Nawiedzone wokale i oniryczne dzwięki ...jakie to dobre!

Skłamałabym gdybym napisała, że leży przede mną album Undir Köldum Norðurljósum Islandzkiej formacji Kælan Mikla. Nie leży ani nie siedzi ale jak najbardziej kwitnie przede mną i rozpościera swoje mroczne iluzoryczne kotary- bo tak chyba można barwnie określić to, co zadziało się w mojej przestrzeni przy odsłuchiwaniu tego albumu. Jest to piąte wydawnictwo grupy trzech młodych i niezwykle utalentowanych Islandek z ogromnym potencjałem twórczym i wyczuciem wyszukanego i nietendencyjnego smaku estetycznego. Taka bowiem jest muzyka zawarta na wydawnictwie. Sięgając do nie tak odległej historii, czytamy, że grupa założona została w Reykyawiku w 2013 roku jako trio Bass, drums and vocal z czasem jednak panie rozszerzyły swoje instrumentarium o syntezatory i temu podobne zabawki. Wywodząc się z nurtu post punk muzyka Kælan Mikla nosi wyraźne znamiona awangardowej poezji śpiewanej oraz gatunków takich jak new wave, dark wave, synth wave czy wreszcie gothic. Płyta Undir Köldum Norðurljósum zawiera 10 utworów utrzymanych w onirycznym klimacie- chłodnym i neurotycznym a dodając do tego nawiedzone wokale dostajemy mieszankę wykwintną i jak najbardziej smakowitą.

Przy odsłuchu płyty pierwsze, co zwróciło moją uwagę to egzotyczny język. Dla przeciętnego konsumenta chleba z masłem wyrazy artykułowane przez wokalistkę nie przypominają żadnego ze znanych słów, co nadaje im specyficzna płynność i zaśpiew sprawiając, że wokal staje się jednym z instrumentów o wymowie rytmicznej na równi z perkusjonaliami. Nie można także pominąć zawartości melodycznej materiału. Frazy są symetryczne i wpadające w ucho, co zwraca uwagę na wartość poetycką materiału tekstowego. Niestety z racji swojego ograniczenia lingwistycznego nie mogę powiedzieć o czym opowiadają teksty. Mogę to oddać jedynie mojej wyobraźni opartej o skromne informacje, jakoby teksty opowiadały o wewnętrznym zamęcie czymkolwiek lub jakimkolwiek on jest. Opierając się na tej wiedzy należy stwierdzić, że stanowi to doskonalą ilustrację dla dźwięków emitowanych przez muzyków.

Regularny taneczny bit koresponduje z powtarzalnymi schematami basu. Na tym tle toczy się opowieść złożona z fragmentów melodii wielokrotnie powtarzanych. W tle słychać opętańcze krzyki i odgłosy. Brzmienie instrumentu strunowego przywodzi na mysl The Cure co chyba nie jest niespodzianką dla znawców gatunku. Ciekawe jest tez np. wykorzystanie fletu w utworze Óskasteinar Subtelny , czysty i nieco naiwny głos wokalistki idealnie wpasowuje się w nastrój i charakterystykę utworu – próżno tu szukać patosu i ekwilibrystyki wokalnej ale warsztatowi wokalistki niewiele można zarzucić. Na szczególną uwagę zaś zasługuje utwór Hvitir Sandar z towarzyszeniem Alcest.

Żałuję, że nie dane mi było zobaczyć zespołu na żywo – słynie on bowiem z występów przypominających swoisty performance – sugestywny i na długo pozostający w pamięci.

Kælan Mikla to ten rodzaj sztuki ( nie waham się użyć tego słowa), która rodzi się z naturalnej i wewnętrznej potrzeby artysty. Za dowód tych slow należy uznać fakt ,ze członkinie zespołu – Sólveig Matthildur Kristjánsdóttir,Margrét Rósa Dóru-Harrysdóttir i Laufey Soffía Þórsdóttir zaledwie kilka dni przed swoim pierwszym publicznym występem zaczęły przygodę z grą na instrumencie lub śpiewem. Zaiste dobrze się stało bo z płyty na płytę możemy obserwować rozwój i muzyczne poszukiwania dziewcząt w dziedzinie sztuki, jaką sobie obrały.

Agata P

8/10

Music Wolves - Odstęp

Cinereous Rain – „I” – recenzja

Niezależny hałas, niepohamowany mrok. Równowaga w przyrodzie jest potrzebna, tak samo jak w życiu. Dobrze jest odpocząć, wyciszyć się i słuchać kojących uszy dźwięków. Dobrze…

Więcej ==>

Mondocane – Gloria – recenzja

Spojrzenie przez pionową źrenicę Gdyby muzycy zmienili się w zwierzęta, które najlepiej oddają styl ich muzyki, to kto mieszkałby w stworzonym w ten sposób ogrodzie…

Więcej ==>