Abyss Gazes - Theatrum Mundi

Raczyłem się winem siedząc w fotelu. Przede mną, na scenie teatru, tańczyły upiorne marionetki w powolnym, makabrycznym tańcu, przywodzącym na myśl ruchy szaleńca.

Takie obrazy tworzyły się przed moimi oczami podczas słuchania „Theatrum Mundi”. Przyznam, że nie słucham na co dzień takiej muzyki. Zawsze była dla mnie zbyt powolna, zbyt… nijaka. Abyss Gazes stworzyło jednak tak wspaniałą atmosferę, że chce się ją chłonąć. Nie jest to prosty i przyjemny album, raczej coś, co włącza się wieczorem, by móc się wyciszyć i poczuć prawdziwe znaczenie słowa klimat.

Mrok to klucz do zrozumienia tego albumu. Nie mrok blackmetalowców skrzeczących o szatanie, tylko mrok zakurzonego teatru, zniszczonych kostiumów, manekinów stojących w powykręcanych pozycjach. Różnica jak między filmem gore a budzącym grozę horrorem.

Taka przynajmniej jest część „Theatrum Mundi”, który wyraźnie nie jest spójny klimatycznie. Kolejne utwory inspirowane są musicalem („Predator”) czy muzyką filmową („Creature”). Nie jest to w żadnym wypadku zarzut, bo Abyss Gazes bardzo świadomie czerpie z różnych źródeł, ale między pierwszym a drugim utworem jest klimatyczna przepaść, którą łączy rozchybotany most, ledwo widoczny we mgle. Tym mostem jest fakt, że oba mogłyby być odegrane w teatrze, ale raczej w różnych spektaklach.

Dobrze jest posłuchać instrumentalistów świadomych swoich narzędzi. Perkusja, fortepian, gitary, nic sobie nie przeszkadza, nic nie chce wyjść na prowadzenie. Wszystko jest elementem w wielkiej układance pod nazwą „Theatrum Mundi”. I ta układanka jest tu dopieszczona i wypolerowana do granic. Wokal pokrywa to wszystko jak całun, przeplatając z historią opowiadaną instrumentalnie.

Młodsi mogą nie pamiętać, ale w latach 90 mało co było tak klimatyczne, jak czołówka lecącego wieczorami „Z Archiwum X”. W pewien sposób Abyss Gazes kojarzy mi się z tamtymi czasami. Nie ma tu zbędnych elementów, żadnego przesytu. Mam wrażenie, że każdy utwór jest esencją tego, o co chodzi w takiej muzyce.

„Theatrum Mundi” to drugi krążek Abyss Gazes. Trzeba było na niego czekać rok, ale myślę, że jeśli kolejny album miałby być równie dobry jak ten, to z chęcią poczekam nawet dłużej.

Polecam fanom takich klimatów.

Piotr Edgar Garbacz

Music Wolves - Odstęp

Mendax – S/T EP – recenzja

Permanentny wkurw Od zarania dziejów emocje generowały sztukę, a sztuka generowała emocje. Najbardziej pierwotne instynkty człowieka musiały mieć swoje ujście, a jeśli dzięki nim wychodziło…

Więcej ==>