Moc i selektywność.

Ostatnio w jednym z formatów jakie prowadzę na temat muzyki użyłem określenia: #PolskiCoreMaMoc. Rodzime zespoły obracające się w gatunkach takich jak metalcore/deathcore/hardcore siłą swojego przekazu wyrastają na godnych reprezentantów naszego kraju na scenie międzynarodowej. Jednak powiedzieć o bohaterach dzisiejszego tekstu, że grają po prostu jakikolwiek „-core” to nic nie powiedzieć. Przed Wami zespół Mentally Blind i ich najnowsza płyta „Stage: Zero”.

Z grupą Mentally Blind spotkałem się po raz pierwszy w 2013 roku podczas wydania ich pierwszej EP-ki „Where The End Begins” i z zaciekawieniem śledziłem rozwój ich kariery. Siedem lat później przy odsłuchu „Stage: Zero” dosłownie wbiło mnie w fotel. Od pierwszego numeru czuć tu nie tylko profesjonalny warsztat wykonawczy oraz producencki ale również idący za muzyką i tekstami olbrzymi ładunek emocjonalny. W „Somewhere You’d Never Go” otrzymujemy na początku dziwne, niepokojące dźwięki a po kilku chwilach uderza w nas podstawowy arsenał zespołu, czyli wokal, gitara, bas i perkusja. I uderza z taką mocą, że przez chwilę możemy nie wiedzieć co się dzieje. W kolejności pojawia się „The Loop” rozpoczynający się bardzo melodyjnie i przechodzi w chwytający za serce refren. Dalej jest tak samo dobrze. Mentally Blind zabiera nas w znakomitą podróż w głąb własnej świadomości i mierzenia się z falami osobistych doświadczeń tych dobrych jak i złych. Kolejne utwory takie jak „Xyz”, „Everything’s Great”, „Traces” (gitara akustyczna w połączeniu z mocarnym uderzeniem brzmi jak złoto!) czy kończący płytę utwór tytułowy tworzą spójną, wielowymiarową całość.

Zespół Mentally Blind przez lata nabierał sił, doświadczenia, opierał się przeciwnościom i konsekwentnie robił swoje. Efektem tego jest duża płyta „Stage: Zero”, która bez dwóch zdań jest kamieniem milowym w dyskografii zespołu. Jest tu wszystko czego powinno się oczekiwać od bardzo dobrego albumu: porywający groove, chwytliwe melodie, zabawa konwencjami, ciekawe smaczki w tle (świetnie wkomponowana w utwory elektronika) oraz właśnie TEN CORE, czyli rdzeń na którym opierają się w dużej mierze całe kompozycje. Z czystym sumieniem mogę potwierdzić, że utwory z tego albumu świetnie sprawdzają się również na żywo, pomimo że śpiewającego na „Stage: Zero” Antka Olecha zastąpił niedawno Kamil Zieliński wywiązuje się on z powierzonego mu obowiązku frontmana znakomicie. Zatem jeśli będziecie mieć okazję zobaczyć Mentally Blind na żywo, nie zwlekajcie :).

Stwierdzam w konkluzji, że najnowsza płyta Mentally Blind „Stage: Zero” to jedna z najlepszych pozycji jakie ukazały się w naszym kraju w ostatnich latach jeśli chodzi o ciężkie, gitarowe granie. Szczerze gratuluję całemu zespołowi stworzenia tego dzieła i już czekam na kolejne! 🙂

9/10 Michał D.

Music Wolves - Odstęp

Wij – „Dziwidło” – recenzja

Przygoda prowadząca nas do klasyków cięższego grania. Muzyka Wija łączy inspiracje rockiem i protometalem z lat 70. z ciężarem właściwym późniejszym dekadom, balansując między przeszłością…

Więcej ==>

ROSK – „remnants”

Rozpacz na dwa głosy ROSK to warszawska formacja, która powstała w 2014 roku. Jej muzycy zamiast imion czy pseudonimów używają inicjałów, zakładam, że dla podkreślenia…

Więcej ==>