Złoty samorodek z piekła death metalu

Są w muzyce takie albumy nad którymi od pierwszych dźwięków unosi się jedyna w swoim rodzaju atmosfera. Poza nią wszystkie inne czynniki składają się na jedną, potężną i zajebistą całość. Od okładki, przez produkcję i konstrukcję utworów. Takim albumem jest pierwszy od siedmiu lat krążek warszawskich death metalowców ze Sphere zatytułowany „Blood Era”.

Przygotowując się do napisania tego tekstu i śledząc karierę grupy zauważyłem, że w ostatnich latach zespół przechodził poważne zmiany w składzie. A co za tym idzie nowi ludzie musieli się ze sobą zgrać, dogadać na polu muzycznym jak i personalnym a dopiero później wypuścić z siebie nowe ekstremalne dźwięki. Słuchając płyty „Blood Era” dochodzę do wniosku, że ten swoisty lifting personalno-twórczy wyszedł grupie na dobre. Na dziewięciu przesiąkniętych mięsistym brzmieniem i górami emocji utworach zawarte jest samo dobro death metalu. Są tu patenty znane ze starej szkoły jak i nowoczesne podejście. Warstwa instrumentalna z jednej strony w swojej ekstremie i brutalności nie odbiega od największych gigantów gatunku, jednak zachowuje swego rodzaju czytelność. Każdy instrument łoi tu na swoim polu dla osiągnięcia wspólnego sukcesu. Do tego dochodzi ogromny patos, który objawia się już na samym początku w utworze „The Age of Contempt”. W numerze tytułowym również pierwsze dźwięki zwiastują aby przygotować się na coś przerażającego i zarazem pięknego. Nieco inaczej jest chociażby w utworze „Eternal War” gdzie mamy wręcz prymitywne, barbarzyńskie wykrzykiwanie i wygrywanie death metalowych aranży. Żaden z muzyków się tu nie oszczędza i daje z siebie to co najlepsze.

Z treścią tekstową opartą na Apokalipsie Świętego Jana oraz Księdze Objawień koresponduje również znakomicie okładka płyty. Każda sekunda muzyki przepełniona jest ogromną rządzą buntu oraz i chęci dania sprzeciwu przeciw zatruwającej umysły ludzkości religii. Muzycy grupy Sphere są tutaj emisariuszami wielkiej apokalipsy która według wielu już trwa oraz sprzymierzeńcami tych, którzy kroczą tą samą ścieżką co oni.

Płyta „Blood Era” to podróż przez zgliszcza. Podróż przez śmierć, zniszczenie, pożogę i najgorsze cechy ludzi takie jak chciwość, manipulacja masami i życie z ludzkiej słabości co w zamyśle zespołu robi właśnie religia. Sphere nie daje na to zgody i dumnie niesie sztandar oporu w trakcie toczącej świat zagłady. I z takimi hymnami jak na najnowszej płycie ten sztandar będzie niesiony dumnie i wysoko przez cały czas.

Piekielne złoto!

10/10 Michał D.

Music Wolves - Odstęp