Szwedzka progresja połączona z death metalową intensywnością

Znów wracam do Szwecji. W tym roku zespoły z tego kraju, zwłaszcza związanych z nurtami death metalu, hojnie obdarowały swoimi płytami. Przykładem jest, chociażby ,,debiut” weteranów z The Halo Effeckt. Ja natomiast skupie się, na zespole, który miałem okazję poznać, przed koncertem Amorphis w Krakowie, a było to w 2019 roku. Mam tu na myśli grupę Soilwork. Kiedy dotarły do mnie już pierwsze informacje o wydaniu przez nich nowego albumu, czekałem jak na szpilkach. Album zatytułowany to dwunasty studyjny album szwedzkiego melodyjnego death metalowego zespołu Soilwork, wydany 19 sierpnia 2022 roku nakładem oczywiście Nuclear Blast. Jednak dałem sobie trochę czasu od pierwszego odsłuchu, aby na ,,chłodno” zapoznać się z najnowszym dziełem Szwedów. Zatem słuchawki na uszy i zaczynamy!

Album otwiera tytułowy „Övergivenheten” . Sam początek jest bardzo gitarowy. Po samym tonie, zapowiada się, na mocne wprowadzenia do klimatu. Od akustycznego po elektryczne granie, taki nowoczesny neoklasyczny styl,który bardzo mi się podoba. Perkusja też wkracza subtelnie, z motywem marszówki, po ciszy jednak jest trochę intensywniej, albowiem keyboard wkracza do gry, wraz ze scremem Björna „Speed” Strid-a, który po dobrym zbudowaniu napięcia, oczywiście poprzez gitarę, bas, perkusję i keyboard, wypuszcza ,,nagromadzoną” energię dzięki czystym wokalom, których efekt, mam wrażenie, że, jest spotęgowany poprzez wokale pomocnicze. Melodia przeplata się tu z ,,intensywnością i ciężarem”, znanym, przynajmniej mi, ze wszystkich nurtów spokrewnionych mniej lub bardziej z death metalem. Jeśli chodzi o tekst, to tu została idealnie udźwiękowiona gra słów, którą bohater, kieruje do kobiety, o której myśli, czy też rozmawia, wyznając jej, że, sam nie wie, czego szuka, prosząc ją, żeby przy nim była. Dużo otwartych wątków, jeśli jest to album koncepcyjny. Po otwarciu słychać, że Soliwork jest więcej, niż w formie.

,,Nous sommes la guerre” zaczyna się bardziej hard rockowo i pierwsze dwie frazy są po francusku. Gitary jednak są bardzo progresywne, ale riffy sugerują kierunek corowy. Ciekawe. Podobnie jest z perkusją. Sposób wykonania tak zwanego uspokojenia tempa, bardzo przypomina mi fiński zespół Amorphis. Czysty wokal Björn-a „Speed” Strid-a wpasował się idealnie. Perkusja z keybordem oraz gitarami stopniowo budują napięcie. Choć do większego przełamania nie dochodziu, lekkim modyfikacjom zostaje poddana linia wokalna, jeśli występują tu wokale pomocnicze, to doskonale się spisały, jeśli jednak wszystko nagrał jeden wokalista, jeszcze większy szacunek. Jeśli chodzi o gitary, to czasem riffy chodzą koło deathu, solówka natomiast jest mocno.Końcowa solówka przynajmniej dla mnie ma charakter refleksyjny. Lirycznie jak dla mnie mamy tu do czynienia z rozterkami podmiotu lirycznego, najprawdopodobniej żołnierza, któregom dręczą demony przeszłości, związane z jego przeżyciami wojennymi, choć, postawię na tortury. On sam zadaje sobie pytanie, czy słyszy go osoba lub byt, zwany Bogiem. ,,Electric Again” zaczyna się z typowo dethową intensywnością. Zwłaszcza jeśli chodzi o perkusję, a potem gitary. Tego mi brakowało. Wokal nie jest tylko czysty, ale scream i growl też się pojawia. Wraca ,,moc”. Wątek z poprzedniego utworu wraca. Ofiara tortur wojennych zaczyna się zatracać. Zaskoczeniem jest pojawienie się skrzypiec. Wow! Do tego partie solowe? Następnie przy lawinie blastów i nie tylko, riffy też robią swoje. Równowaga została przywrócona jednym słowem.

,,Valleys of Gloam” zaczyna się spokojnie i gitarowo. Bas jest znacznie bardziej podkreślony niż wcześniej. Maniera wokalna wskazuje refleksyjną kompozycję. Jest tu dynamika, ale zachowawcza. Kolejny motyw pojawia się w tej zagadkowej układance. Motyw kobiety, bo to nią, wspomina główny bohater, jakby prosił ją o pomoc, aby nie popaść w większy mrok. ,,Is It in Your Darkness” zaczyna się mocno! Ładuje energią i tu jest ,,przebojowość”. Wszystko jest idealne, zwłaszcza momenty spokojne. Wokal. Natomiast jeśli chodzi o jakość tekstu i sam przekaz. Najlepszy na płycie, jak dla mnie ta kompozycja to istna petarda koncertowa. ,,Vultures” to znowu powrót do hard rocka, tak przynajmniej sugeruje riff prowadzący. Tu muzycznie się dziele. Po kolei dwa tunele gitarowe? Nieźle. Perkusja to znowu kierunek corowy. Intensywność jest, ale bardziej death-corowa. Pianino tez zaskakuje. Końcówka neoklasyczna wraz z podkreślonym pianinem, znowu daje do myślenia. Jeśli chodzi o przekaz. Główny bohater najwidoczniej zaczyna odzyskiwać siły, ponieważ przyjmuje zasadę, która brzmi: ,,Chwytaj dzień”. Zwraca się też, moim zdaniem ,ponownie to kobiety, aby pamiętała o nim, ale jako bezimienny. Intrygujące. ,,Morgongåva / Stormfågel” to instrumentalny oddech. Jest natomiast pełen wirtuozerii i jest tu dobrze podtrzymany ten duch refleksyjności i melancholii. Na ,,Death, I Hear You Calling” słyszę już trochę znany typ początku, tylko z innym riffem. W samym rytmie wraca ,,lekkość” i ,,przebojowość”, może to przez prostą strukturę muzyczną. Mniejsza wokal i wszystko inne jest tu idealne. Sam przekaz, też jest pozytywny. Ponieważ nieznajoma, to śmierć. Co daje mi prawo sądzić, że od samego początku, to Ona, była tą kobietą, do której zwracał się główny bohater. Teraz to on ignoruje Jej głos, bo nie chce umierać. ,,This Godless Universe” zaczyna się mocno dystopijnie, zresztą sam tekst, taki jest. Główny bohater, jest tym ,,zagubionym” i ,,obcym” w nowym nieznanym mu świecie, sam zresztą stwierdza, iż, wszyscy wraz z nim są tylko ,,pyłem”. Muzycznie jest intensywnie, w tle przez moment słychać, skrzypce. Wokal odzwierciedla sam tekst w punkt. Tak samo, jeśli chodzi o wszystkie instrumenty. Intrygujące są tu partie smyczkowe. Mam też wrażenie, iż, to jest jak dotąd najcięższy utwór na płycie. ,,Dreams Of Nowhere” ciągną dalej ten ,,dramatyczny” ton poprzedniej kompozycji. Tu jest zachowany ciężar i jak dotąd najlepsze popisy perkusyjne. Wokal jest nieco czysty, ale nie do końca, bo scream też jest. Gitary dodają nieco dynamiki. Jeśli chodzi o przekaz, tu jest najwięcej symboliki jak dotąd. Sam tekst jest jednym z najbardziej tajemniczych. Podwójna stopa pracuje tu bardzo wyraźnie. ,,The Everlasting Flame” to kolejne instrumentalne popisy, a także potrzebny oddech dla mnie, jako słuchacza. Pianina jednak i skrzypiec można się ,było spodziewać, aby przywrócić ducha refleksji i nie tylko. ,,Golgata’’ jednak wchodzi w pewnego rodzaju monotonność. Nie przeczę, że sam utwór jest zły, tylko słucham go bez szału. Sam tekst też jest dobry. Mimo wszystko klimat jednak został zachowany. ,,Harvest Spine” znowu zaczyna się intrygująco. Powraca wyraźny bas a z nim znowu ,,moc”. Wokale wydają się wyraźniejsze, lekko blackowe riffy przy uspokojeniu też są trafione. Flirt z kolejnym gatunkiem muzycznym. Solówka gitarowa jest bardzo rock’n’rollowa bo samo tempo kompozycji w pewnym momencie znacznie przyśpieszyło. Tekst o dziwo jest dobry, ale w przekazie bardzo ogólnikowy. Płytę zamyka ,,On The Wings Of A Goddess Through Flaming Sheets Of Rain”. Tu kobieta rozpoczyna po francuski deklamacje. Muzycznie najpierw keyboard, a potem dołącza się reszta. Tu główny bohater zwraca się do enigmatycznej ,,Bogini”. Muzycznie tu znowu słyszę odmiany corowe. Breakdownyu są dobrze dobrane, ale jednak był moment, gdzie sama kompozycja, mi się nieco dłużyła.

Dwunasty album grupy Soliwork jest płytą zróżnicowaną. Szkoda, że w ostateczności nie okazał się to album koncepcyjny, choć utwory, przy których więcej miał do powiedzenia Björn „Speed” Strid miały taki potencjał. Nie żyjacy już niestety David Andersson też dał dużo od siebie, co nie zmienia faktu, iż obaj nie zgrali się w pełni. Różnorodność muzyczna jest tu ogromna, od hard rocka, poprzez prawie wszystkie odmiany corowe, znalazło się nawet miejsce na trochę atmospheric black metalu, ale tego nowocześniejszego. Sama płyta trwa ponad godzinę, a to swporo, monotonii jednak tu jest mało. Okładka jest trafiona w dziesiątkę, a utworem, który najbardziej utkwił mi w głowie jest ,,Is It in Your Darkness”. Jest to jednak jeden z najbardziej zbliżonych do statusu idelanego, album z dorobku grupy Soilwork.

9/10

Kacper ,,Relevart”

Music Wolves - Odstęp

Echolot – Curatio – recenzja

Muzyczny cukierek z niespodzianką. Często jest tak, że muzyka doskonale koresponduje z porami roku i warunkami panującymi za oknem. Pisząc ten tekst jesteśmy na progu…

Więcej ==>
8 lat w Tybecie

Recenzje – 8 lat w Tybecie

8 Lat w Tybecie 8 lat w Tybecie to cieszyński zespół założony w 2005 roku. Zespół przekłada treść ponad formę, stawia na naturalność i wiarygodność.…

Więcej ==>
Mindfak

Recenzje – Mindfak

Mindfak – Leszy w krainie Thrash Metalu. Na pierwszy rzut oka chciałbym pochwalić kapelę za szatę graficzną, która ozdabia cały album. Całość utrzymana jest w…

Więcej ==>
sarang

Sarang – 2-Two

Chorzowski nu-metal na światowym poziomie. Linkin Park święcił triumfy mniej więcej wtedy, gdy chodziłem do gimnazjum. Początek roku dwutysięcznego był naprawdę łaskawy dla takich kapel,…

Więcej ==>