Niczym dziesięciometrowe fale zimnego morza

Z okładeczki pierwsze skojarzenie jakie mi się nasunęło to pewna płyta In Flames lecz obrazek jest ciut „mroczniejszy” lecz czy można oceniać muzykę po obrazku? Czasem można, czasem nie 🙂 Myśląc o In Flames mocno się zdziwiłem gdyż Lunacy ma ze Szwedami mało wspólnego. Nie ma cukierków, nie ma landrynków, jest ciężar, niskie, djentowe strojenie gitar, raczej wolne rytmy, które ryją mózg jak powoli przepychana przez czaszkę stara siekiera….

Brzmienie jest całkiem przyzwoite, np. w utworze Circle of Sleepers może troszkę brakuje głębi w perkusji, może troszkę kojarzy mi się ze starym Enslaved – ale nie muzycznie tylko produkcyjnie i może jest to efekt zamierzony…ma być zimno, mroczno, wietrznie i jednocześnie masz być przytłoczony ciężarem spadającego Ci na głowę kawałka nieba…

Ładne solóweczki, fajnie brzmiący bas, wokal trochę growlowy lecz czytelny i jak to zakwalifikować? Chyba po prostu jako mieszanka wolnego death metalu i djentu i to całkiem zgrabnie zagranego i zaaranżowanego.

Wyobraź sobie, że stoisz na skalistym, zimnym wybrzeżu, ciemnoszare chmury przewalają się nad głową i odbijają w wodzie tego samego koloru emocje przewalają się niczym dziesięciometrowe fale zimnego morza po małym, połamanym stateczku, który walczy lecz przegrywa 

8/10

Czytała KrystynaCzubuDiaboł-Boruta.

Music Wolves - Odstęp