Subtelny ciężar nocy

Różnorodność w muzyce zawsze jest w cenie. Kiedy zmieszane ze sobą barwy dźwięku tworzą spójną całość, muzyka staje się epickim obrazem, jaki oglądamy wewnątrz siebie. Tak jest w przypadku poniższej recenzji drugiego pełnoprawnego albumu wielkopolskiej grupy Mepharis o wielowymiarowym tytule „Eternal Night”.

Opisując najnowszy krążek kwartetu, chciałbym na samym początku użyć trzech słów rozpoczynających się na literę M: Melancholia, Melodyjność i Motoryka. Mepharis czerpie z wzorców takich jak Katatonia, Opeth, Paradise Lost, My Dying Bride czy Anathema (która również ma swój udział na tej płycie, nie tylko jako inspiracja) i na swojej drugiej płycie stworzył solidny pomost wsparty na fundamentach energicznego riffu, melodyjnych solówek gitarowych, subtelnych wstawek akustycznych oraz bardzo dobrze współbrzmiącej sekcji rytmicznej. Otwierający „Before Night Falls” (świetnie zrealizowany teledysk) zaczyna się transowo i spokojnie, aby już po chwili zabrać nas w krainę tajemnic i ciemności. Przemysław Cygańczuk, wokalista i gitarzysta grupy, swoim rykiem prowadzi nas przez kolejne kompozycje. W „All That Remains” wręcz thrashowy riff, a w „Eternal Night” tempa nasuwające skojarzenia z progresywnym metalem. Kompozycje, pomimo różnorodności, utrzymane są w równym tonie i w całym swoim mroku i melancholii brzmią nad wyraz ożywczo. Zespół kroczy swoją ścieżką i daje słuchaczowi swoją muzykę jako dar zdobyty w miejscach, do których on sam by się nie zapuścił. Całość zamyka utwór „Restless Oblivion”, będący coverem grupy Anathema. Jest to swoisty hołd dla tej legendarnej już formacji i na moje ucho został on zrobiony bardzo dobrze i przemyślanie. Takie covery należy szanować 🙂

Podsumowując moje wywody w tym tekście, na drugim albumie Mepharis „Eternal Night” znajdziemy dźwięki, z którymi mogliśmy się spotkać już wielokrotnie. Zespół podaje je jednak w tak ciekawy i hipnotyzujący sposób, że nie da rady przejść obok obojętnie. I nie da się zejść z wytyczonej przez niego ścieżki, dopóki nie wybrzmi ostatni dźwięk na płycie.

Bardzo dobry materiał.

8/10 Michał Drab

Music Wolves - Odstęp

Motanka – recenzja

Duchy pradawnych ziem zaklęte w magiczny trans To było dla mnie niezwykle odkrywcze, że klasyczny metalowy kwartet może stworzyć tak potężne, tak niezwykle przestrzenne i…

Więcej ==>