Ale to już było?

Likheim to projekt człowieka skrywającego się pod pseudonimem Gratn.

Swoją część do tego wydawnictwa dołożył (m.in. jako producent oraz basowy, klawiszowy, samplowy i wspomagający gitarowy) Gamle Erik (Carpatian Fores, Svarttjern) oraz nasz ziomal Umarlak, który pograł tu na gitarze.

Tyle tytułem wstępu.

To najgorsze co mogło mi się trafić. Trzy tygodnie tą muzykę „przerabiałem” w uszach i głowie.

Z jednej strony nawet fajnie się tego słucha, z drugiej strony jest oklepane i „nihil novi”.

Lista utworów:

1. Alt Skal Svinne Hen…

2. Smerte

3. Takens Kall

4. Stormen

( tłumaczenie:

1. Wszystko zniknie ….

2. Ból

3. Chłód mgły

4. Burza )

Znajdziecie tu niezły, klasyczny skandynawski black metal rodem z lat dziewięćdziesiatych, ale …., ale jest tu nie do końca klasycznie i nie do końca fajnie.

Oprócz klasycznego „darcia ryja” ( chociaż nie ma tu „skrzeku” przybijanej do dwóch patyków żaby) są i „podniosłe” czyste wokale, co dodaje tej muzyce wartości i to jest dla mnie jak najbardzej atutem, szczególnie jak oba wokale się uzupełniają jednocześnie.

Na plus wymienię zmiany tempa w utworach, po prostu nie jest nudno i brak tzw. „napierdalanki” (czyli gitary i perkusja podłączone do wiertarki” .. i tak cały album).

Zwróćcie uwagę, że utwory mają na przemian po około 4 i 6 minut, celowe, czy przypadek (ale to pierdóły piszącego, czyli moje).

Utwór tytułowy, czyli nic nowego, poprawne ale „mnom nie wszczonsło”.

Smerte” …. sorry, początek gdzieś słyszałem …. chyba na „Freezing Moon” ,(wiadomo kto to nagrał). Potem jakbym słyszał Satyricon. Poprawnie ale „dupy nie urywa”.

Takens Kall” zaczyna się od spokojnuych dżwięków zagranych na „czystej gitarze” a potem „blackowa młockatnia” ale wszystko jest naprawdę fajne (chociaż wokal „melodeklamuje” jak na ostatnich produkcjach Rotting Christ), potem znowu spokojnie. Mi to pasuje, jest początek, rozwiniecie i koniec ( w klimacie początku).

Stormen” zaczyna się …. i znów nawiążę do Rotting Christ ( coś mam z tą „rybą po grecku”) … z resztą ten motyw przewija się kilkakrotnie w tym utworze. To mój ulubiony utwór na płycie, bo jest naprawdę zróżnicowany i takie lubię (podpowiedź dla Pana Gratn …. rób Pan takie pieśni na przyszłość ). Wszystko się fajnie komponuje, gitary, wokale, klawisze ….. ale perkusja …. jak dla mnie tragiczna.

To by było na tyle. Nie jest to „kosmos i szatan” ale nie jest złe. Będę śledził dalsze losy projektu Likheim. 

To napisał Misza ( pewnie co niektórzy mnie znienawidzą … no i …no i … ich problem)

6/10

Music Wolves - Odstęp

Mondocane-Dvala -recenzja

Muzyczny syndrom sztokholmski Okładka niedawno wydanej (sierpień 2021), pierwszej płyty szwedzkiego Mondocane jest hipnotyzująca. Z nieprzeniknionej czerni tła spoglądają na nas przeraźliwie żółte oczy sowy.…

Więcej ==>