Poniedziałek z thrash metalem.

Sezon koncertowy trwa w najlepsze, największe festiwale w Polsce i na świecie odbywają się bez większych problemów a zespoły zbierają solidne żniwo i cieszą się ogromnie z powrotu do grania na żywo. Jeśli chodzi o propozycje jest w czym wybierać i jednym z najważniejszych wydarzeń tego lata było się pojawienie na jedynym koncercie w Polsce gigantów kalifornijskiego thrash metalu. Testament, Exodus i Heathen zagrali w krakowskiej Mekkce koncertowej – klubie Studio.

Oglądając dwa pierwsze wymienione składy dwa lata wcześniej we Wrocławiu gdzie zrobiły na mnie ogromne wrażenie (pogo podczas koncertu Exodus zapamiętam do końca życia) nie zastanawiałem się ani chwili aby zobaczyć je ponownie. Już kilka godzin przed otwarciem bramek przed klubem czekało kilka sporych grup fanów. W dniu koncertu wyprzedanych było 80% biletów i finalnie skończyło się na tym, że impreza była całkowicie wyprzedana. Po zajęciu dogodnego miejsca i zaopatrzeniu się w złocisty napój z pianką rozpoczęło się wyczekiwanie, które dźwiękowcy urozmaicali puszczając znane i lubiane przeboje, między innymi piosenki Abby 🙂

Na pierwszy ogień poszła formacja Heathen. Zespół promował swoje ostatnie wydawnictwo „Empire of the Blind”, które w wersji studyjnej bardzo przypadło mi do gustu. Niestety na żywo nie było już tak kolorowo. Zespół starał się wypaść jak najlepiej, porywając część publiczności, jednak akustyka podczas występu Heathen pozostawiała wiele do życzenia. Absencja lidera zespołu, gitarzysty Lee Altusa (występującego również w Exodus) powodowała, że synergia całego kolektywu gdzieś się zatraciła. Koniec końców nie zrobili na mnie fascynującego wrażenia. Zespół zagrał siedem utworów po czym pożegnał się z fanami. Bez żalu przynajmniej z mojej strony.

Następnie przyszedł czas na gigantów sceny – zespół Exodus. Grupa na ostatnią chwilę załatwiła zastępstwo za wyżej wspomnianego Lee Altusa którego miejsce zajął Brandon Ellis z grupy The Black Dahlia Murder. Gdy zgasły światła wszyscy fani wstrzymali oddech i…Exodus wystartował z problemami. Przed pierwszą połowę utworu „The Beatings Will Continue” słychać było tylko perkusję i bas dudniący niczym na koncercie grupy KoRn. Zarówno Gary Holt jak i Brandon Ellis mieli spore problemy z gitarami które na całe szczęście zostały sprawnie zażegnane. Wpłynęło to jednak delikatnie na vibe całego koncertu. Zespół nie miał moim zdaniem tyle luzu co dwa lata wcześniej we Wrocławiu, jednak nie dawali tego za bardzo po sobie poznać. Dźwiękowcy z utworu na utwór dodawali bardziej „do pieca” przez co zacierała się selektywność brzmienia i wykonywane tego wieczoru hity jak „Piranha”, „Blacklist” czy „Toxic Waltz” zabrzmiały dla moich uszu nie do końca przyjemnie. Mankamenty akustyczne zostały jednak dobrze przykryte synergią zespołu z publicznością, która szalała i gdyby tylko miała możliwość wdarłaby się na scenę :D. Członkowie Exodus widząc to byli niezwykle uradowani a w szczególności wokalista, Steve Souza, który podczas ostatniego utworu „Strike of The Beast” był zachwycony stworzoną przez fanów Ścianą Śmierci. Podsumowując: Exodus scenicznie na piątkę, jednak akustyka trochę zepsuła przyjemność odbioru całego, godzinnego występu grupy.

Jako trzeci i ostatni tego wieczoru weszli na scenę mistrzowie z grupy Testament. Podniosłe intro i uderzenie utworem „Rise Up” sprawiło, że od początku do końca miałem ciary na rękach. Akustyka też wyraźnie poprawiła się na korzyść grupy ponieważ cały koncert słyszałem wszystko świetnie (brzmienia basu Steve’a DiGiorgio było chyba najlepsze jakie słyszałem na żywo kiedykolwiek). Cała piątka muzyków prezentowała się na scenie wyśmienicie, wokalista Chuck Billy z uśmiechem na ustach rozmawiał z fanami i zapowiadając kolejne utwory, jednak moim zdaniem szarą eminencją tego koncertu był Dave Lombardo. Były perkusista Slayera, mistrz w swoim fachu narzucał takie tempo, że pozostali muzycy Testament musieli się nieźle uwijać aby dotrzymać mu kroku. Oczywiście bezproblemowo podołali temu zadaniu. Testament zaprezentował przekrojowy set grając na początek nowsze numery z ostatnich płyt a kończąc na szlagierach z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych jak chociażby utwory z płyty The Legacy. Oglądało się ich i słuchało z prawdziwą przyjemnością.

Na krakowskim koncercie pojawiła się spora grupa reprezentantów ekstraklasy rodzimego metalu a organizacyjnie wszystko dopięte było na ostatni guzik. Pojawili się członkowie między innymi Acid Drinkers (pozdrawiam serdecznie Dzvona), Decapitated, Vader czy Frontside. Jak widać nie przesadza się mówiąc, że fani i wykonawcy tej muzyki to jedna, wielka, międzynarodowa rodzina. Bardzo dobrze być jej częścią :).

Music Wolves - Odstęp
Czarna Wigilia Photo 1

Relacje – Czarna Wigilia

Czarna Wigilia 21 stycznia miałam przyjemność gościć na cyklicznej imprezie „Czarna Wigilia” organizowanej przez klub muzyczny Faust w Katowicach. Na scenie zagrały kapele: Mordhellblack –…

Więcej ==>

Castle Party 2022 – relacja

Najpiękniejszy festiwal w Polsce? Dokładnie tydzień temu rozpoczynała się kolejna edycja największego festiwalu muzyki gotyckiej i alternatywnej w naszym kraju a mianowicie Castle Party. Oczywiście…

Więcej ==>