Hardkorowy wybuch.

Niniejszy tekst będzie poświęcony płycie, która ukazała się dwa lata temu. A był to debiut ze wszech miar ciekawy. Na gruzach zespołu The Lowest powstał twór nazwany Last Penance, który otworzył dla warszawskich muzyków nową kartę w historii. Wydany w 2020 roku album dostarcza słuchaczom solidny i melodyjny hardcore, który jednocześnie atakuje i skutecznie broni się niczym falanga Aleksandra Macedońskiego. Intro „To Unearth” swoim elektroniczno-gitarowym klimatem brzmi tak, że ciary same pojawiają się na skórze a gdy uderza pierwszy utwór „Ingrained” to nie ma wątpliwości, że czeka nas jazda bez trzymanki. Grupa Last Penance wie doskonale jak utrzymywać uwagę słuchacza na co dowodami są między innymi subtelne zmiany klimatu w utworach, bardzo dobra produkcja albumu (co w przypadku debiutu często nie jest tak oczywiste) oraz to, że całość jest zamknięta w niespełna trzydziestu minutach. Jak dla mnie album mógłby być spokojnie o te przysłowiowe pięć minut dłuższy, ale bogactwo treści sprawia, że i tak jestem bardzo zadowolony.

Odsłuchując raz za razem debiutancki album Last Penance szczerze uśmiechałem się słysząc melodyjne, chwytliwe fragmenty posypane elektroniką niczym szczyptą soli i pieprzu. Nie sposób również pomachać głową przy takich „hymnach” jak „On Display” czy „Cast a Stone”. Cały zespół brzmi jak sprawnie pracujący kolektyw i po raz kolejny odniosę się do porównania do falangi z czasów Aleksandra Macedońskiego. W przypadku tej wojskowej formacji największą siłą żołnierza był żołnierz stojący obok. Tak samo moim zdaniem jest w Last Penance. Nie ma tu zjawiska w rodzaju frontmana-gwiazdy i nieistotnych instrumentalistów. Jest jeden, silny organizm mający wspólne cele. A dlaczego tak twierdzę? Ponieważ miałem okazję oglądać chłopaków całkiem niedawno na żywo i widziałem jak współpracują na scenie. Chemii nie da się podrobić, czy to w życiu, związku czy zespole. Całość debiutanckiej płyty zamyka akustyczno-filmowy „To Move On”. Po ostatnich dźwiękach pomyślałem sobie, że tytuł dobrze wróży zespołowi na przyszłość. Podobno nowa płyta już majaczy na horyzoncie i z tego miejsca życzę chłopakom wytrwałości w muzycznym biznesie, nie opuszczania gardy i jeszcze raz gratuluję debiutu.

Oraz z niecierpliwością czekam na album numer dwa 🙂

8/10 Michał D.

Music Wolves - Odstęp

Die Form – Rayon X – recenzja

Pokaż mi to co ukryte… Czyli introspektywa w wykonaniu Die Form. Die Form to francuski projekt muzyka i fotografa Philippa Fichota oraz wokalistki Eliane P.,…

Więcej ==>