Fabryka Kości – W cieniu wieży

Fabryka Kości to ekipa z Częstochowy, powstała w 2010 roku. Zespół gra muzykę z pogranicza rocka oraz metalu. W dzisiejszych czasach muzyka ta jest coraz bardziej cienka, ze względu na coraz to nowe gatunki muzyczne. Kiedyś było zdecydowanie prościej a gatunek muzyczny szło właściwie rozpoznać po kilku riffach. Dziś kiedy Dawida Podsiadło nazywa się gwiazdą rocka, bardzo ciężko już określić co gra dany zespół. Fabrykę kości poznałem z plakatu Urodzin Pawulona – wydarzenia które promujemy z ekipą Music Wolves. Zaintrygowany postanowiłem siąść nad recenzją „W cieniu wieży” i przybliżyć wam moje wrażenia.

Pierwszy kawałek to „AK 47” –brudne i tłuste riffy gitar, rozpoczynają utwór aby po chwili dołączyć do tego wyraźny lecz mocno zachrypnięty wokal. Cały kawałek jest dość mocno melodyczny i bardzo szybko w ucho. „Bańka” jest zdecydowanie mocniejsza pod względem wokalu, jest on nadal wyraźny, jednak więcej już w nim metalowego zacięcia. Całość wokalu jest spójna wpasowuje się dobrze do brzmienia utworu.

Generalnie utwory na całym albumie nadają się idealnie do jakiejś rockowej stacji muzycznej. Nie jest to extrymalne granie, które wystraszy sąsiadkę. Całość mógłbym porównać do takich kapel jak Transgresja, Coma, IRA. Zresztą wokal na płycie jest nieco zbliżony do Gawlińskiego, poprzez charakterystyczną chrypę Remigiusza Chłąda. Teksty są w miarę proste, mówiące o otaczającym nas życiu. Całość jest wyraźna i dobrze zaakcentowana. Nie znajdziemy tu przesadnego patosu jak u Roguca co mnie akurat bardzo cieszy.

Podsumowując „W cieniu wieży” to album, który nadaje się do nocnej trasy autem, aby umilić nam daleką drogę. Nie pozwoli nam zasnąć, a jednocześnie nie zmusza nas do ogromnego skupienia się nad muzyką i tekstami. Ot dobre rockowe granie, które mogę polecić fanom nieco łagodniejszych brzmień. Dla mnie osobiście całość jest zbyt grzeczna, jednak wiele osób na pewno odnajdzie tu coś dla siebie.

Łukasz (Ulwar) Szczygło

Music Wolves - Odstęp