Diabły z Chille

Zaskakuje mnie mój naczelny. Zaskakuje mnie dostępnym i wiadomym tylko jemu arsenałem materiałów do zrecenzowania. Tydzień temu był słaby, polski heavy metalowy band Axe Crazy, po czym następne zlecenie dotyczyło Pistilos Opium, którego dystans na osi metalowego grania jest wprost proporcjonalny do odległości dzielącej Nas od Chile – kraju ich pochodzenia.

„Hibrido” to, zgodnie z tym, co udało mi się ustalić, jak dotąd jedyne oficjalne wydawnictwo Pistilos Opium, przy czym nie nazywają tego demówką, lecz Epką. Pozwolę sobie trzymać się tej nomenklatury w dalszej części tekstu, znajdując również uzasadnienie w tym, że materiał jest istotnie dobrze nagrany, stąd nie wyrażam pretensji co do przyjętego nazewnictwa. Materiał został wydany przez naszą rodzimą Fallen Temple, która, po szybkim rzucie okiem, raczej specjalizuje się w wyszukiwaniu i wydawaniu zespołów z głębokiego podziemia. Szacunek

Muzyka grana przez Pistilos Opium nieco mnie zaskoczyła, bowiem południowoamerykański death metal kojarzę raczej z furią, wściekłością i nierzadko chaosem. Natomiast Chilijczycy grają death metal na starą modłę, przy czym wybrane tempa należą do tych wolnych. Zatem nie stawiają na dynamikę, lecz powolne, sukcesywne zadawanie bólu, z sadystyczną cierpliwością i satysfakcją. Ja to kupuję. Lubię starą szkołę, lubię również, gdy kosztem tempa grania klimat zawarty w muzyce jest przytłaczający. Szukając właściwych odniesień czuję, jakbym powoli tonął w smole, nie mogąc złapać tchu, a Ci kolesie stoją na brzegu i obserwują moją powolną agonię.

Materiał zawiera 4 utwory, które dają nam obraz tego, co proponuje ten band. Taki swego rodzaju „amusebouche”, po którym istotnie mój apetyt na dalsze wydawnictwa Chilijczyków wzrasta. Z pewnością odnotowania wart jest wokal, który oceniam bardzo wysoko.  Niskie, grobowe growle, czasem urozmaicane wyższymi partiami, idealnie wpisujące się w stęchły charakter opisywanego materiału. Ponadto liryki są napisane w języku hiszpańskim, i, siłą rzeczy, w takowym również „wyśpiewane”. Zaskakujące, jak świetnie to do siebie pasuje. Oczywiście kompletnie nie mam pojęcia, o czym są rzeczone utwory, niemniej nie podejrzewam, żeby to był instruktarz układania paneli podłogowych czy omówienie formuł w pewnym popularnym arkuszu kalkulacyjnym.

Miało być krótko, a jednak nie jest, a jeszcze jedną rzecz muszę zaznaczyć. Generalnie materiał całkiem spójny, niemniej z tego wszystkiego wyróżnia się utwór „Pernicioso”, przy czym nie wyróżnia się wcale pozytywnie. Jak wskazałem wcześniej, muzyka Pistilos Opium to starej szkoły death metal, utrzymany raczej w tempach wolnych, skupiony przede wszystkim na oddaniu tej specyficznej, grobowej atmosfery, wypełnionej wilgocią, grzybem, stęchlizną. Natomiast ww. utwór jest irytująco dynamiczny, rytmiczny, wręcz rock ‘n’ rollowy. Nie pasuje mi kompletnie do całości materiału. Co więcej, riffy ma tak chwytliwe, że nie mogę się go pozbyć z mojej głowy. Opisywać uczucia nie będę, bo każdy z Was pewnie to ma. Nie znaczy to oczywiście, że takiej dynamiki nie lubię, natomiast jeśli ktoś mnie wprowadza w pewien  klimat, to życzyłbym sobie, żeby trzymał się swojej konwencji. To tak, jakby ktoś zatańczył polkę na pogrzebie… Nie wypada.

Reasumując polecam. Nazwa Pistilos Opium zanotowana celem dalszej obserwacji kolejnych poczynań. Jak na razie materiał nie powala, niemniej z pewnością jest ciekawą zapowiedzią tego dość obiecującego bandu. Szósteczka.

6/10

 

Paweł „Kostek” Kostka

 

Music Wolves - Odstęp

Shades of Darkness Magazine- recenzja

Czarna perła Zanim przejdę do recenzji powyższego magazynu pozwolę sobie na kilka słów wstępu. Od pewnego czasu w przestrzeni związanej z muzyką metalową istnieje portal…

Więcej ==>