Czyli koncept album traktujący o ewolucji

W momencie powstawania tego tekstu swoją premierę ma najnowsze wydawnictwo autorstwa Tuomasa Holopainena i spółki, czyli „Human :II: Nature”. Tym bardziej jest to dobry moment, żeby cofnąć się w czasie o 5 lat i powspominać przedostatni album fińskiej grupy Nightwish (przez złośliwych określanej jako przedstawiciel gatunku metalo-disco), czyli „Endless Forms Most Beautiful”. Jak w podtytule, wydawnictwo jest płytą koncepcyjną, której tytuł zaczerpnięto z dzieła Darwina „O powstawaniu gatunków” a ważną rolę w nim odgrywa inny ewolucjonista i biolog, Richard Dawkins, którego narracja wprowadza nas w tematykę albumu, jak również zamyka go, spinając całość tematyczną klamrą. A w tematyce, oprócz samej ewolucji, którą zafascynowany jest lider grupy, przewijają się wątki związane z nauką, pięknem przyrody, także z miłością i szczęściem.

Swego czasu miałem w swoim życiu epizod, kiedy kompozycje zespołu Nightwish towarzyszyły moim muzycznym podróżom. Towarzystwo jednak zmieniłem wraz z odejściem z zespołu Tarji Turunen, a i moje upodobania muzyczne są po tych 15 latach w zupełnie innym miejscu. Nie pomogło też w podtrzymaniu znajomości zastąpienie Tarji przez Anette Olzon. Miałem okazję uczestniczyć w jednym z koncertów promujących wydawnictwo „Dark Passion Play” i mocno potem żałowałem wydanych pieniędzy. Przyznam, że pewnie z własnej, nieprzymuszonej woli nie sięgnąłbym po „Endless Forms…”, tym bardziej że promujący wydawnictwo singiel „Élan”, mimo pozostającej na długo w głowie melodii nie przekonał mnie swoją płaskością i brakiem pazura. Stało się jednak tak, że płyta trafiła na redakcyjne biurko i wiedziony ciekawością dałem się skusić.

 

            To, co prezentuje sobą „Élan”, absolutnie nie odzwierciedla reszty płyty, co do której mam bardzo mieszane uczucia. Jak na każdym wydawnictwie Nightwish mamy do czynienia z imponującym instrumentarium i produkcją na najwyższym poziomie. W nagrania zaangażowane zostały: orkiestra Orchestre de Grandeur, chór Metro Voices oraz dziecięcy chór Young Musicians London, co dodaje albumowi niebywałej, charakterystycznej epickości i rozmachu. Jako niewątpliwy plus należy uznać nową wokalistkę, Floor Jensen, holenderkę znaną z zespołu After Forever oraz projektu ReVamp. Floor dysponuje sopranem zbliżonym do Tarji, jednak trafiony według mnie pomysł Tuomasa to wypośrodkowanie wolaku gdzieś pomiędzy Tarją a Anette. Jensen wywiązała się z zadania doskonale. Brzmi świetnie zarówno w delikatnych partiach balladowych i bardziej popowych utworów („Our Decades In The Sun”, czy wspomniany wcześniej „Élan”), jak również potrafi pokazać rockowy pazur, co udowadnia w „Weak Fantasy”, czy „Yours Is An Empty Hope”, gdzie doskonale uzupełnia ją Marco Hietala. Sam utwór to jeden z najlepszych na tej płycie, jest mocne, powermetalowe brzmienie, jest świetna współpraca wokalistów, są epickie partie orkiestrowe. Na uwagę zasługuje też obecność na płycie nowego członka zespołu, Brytyjczyka – TroyaDonockley, który udziela się na flecie i kilku nieco bardziej egzotycznych instrumentach, co momentami nadaje utworom charakteru wyraźnie folkowego („My Walden”, „Weak Fantasy”). 

Płyta garściami czerpie z wydawnictw z okresu największej świetności Nightwish. Ma to swoje plusy, szczególnie dla ortodoksyjnych fanów grupy, świadczy jednak także o twórczej niemocy Holopainena, głównego motoru napędowego zespołu. Może być postrzegane jako pozytyw po przeciętnych płytach nagranych z Olzon, ale z drugiej strony niektóre linie melodyczne, jak np. w tytułowym „Endless Forms Most Beautiful” są żywcem wzięte ze startych kawałków. W tym wypadku refren jest niemal kopią „Dark Chest of Wonders”.

Największym dla mnie plusem i zaskoczeniem tej płyty jest trwający równe 24 minuty i podzielony na 5 części „The Greatest Show On Earth”. Utwór zabiera nas w podróż w czasie i przestrzeni, opowiadając o dawnych dziejach, zaczynając od powstania układu słonecznego, płynąc przez kolejne etapy ewolucji i konkludując głosem Dawkinsa szczęście, jakim jest możliwość bycia tym, kim jesteśmy w miejscu i czasie, w którym przebywamy. Kompozycja jest spójna, mocno zróżnicowana. Holopainen sięga po różne formy ekspresji, dzięki czemu ta podróż wcale nie jest nudna.

Największym dla mnie plusem i zaskoczeniem tej płyty jest trwający równe 24 minuty i podzielony na 5 części „The Greatest Show On Earth”. Utwór zabiera nas w podróż w czasie i przestrzeni, opowiadając o dawnych dziejach, zaczynając od powstania układu słonecznego, płynąc przez kolejne etapy ewolucji i konkludując głosem Dawkinsa szczęście, jakim jest możliwość bycia tym, kim jesteśmy w miejscu i czasie, w którym przebywamy. Kompozycja jest spójna, mocno zróżnicowana. Holopainen sięga po różne formy ekspresji, dzięki czemu ta podróż wcale nie jest nudna.

Tomasz S

Music Wolves - Odstęp

Runika – Pradawna Moc

Odrobina folkowej magii Z Runiką pierwszy raz miałem do czynienia jeszcze zanim stali się rozpoznawalni. Było to przed wydaniem bohaterki niniejszego artykułu, debiutanckiej płyty „Pradawna…

Więcej ==>

XificurK – „1410” Recenzja

Zapach pola bitwy. Rodzime podziemie zaskakuje non stop. Możliwość obserwowania, jak rodzą sięnowe pomysły, projekty i zespoły, cieszy mnie ogromnie. Nie zawsze zaskoczeniejest takie, że…

Więcej ==>