Dziedzictwo

Znacie to uczucie, gdy odkrywacie coś nowego, coś, co dotychczas było Wam nieznane bo, mimo że otwarci na nowe, tkwiliście w ramach danego nurtu twierdząc, że lata poszukiwań własnego stylu macie już za sobą? Aż tu nagle pojawia się płyta, która odwraca Wasz świat do góry nogami… Właśnie… Malchus… Doradca… kapela, z którą randkę w ciemno miałam po raz pierwszy na mej zużytej już skądinąd miotle lecąc… Szczerze? Miotła do naprawy, trochę staruszkę wygięło… Zaproszę Was zatem dzisiaj w podróż nieco inną niż do tej pory…

Zacznę od początku. Okładka płyty stanowi fragment drzeworytu Tadeusza Kulisiewicza. Patrzę i napawam się, jakom wrażliwa na piękno… wymowna bardzo i do treści płyty odwołująca się… po przesłuchaniu, proszę, przycupnijcie na chwilę i refleksję podejmijcie, warto. W punkrockowym, otwierającym płytę kawału ,,Przypadek Zero” zostaniemy zasypani retorycznymi pytaniami egzystencjalnymi, zmuszającymi nas do podjęcia refleksji, dlaczego właściwie jesteśmy… Następnie przejdziemy przez ciemną ,,Dolinę”, zła się nie lękając, bo towarzyszyć nam będą doskonałe riffy współgrające z perkusją w taki sposób, że właściwie, choć nieco zmiennym tempem, rzeczoną dolinę pokonamy niemalże biegnąc. Po wydostaniu się z ,,Doliny” ogarnie nas ,,Przestrach”. Rzeczywiście, klawisze na początku mogą budzić niepewność, ale po chwili zaczynasz ogarniać, choć nieco natarczywe w tym utworze talerze i nie do końca wykorzystany potencjał wokalny, mogą wywołać mieszane uczucia. Nie mniej jednak, urzeczona jestem tekstem refrenu, bądź co bądź, dającym do myślenia. A Ty, boisz się tego, co było, czy tego, co będzie? Rekomenduję zrobić małe ,,Rozpoznanie”. Sama musiałam je uczynić, gdyż rzeczony kawałek, początkowo kojarzony z Kornem, następnie przywodzący na myśl Kata, rozwija się tak zaskakująco, choć konsekwentnie, że ze spokojnym sumieniem stwierdzić mogę, że jest naprawdę dobry, obfitujący w doskonały bas, idealnie zgrany z talerzami, świetnym wokalem, a dodatkowo dający impuls do refleksji nad własnym powołaniem… ,,Dziedzictwo wojny”, bogate w riffy kojarzące się momentami z Iron Maiden, momentami z punkiem, z elementami wstawek niczym ze znanego filmu z Van Dammem, inicjującymi kumite, faktycznie zrywa nam kajdany z rąk! Koniecznie musicie to sprawdzić, a przekonacie się, co mam na myśli. Za chwilę następuje coś, co totalnie mnie zaskoczyło i ujęło jednocześnie. Kawałek bardzo dobry muzycznie i wokalnie, poruszający temat poważny i patetyczny – ,,Ciało i krew”, przeistoczenie, wiara w coś, czego zobaczyć nie można, wielka tajemnica wiary… Moi drodzy, nastąpił moment ujawnienia Wam, z jaką kapelą mamy do czynienia. Mówi wam coś termin ,,Metal chrześcijański”? Tadaaam! Ktoś, kto śpiewa, dwa razy się modli – powiedział kiedyś ktoś wielki (św. Augustyn podobno) – sprawdza się tutaj idealnie. Wyobraźcie sobie, jak można o ofiarowaniu Pańskim śpiewać growlem w towarzystwie metalowych brzmień! Skoro o krwi mowa, to ,,Dziedzictwo krwi” inicjowane spokojnymi klawiszami, płynnie stopniujące oczekiwanie na ciąg dalszy, łączy w sobie doskonałe gitarowe brzmienia z melodyjnymi partiami idealnie wplecionymi w tło. Moi Drodzy, Malchus jest tylko ,,Jeden”, jak jeden jest Bóg, ku chwale którego omawiana kapela śpiewa. Malchus daje nam ,,Nadzieję” – recytowaną, przeplataną growlem, ostrym brzmieniem, zachęcającą do zgłębienia tajemnic wiary. Ile nawróconych duszyczek ma na koncie, tego nie wiem, ale jedno jest pewne, osobiście czuję się naprawdę wolna i oczyszczona! Panowie, robicie doskonalą robotę, jestem pod ogromnym wrażeniem. Na Waszym koncercie będę pierwsza pod sceną, ba! Nawet na nieszporach niedzielnych się zjawię! Powinniście być zapraszani na rekolekcje lub występować w ramach niedzielnych kazań! Niewinni, sięgający po różne instrumenty, urozmaicające brzmienie, konsekwentni w swej koncepcji, choć nadal poszukujący, wierzący w prawdę i sprawiedliwość, ostatecznie zwycięzcy. Po owocach poznacie ich – owoce mają solidne i warte uwagi. Jako, żem Wiedźma, biorę odpowiedzialność za me słowa. Po trzykroć warto!

Reasumując, muzycznie płyta jest dopracowana, dograna, przemyślana, spójna. Urozmaicone riffy, zgrane brzmienie bębnów i nienachalnych talerzy, doskonały wręcz bas… Znajdziemy tutaj elementy deathmetalu, heavymetalu, punkmetalowe momenty z melodyjnymi partiami, momentami zbyt wyeksponowanymi, które lepiej brzmiałyby wplecione w tło, aczkolwiek chwilami zdającymi się być zdobieniami, bez których ten czy inny kawałek byłby… hmmm…. uboższy? Każdy utwór, mimo że różniący się od pozostałych, zachowuje swego rodzaju konsekwencję, co czyni płytę niesamowicie spójną. Mnóstwo melodyjnych partii, choć nie jestem ich zagorzałą fanką, powoduje, że słucham z zapałem raz po raz… Teksty ambitne, nienarzucające się, lecz dające do myślenia. Balsamem dla duszy jest słuchać czegoś, co ma przekaz, a jednocześnie nikogo nie obraża, acz nawołuje do dobrego… rzadkość w dzisiejszych czasach… Dodatkowo, wszystkie teksty w języku naszych ojców. Muzycznie konsekwentni, dojrzali, wiedzą, czego chcą, mają pomysł na siebie i go realizują. Wokal, choć momentami przekracza zakres moich preferencji, w ogólnym rozrachunku wychodzi in plus.

Moi mili, niewątpliwie warto zaznajomić się, nie tylko z „Dziedzictwem”, ale z całą twórczością Malchusa. Nawet, jeśli się nie nawrócicie, to doznacie subtelnego łaskotania duszy, pewnego olśnienia, że pewne granice można bezkarnie przekraczać, otwierając serca i umysły słuchaczy wiolinowym kluczem. Jak widać, nie trzeba deptać świętych wizerunków, by zaistnieć, wybić się, zdobyć szacunek i rzesze fanów. Wystarczy mieć w sobie siłę, wiarę, no i talent… Mimo, że dopiero rozpoczął się trzeci miesiąc roku, z pełną odpowiedzialnością oznajmić mogę, że Malchus jest mym Odkryciem Roku. Wam życzę miłego słuchania, poza wszelkimi granicami, a kapeli gratuluję konsekwencji w wierze i charyzmy w głoszeniu Słowa Bożego.

Amen.

Wiolka/ Wiedźma

Music Wolves - Odstęp
Purnama – „Flame of Rebellion”

Purnama – „Flame of Rebellion”

Purnama – „Flame of Rebellion” Dzisiaj na ruszt bierzemy najnowszy krążek czeskiej załogi Purnama – „Flame of Rebellion”. Mamy do czynienia z reprezentantami naszych południowych…

Więcej ==>

Annihilator-Ballistic, Sadistic-recenzja

Bez niespodzianek Kolejna, siedemnasta płyta kanadyjskiego Annihilatora rozgościła się na dobre. Promowana przedpremiera trzema singlami już od zeszłej jesieni rozbudzała apetyt i oczekiwania. Warto też…

Więcej ==>