Do stu beczek rumu! – recenzja „Black Vengeance” pod banderą Vane.

Ostatnimi czasy w popkulturze nastała ponownie moda na piratów – zaczynając od serialu Black Sails na wielu zespołach inspirujących się złotą erą piratów kończąc (np. Lagerstein). Na te zdradliwe wody wypłynęła też krakowska grupa Vane. Sama nazwa pochodzi od nazwiska jednego z najbardziej znanych piratów – Charlesa Vane’a. Co ciekawe, krakowska ekipa to nie pijacki metal niczym Alestorm, ale konkretne ekstremalne metalowe granie. Co wyszło z tego szalonego miksu, postanowiłem sprawdzić.

Płyta, która trafiła w moje ręce, już w warstwie wizualnej pokazuje nam, z czym mamy do czynienia. Na okładce albumu mamy macki krakena oraz piracki herb. Cała książeczka jest utrzymana w podobnej stylistyce – pożółkłe kartki i szkice muszkietów idealnie wpasowują się w temat przewodni płyty.

Muzycznie mamy tu ostrą jak piracka brzytwa, solidną dawkę deathmetalowego brzmienia. Technicznie, nie ma się co dziwić, że muzyka stoi na najwyższym poziomie, skoro za projekt odpowiedzialni są Mateusz Gajdzik, Robert Zembrzycki, czy Marcin Parandyk – znani z takich zespołów jak AcidDrinkers czy Killsorrow.

Już pierwszy utwór „Born Again” uderza nas w pysk jak wystrzelona salwa z burty pirackiego galeonu. To nie milusie metalowe szanty a ekstremalna muzyczna rzeź z brudnymi gitarami i ciężkim wokalem. Grupa gra naprawdę mocno, ale potrafi też przełamywać utarte schematy. Świetnymi przykładami są np. „Randy Dandy O” – mocno klimatyczne przejście do drugiej części płyty. Zespół potrafi też nieco zwolnić tempa, jak w utworze „SpillingGuts”, i wrzucić gdzieniegdzie klimatyczne efekty w postaci np. szumiącego morza.

Patrząc na całość, rodzi się nam nowy muzyczny gatunek, który określiłbym jako piracki melodyjny deathmetal. ”Black Vengeance” to solidny kawał brzmienia na światowym poziomie, odważne połączenie ciężkiego metalu i pirackiego mrocznego klimatu. Zespół nie bez powodu występił na Wacken w konkursie zespołów i został doceniony, zdobywając 5 miejsce na tym światowym festiwalu. Vane nadciąga i wytacza potężną salwę z muzycznych dział, więc zakładam swą czarną opaskę i wskakuję na pokład ARRRRRR!!!!!

Łukasz (Ulwar) Szczygło

Music Wolves - Odstęp

Krzywdy „Krzywdy”-recenzja

Doświadczenie Krzywdy już na zawsze pozostawi ślad w Twojej głowie… Będąc w dość melancholijno-depresyjnym nastroju postanowiłam sięgnąć po EP polskiego projektu Krzywdy, jako że tytuł,…

Więcej ==>