jest pomimo wszystko bardzo oryginalna, warta poznania i szkoda, że zapewne nie zyska szerszej rozpoznawalności, chociaż kto wie. Kto by powiedział, że Czarny kwadrat na białym tle może wisiec w galerii sztuki?

Łukasz Filipczyk

6/10

Music Wolves - Odstęp

SETHEIST – Tre Colori – EP recenzja

Muzyka spod znaku włoskiego kina grozy Kiedy członkowie zespołu Setheist, którego najnowsze wydawnictwo wpada w moje ręce deklarują, iż ich twórczość inspirowana jest kinem grozy…

Więcej ==>