Bitewna poezja zapomnianych krain

Nigdy nie lubiłem Nokturnal Mortum. Kiedy jako młody, zafascynowany światem metalu student w swoich internetowych podróżach za śladami dobrej muzyki natknąłem się na tę nazwę, szybko sprawdziłem jaki jest ich najlepiej oceniany album (a był to wówczas Weltanschauung), po to by po kilku chwilach odrzucić go jako „nic ciekawego”, ewentualnie „nie dla mnie”. Nazwę znałem zatem zawsze, ale z muzyką zapoznałem się właściwie dopiero po otrzymaniu prośby o recenzję ich nowego albumu. Żeby nie być gołosłownym z zapałem przystąpiłem do przesłuchania nie tylko До лунарної поезії (To lunar poetry), ale całego ich dorobku, jaki dany mi było znaleźć. Jak bowie zauważyłem Nokturnal Mortum na swojej nowej płycie nie jest poetycki, chyba że jest to poezja wieszczy i leśnych stworzeń, którym dawni Słowianie oddawali hołd w mitycznych czasach i ciekawym jest jej porównanie do poprzednich publikacji.

W mojej kwerendzie w ruch poszły zatem najpierw LP, następnie mniejsze produkcje, by na deser zaserwować sobie pierwsze demo Twilightfall z 1995 roku. Zastanawiałem się też, gdzie tę nową płytę umieścić w ich dorobku i z czym ją porównać. Nokturnal Mortum to właściwie zespół, do którego porównuje się inne, a nie który z innymi się porównuje. Po tygodniu wielogodzinnego słuchania Ukraińców, muszę przyznać, że ich stabilna pozycja na rynku muzyki ekstremalnej jest w pełni uzasadniona. Drużyna zza naszej wschodniej granicy od zawsze gra muzykę, która porywa a to swoją surowością, a to melodią, a to pewną słowiańską melancholią i naiwnością przenosząc nas w czasy, które dawno minęły, albo takie, których nigdy nie było.

До лунарної поезії (To lunar poetry) nie poleciłbym nikomu, kto Nokturnal Mortum dobrze nie zna. Zespół zaczynał grając dość staromodny black, który nasuwa na myśl Gehennę z ich pierwszej płyty, ale bez klawiszy albo rzecz jasna drugą falę black metalu, chociaż ta uwidacznia się w grze kapeli dopiero później. Z czasem widać zmianę stylistyki. Grupa coraz częściej porzuca język angielski na rzecz swojego rodzimego, chociaż równocześnie z czasem odcina się od swoich narodowych przekonań z początków kariery. Ich muzyka po okresie surowości z kolejnych dem i pierwszych płyt nabiera coraz więcej melodii, nie rezygnując z emocji obecnych w wykrzykiwanych czy wywrzaskiwanych wokalizach. Nowy album nie jest też właściwie nowym, ponieważ Lunar poetry (bez swojej nazwy w ukraińskim odpowiedniku) został wydany jako demo w 1996 roku, a nowa edycja w większości pokrywa się z treścią pierwotnego wydania.

Co się tyczy samego albumu sprzed dwóch tygodni to, moim zdaniem, jest to publikacja słabsza niż wydawnictwo sprzed dwudziestu sześciu lat. Okładka trochę przypomina gry MMORPG, w których walczy się z lodowymi stworzeniami, a i sam album nie jest tak surowy jak jego starszy odpowiednik. Długo szukałem porównania: do czego ten nowy Nokturnal Mortum jest podobny i już wiem. O ile pierwsze ich płyty nasuwają na myśl Norwegię lub Szwecję lat 90. (por. Goat Horns i szwedzkie Arckanum), o tyle ich nowe brzmienie to jak nic słowiański Amon Amarth. Zespół wykorzystuje tradycyjne instrumenty i ich brzmienie, wspomina o słowiańskich bogach, wprowadza nas w klimat pięknym intro i snuje swoją epicką opowieść aż do końca trwającej niespełna 50 minut płyty. Ukraińcy są nawet bardziej oryginalni w tym co tworzą, robiąc to w swoim rodzimym języku, stąd porównanie do Szwedów z Amon Amarth może być wręcz krzywdzące (ponadto szwedzka kapela jest raczej inicjatywą komercyjną). До лунарної поезії (To lunar poetry) jest epickie, jest monumentalne, bywa patetyczne ale nie jest ani sztuczne, ani przesadzone jakie granie Szwedów moim zdaniem bywa.

Ukraiński projekt jest przykładem muzycznej potęgi i szkoda (chociaż bywa to dla wielu zgubne), że nie zyskał takiej rozpoznawalności jak niektóre vikingmetalowe kapele. Czy przyczyną tego są ich narodowe przekonania, czy język w którym śpiewają – nie wiem. Idąc śladami ich kariery muzycznej natknąłem się natomiast na niewątpliwą perełkę jaką stanowi split z polskim Graveland – The Spirit Never Dies. Melodie zawarte na tej płycie malują nam przed oczami obrazy i krajobrazy, które na długo pozostają w pamięci. Nokturnal Mortum w swojej muzyce nie jest już dzisiaj zespołem zaangażowanym politycznie. Przynajmniej nie bardziej niż Amon Amarth, a jednak grupa nadal jest marginalizowana. Niedawno został zniszczony ich legendarny sklep Kolovorot w ukraińskim Charkowie, o czym jednak w mediach międzynarodowych próżno szukać informacji, co jest bolesne w kontekście tego jak utalentowany skład stanowią.

Łukasz F

7/10

Music Wolves - Odstęp

ROSK – „remnants”

Rozpacz na dwa głosy ROSK to warszawska formacja, która powstała w 2014 roku. Jej muzycy zamiast imion czy pseudonimów używają inicjałów, zakładam, że dla podkreślenia…

Więcej ==>

Nyrst „Orsök” – recenzja

SZEPTY KAMIENI. HISTORIE Z OPUSZCZONEJ ISLANDII Islandia. Kraj, wyspa, niesamowicie intrygująca i fascynująca mnie. Miejsce, które zamieszkuje mniej więcej tyle samo ludzi, co w moich…

Więcej ==>