Experymentalny Black Metal?

Mówi się, że Licho nie śpi. Że cały czas krąży wokół nas i czeka aby się ujawnić. Że Licho krąży swoimi ścieżkami i nie jest zależne od nikogo ani niczego. I wiecie co? Coś w tym faktycznie jest, bo za każdym razem kiedy ukaże się nowa płyta formacji Licho wpadam w spiralę zaciekawienia i głębokich domysłów z serii „Co poeta miał na myśli?”. Tym razem nie jest inaczej. Licho odsłania swoje trzecie dzieło zatytułowane „Ciuciubabka”.

Odkąd pierwszy raz usłyszałem o zespole Licho, a było to w 2017 roku kiedy grali trasę po Polsce razem z Furią, Thaw i Sacrilegium. Niestety nie dane było mi być na którymś z koncertów tej trasy, ale z racji tego, że trzech wyżej wymienionych wykonawców już znałem pozostało mi do sprawdzenia właśnie Licho. I tak od płyty „Pogrzeb w karczmie” przez „Podnoszenie czarów” spodobał mi się groteskowo/słowiańsko/teatralny klimat muzyki zespołu. Przyznam, że dwa lata po wydaniu drugiej płyty straciłem ich trochę z radaru i powróciłem dopiero gdy wydali swoją najnowszą płytę zatytułowaną „Ciuciubabka”. Siedem utworów gdzie każdy jest tak samo ważnym elementem tej awangardowej układanki sprawia, że już od pierwszych dźwięków w „Wyjaśnijmy coś sobie” znalazłem się w świecie skrzętnie wykreowanym przez zespół. Fantasmagoryczne obrazy kreowane przez dźwięki przywołują na myśl twórczość Franza Kafki i Brunona Schulza która spotyka się z „Dziadami” Mickiewicza a teksty brzmią niczym złowróżbne wieszczenia o tym co nas czeka albo co czai się poza zasięgiem zmysłów. Na szczególną uwagę zasługują tu utwory „Jeszcze raz w las”, „Nie wiem czy dożyję śmierci” oraz „Niewykluczone, że w obłęd”. Oczywiście jak wcześniej nadmieniłem żaden utwór bez swoich współtowarzyszy nie może istnieć i tylko razem tworzą niezwykle barwny i intrygujący konglomerat. Dlatego radzę słuchać w całości tej płyty, bo to trochę tak jakby nagle wyjść ze spektaklu w teatrze.

Płyta „Ciuciubabka” to wyjątkowa, wielowymiarowa przygoda. Widać, że panowie nie mają zamiaru przynależeć do sztywnego, black metalowego reżimu stylistycznego. Robią to, co ewidentnie sprawia im frajdę, bawią się formą i przecierają własne szlaki. Nic więcej o tej płycie nie napiszę, bo chciałbym aby każdy czytelnik tego tekstu sprawdził ją na własną rękę niczym się nie sugerując. Ode mnie subiektywnie: bardzo interesujący krążek.

8/10 Michał D.

Music Wolves - Odstęp

ESTRIVER – Outcry /2021/ -recenzja

Progressive a’la Italiana… Choć Włochy nie stanowią zagłębia progresywnego grania, co najmniej w nurcie hard rockowo-metalowym, to nie można tego powiedzieć czy napisać o Estriver,…

Więcej ==>