RUDE BOY Bielsko-Biała 11.09.2021

Nie przepadam za pisaniem relacji z koncertów, ale uwielbiam uczestniczyć w nich. Muzyka z cd, winyla, czy z czego tam jeszcze chcecie nigdy nie odda atmosfery koncertu. O jakiś jutiubach i innych spotifajach nie chce mi się nawet myśleć. Cóż czasy się zmieniają, ludzie na scenie się zmieniają, idzie nowe. Może to wszystko spowodowało, że…

W sobotę podbeskidzie nawiedziły trzy moim skromnym zdaniem mega zespoły. Każdy z nich promował swoje ostatnie wydawnictwo. Faust – thrash/ death, Destroyers -heavy/speed metal i Dragon, który po perypetiach związanych z tworzeniem nowej płyty wreszcie mógł się pokazać na żywo. Oczywiście nie mogło mnie na nim zabraknąć. Wszystkie trzy zespoły wydały płyty , które dla mnie były wydarzeniem. Zawsze miałem gdzieś podziały na stajnie Dziuby i podziemie. Coś mi się podoba, trafia do mnie. Inne coś nie podoba , nie trafia. To takie proste.

Wypastowałem buty, kasa w portfelu się zgadza, banan na mordzie jest, no to w drogę. Pod klubem zastaje parę osób. W klubie nie wiele więcej. Jest około półgodziny do koncertu a tu garstka , gdzieś około 30 osób. W trakcie koncertu przybędzie trochę ludzi. Frekwencja gdzieś na poziomie 60-70 osób. Szok!!! Co jest? Gdzie Ci wszyscy, którzy płakali, że pandemia, że kluby pozamykali i oni chcą na koncert? Może poumierali w międzyczasie. Mniejsza o to. Ten koncert był dowodem, że jakość jest lepsza od ilości.

Wchodzę do Rudego i jak zawsze spotkania ze znajomymi, przybijanie „piąteczek” , rozmowy, żarty. To wszystko przerywa Faust. Sześciu ludzi składu na scenie. Oj będą mieli ciężko, żeby poszaleć. Intro rozpoczynające płytę „ Wspólnota Brudnych Sumień” i jazda na maksa, bez trzymanki. Ostry i agresywny thrash/death z jednej strony wyrywa z butów i każe szaleć pod sceną, z drugiej strony tematyka płyty dotycząca religii, postaw kapłańskich, pedofilii powoduje że zamiast szaleć czułem jak z każdym dźwiękiem rośnie we mnie wściekłość. Z jakąkolwiek formą religii zerwałem już dawno , dawno temu, co nie zmienia faktu, że nadal nie umiem zrozumieć „niewidzenia i nieslyszenia” zachowań kleru. I myślę, że jest to bez względu na rodzaj wyznawanej religii. Zagrali cały materiał z płyty. Było zatem niszczycielsko, zarówno na scenie , jak i przed sceną. Gdy po występie rozmawiałem z Tomaszem Dąbrowskim powiedział mi, że trzeba było uważać żeby nie zarobić gryfem od gitary w głowę. Dali radę, rannych nie było Czy mogę się do czegoś przyczepić? Nie! Może się w jakimś fragmencie pomylili, może coś było nie równo. Nieważne, dla mnie koncert to emocje, to ta wymiana jaka zachodzi pomiędzy muzykami na scenie, a nami fanami takiej muzyki. Ja po koncercie byłem naładowany, wściekłością i adrenaliną. . Zaznaczyli swoje miejsce na scenie i na pewno będę dalej ich obserwował i wspierał. Powinno być o nich za nie długo naprawdę głośno.

Szybki papieros i powrót pod scenę na której kończy instalowanie się Destroyers. Zaczęli od „Zemsta Roninów” klub opanował energetyczny, żywiołowy heavy metal. Ci którzy mnie znają wiedzą, że uwielbiam Destroyers i ponoć jestem bezkrytyczny. Tylko co tu krytykować? W tym czasie w klubie zebrało się okolo 60-70 ludzi. Zdecydowana większość znalazła się pod sceną a ze sceny poleciały przeboje : „ Jeszcze gorsi”, „Krwawa hrabina” „ Czarna śmierć” to oczywiście utwory z ich ostatniej płyty „ 9 kręgów zła” przeplatane nieśmiertelnymi „ Młot na Świętą inkwizycję” „Krzyż i miecz” czy też „ Noc Królowej Żądzy”. Koncert Destroyers to heavymetalowe show. Oczywiście pojawiły się rekwizyty typu strój medyka w utworze „ Czarna śmierć”. Tak , podczas ich koncertu znalazła ujście wściekłość jaką naładował mnie Faust. Tak szalałem , darłem ryja , bo śpiewania mój głos raczej nie przypomina. To samo pozostali ludzie pod sceną Nastąpiła mała zmiana w składzie Destroyers otóż miejsce Wojtka „ Bolo” Szyszko zastąpił Krzysztof Xycho Kłosek , basman Horroscope i właściciel DownDeeper studio. Kto chociaż raz widział go na scenie , to wie , że wyłazi z niego zwierz. Świetnie się wpasował do reszty szaleńców z Destroyers.. Marek Łoza, Tomasz Owczarek, Dominik Dudała nigdy nie stoją w miejscu. Tak metal show w najlepszym wydaniu. Jak jeszcze dodadzą Łukaszowi Szpakowi latającą perkusję to wtedy na pewno dostanę oczopląsu. Nie mogło się obyć bez bisu „ Czarne Okręty” z chóralnym śpiewem zakończył występ. Moje gardło zaczęło mi pokazywać, że ze mnie żaden wokalista , ani nawet krzykacz, czułem , że powoli tracę głos. Kurcze przecież jeszcze Dragon przede mną ech dam radę, pomyślałem i jak każdy rozsądny dorosły mężczyzna wyszedłem zapalić.

 

Krótka pogawędka z Destroyersami i wracam do klubu, z którego zaczynają dochodzić pierwsze dźwięki. „Przemoc” . Jakaż to jest moc! Na scenie szaleństwo. Jakby z rozpędu poleciało „RTH” Fazee nawala w swój bas, który miażdży, Gronos wycina riffy , solówki , jak mu się te paluchy nie poplątają to ja nie wiem. Fred , toż to jakiś android. Wydobywać z siebie takie dźwięki szalejąc przy tym nieustannie, Miki następny cyborg równo, precyzyjnie wbijający kolejne uderzenia w mój mózg. Nie mogło zabraknąć takich killerów jak „Beliar” , czy „Łzy Szatana”(nie wyobrażam sobie koncertu Dragona bez tego utworu). Powrót do prezentacji ostatniego dzieła Smoka: „Arcydzieło zagłady” po nim chwila „uspokojenia” i „ Czas Umiera”. Gdy kark i gardło zaczynały wracać do życia przywalili „ Nie zginaj kolan” i znowu drę ryja. Dobili mnie „ Aramgedonem” , Nie mam już sił, ale nie damy im tak łatwo zejść ze sceny. Skandowanie Dragon , Dragon… sprawiły , że uraczyli nas jeszcze dwoma utworami „Upadły anioł” oraz „Klatka przeznaczenia”, utwór , który po prostu kocham.

Koniec koncertu. Szybko zleciło te parę godzin w bielskim klubie Rude BOY. Jeszcze chwila rozmów ze znajomymi i zawijam się na chatę. Pisałem z początku o małej frekwencji. Podczas koncertu Dragona w klubie było ze 40 osób. Nie rozumiem dlaczego? Zaczynam myśleć , że to specyfika Bielska- Białej. To już , któryś z koncertów heavy / thrashowych gdzie frekwencja jest taka. Dzień koncertu sobota, cena biletu normalna. To chyba ogólnie jest tendencja spadkowa jeśli chodzi o koncerty. Mniejsza o to, dopóki są ludzie zespoły będą grały. Co ważne, każdy zespół grający tej nocy dał z siebie wszystko. My tez daliśmy wszystko. Obolały, zmęczony i szczęśliwy z nowymi winylami, koszulkami wróciłem do domu. Do następnego razu! Never stop Madness!!!!!!

 

Music Wolves - Odstęp

Mondocane – Gloria – recenzja

Spojrzenie przez pionową źrenicę Gdyby muzycy zmienili się w zwierzęta, które najlepiej oddają styl ich muzyki, to kto mieszkałby w stworzonym w ten sposób ogrodzie…

Więcej ==>

Vronski – Ephemeral – recenzja

DIY, czyli zrób sobie sam (black metal). W dzisiejszych czasach można praktycznie wszystko. Technologia, możliwości rozwoju i wszelkiego rodzaju pomoce twórcze sprawiają, że przy dawce…

Więcej ==>