Czy warto jeszcze sięgać po nowe zespoły poppunkowe?

Muszę się przyznać, że pop punk nie jest moim ulubionym gatunkiem, oczywiście są zespoły, jak Blink 182 czy Offspring, dla których zawsze moje serce bije mocniej, jednak jest ich garstka. Generalnie połączenie punka i popu jest dla mnie tak absurdalne, jak katolicki black metal – niby można, ale po co? Czy Knocked Down przekona mnie do zmiany zdania? Zobaczymy.

Knock Down pochodzi ze Stockton w Kalifornii, czyli miejsca urodzenia braci Diaz. Założony przez Chrisa Whaleya i Tony’ego Heckermana zespół powstał pod koniec 2016 roku po tym, jak Chris i Tony odeszli ze swojego wcześniejszego zespołu z Sacramento, Yankee Brutal z Dying Scene Records. Knocked Down wydał swoją pierwszą epkę na początku 2017 roku wraz z kilkoma singlami i pierwszym pełnym albumem w sierpniu 2019 roku.

Dobra, tyle o samym zespole – przejdźmy do recenzji. Album otwiera utwór „Long Gone” – gitary chodzą poprawnie, perkusja i rytm wpadają w ucho, a wokal od razu kojarzy nam się z Blink 182. I to właściwie jest to, co może być dla jednych największą zaletą, a dla mnie największa tragedią zespołu. Cały album jest nagrany poprawnie, wpada w ucho i może być przyjemnym umilaczem długiej podróży w aucie – i to właściwie wszystko, co mogę powiedzieć. Zespół nie wyróżnia się niczym, nie posiada niczego charakterystycznego, co odróżniałoby go od klasyków gatunku. I o ile dla fanów tego typu muzyki będzie to naprawdę dobra rekomendacja, to jednak ja, mając do wyboru kalkę Blink 182, wolę sięgnąć po oryginał.
5/10
Łukasz Ulwar Szczygło

Music Wolves - Odstęp

Asgaard – What If…? – recenzja

Co jeśli…? Często dobrze jest o sobie przypomnieć. Szczególnie jeśli jest się zespołem z naprawdę sporym stażem i bogatą dyskografią, który pomimo pewnej pozycji potrafi…

Więcej ==>

Cinereous Rain – „I” – recenzja

Niezależny hałas, niepohamowany mrok. Równowaga w przyrodzie jest potrzebna, tak samo jak w życiu. Dobrze jest odpocząć, wyciszyć się i słuchać kojących uszy dźwięków. Dobrze…

Więcej ==>