Halloween po grecku

Choć Halloween za nami (piszę tę reckę 1.11.), to u mnie nieco przedłuża się w związku z tym, że mam zaszczyt podjęcia się oceny wydawnictwa „Partners in Hell”, elektronicznego, dark/cold-wave’owego projektu Selofan z Grecji. Dziś nie będę rozwodził się nad tym długograjem, choć ciekawość i chęć poszerzenia moich muzycznych horyzontów wydaje się dla mnie cholernie intrygująca, chociażby z tego względu, że to państwo – kolebka naszej cywilizacji – jest dla mnie swoistą czarną plamą muzycznego undergroundu… Sorry, znam jeden zespół – Rotting Christ, ale to nie o nim mowa, tym bardziej że jest blackmetalowy, a co za tym idzie, zupełnie odbiegający od gatunku prezentowanej formacji. Choć może na upartego znalazłbym wspólny mianownik mentalny pomiędzy Selofanem a RCh.

Wybaczcie ten wtręt, ale już przechodzę ad rem. Album „Partners in Hell” został wydany w 2020 roku. Składa się z 10 utworów utrzymanych w klasyce gatunku dark/cold wave, który zdobywa co raz większe rzesze fanów. Jak twierdzą sami członkowie Selofana, „smutek to bunt”, stąd też ich działalność artystyczna nie ma na celu zabawiania publiczności [tylko i wyłącznie, przyp.red.] i ignorowania rzeczywistości, przyszłości, lecz stanowi o sile rażenia ich dokonań. Co prawda emanuje z niej smutny nastrój, lecz połączony z szybkim metrum perkusji i – co ciekawe – z tekstami napisanymi w dwóch językach: angielskim i niemieckim. Można również wysłuchać przy okazji innych wydawnictw Selofana i kompozycji w języku greckim. Ale to tak na marginesie… W piosenkach dominuje mroczny, smutny i melancholijny klimat z mocno wyeksponowaną elektroniką i urzekającym głosem Joanny. Doskonale wpisuje się w obecny, jesienny klimat, spowity wyżej wymienionymi stanami emocjonalnymi… Przede wszystkim, to nie lada gratka dla miłośników takich bytów muzycznych jak: She Past Away, Lebanon Hanover, Blablarism, M!R!M etc.

Selofan powstał w 2012 roku z inicjatywy Joanny i Dimitrisa. Początkowo utwory były komponowane i produkowane w domowym zaciszu przy użyciu syntezatorów, jednak z czasem poszerzono instrumentarium o bas, gitarę i saksofon.Inspiracja, według muzyków zespołu, wydobywa się z „ dna pustej szklanki w zadymionym barze w piwnicy, w mieście stojącym w obliczu nieuchronnego upadku”.

Nic dodać, nic ująć, tylko zachłysnąć się drinkiem z Selofanem w długi, ponury, listopadowy wieczór i zmierzyć się z mrocznymi realiami chociażby jesieni.

9/10

Łukasz Polak

Music Wolves - Odstęp

Hate – „Rugia” – recenzja

Pradawne moce ukryte w ekstremalnych dźwiękach. Warszawska formacja Hate należy bez dwóch zdań do najbardziej niezłomnych zespołów w naszym kraju. Ponad trzydzieści lat na scenie,…

Więcej ==>