STARE DOBRE CZASY, ALE NOWY DYM!

Running Wild, w sumie to nic więcej specjalnie nie trzeba pisać, przedstawiać czy próbować zaskoczyć jakąś dyskografia. Chyba wszyscy metalowcy znają doskonale ta kapele. Czarodzieje z Niemiec, którzy tematykę swoich wyjątkowych utworów mocno obsadzili w klimacie pirackim – i to ich wyróżnia i czyni bardzo rozpoznawalna kapelą. Mimo, że zespół powstał w 1976 roku nadal nie odchodzi na emeryturę , dalej miesza w muzycznym świecie i robi to w sposób perfekcyjny. Mowa o remasterze ” The First Years of Piracy”, który uderzył w świat z siłą całej floty pirackiej w 2017 roku, jednak u nas w kraju premiera na winylu to świeża tego roczna nowość. Utwory w nowym, szybszym i wyraźniejszym wydaniu pochodzą z trzech pierwszych płyt zespołu tj. ” Gates to Purgatory ” 84r., ” Branded and Exiled” 85 r., Oraz ” Under Jolly Roger” 87r. Na bazie najlepszych kawałków z tych płyt powstał właśnie owy remaster. Mając na uwadze te informacje można by pomyśleć – o, kotlet odgrzewany dla tych metalowców, którzy pożyją 100 lat, ( bo dziś wyglądają na 99), ale zapewniam – nie jednego nawet nieletniego metal maniaka zaskoczą i porwią w swój wyjątkowy, piracki rejs.

Ale do dzieła! Zapraszam na czarny, mroczny i czarodziejski rejs! Opowieść otwiera kultowy utwór ” Under Jolly Rogers”. Pod wodą , w kosmosie czy nawet wciśnięty w beczkę pełna gorącej smoły ten kawałek rozpoznamy! W oryginale bogatszy o serie wystrzałów z dział okrętowych ,jednak wyraźniejszy i szybszy w nowym wydaniu. Ahoj Szczury Lądowe! Trzymajcie się mocno burty! Kolejny utwór „Branded and Exiled” również wiele szybciej zagrany i bardzo dobrze! Wspaniałe riffy z wyraźnym przesterem nadały całkiem nowej jakości. Potrafi skruszyć największego twardziela i zmusić do pełnej ekspresji pogo zabawy. ” Soldiers od Help” ich długie czarne włosy i czerwone oczy! O tak, pasuje całkowicie, znów szybko, czysto, poezja dla narządów słuchu – zaczynam wyć z radości. ” Rise Your Fist” też szybko, wyraźniej, mroczniej a zarazem melodyjnej, dzięki tuningowi nabrał większej jakości, jedyne co delikatnie bym zmienił to podkręcił bym mocniej bas, ale to tylko mała moja dygresja bo dalej jest doskonale. Ze względu na tekst jest dla mnie wyjątkowy, przypomina mi również moje lata szkoły podstawowej, gdy byłem młodym, gniewnym i sprawiającym ogrom problemów moim nauczycielom ( co mi dawno wybaczyli)”Walpurgis Night” na płycie ” Gates od Purgatory” był bardziej jadowity, dźwięki bardziej drażniące. W nowej odsłonie jest wiele bardziej zjadliwy, łatwiej myślę łyknie go młode pokolenie power metalowców. Niemiecka precyzja i jakość każdego utworu jest na niesamowitym poziomie i każdy to doceni, nie da się inaczej. ” Fight the opperession” może delikatnie tracąc w ucho metalicznym dźwiękiem bębnów, ale za to speed nadający niebywałej ekspresji w połączeniu z dopracowanymi jak diament instrumentami zabierze każdego w inny wymiar. ” Marching to Die” mocny jak duża czarna kawa z rana, jak owoc, który dojrzał i teraz smakuje jak rajski. Jak oni to robią? Kiedyś myślałem że arcydzieł się nie rusza żeby nie popsuć – oni każdy kawałek jeszcze bardziej podrasowali, tylko chylić czoła przed talentem. Serce zaczyna mi niebezpiecznie bić, podniecenie na granicy wytrzymałości ludzkiej bo dotarłem do ” Raw Rider”. To dla mnie szczególny utwór – ponieważ łączy moje największe pasje- muzykę i motocykle. Już w pierwszych sekundach wychwyciłem, że brak wstępu z piskiem opon i rykiem silnika – co miało miejsce w oryginale, ale… to już nie ważne! Nie muszą już tam być. Wiem o czym śpiewają, natomiast power, szybkość oraz wyraźniejsze podkręcone riffy rekompensują wszystko! ” Diamonds of the Black Chest” wpisane doskonale w narrację zespołu, utwór zabiera nas w świat pożądania bogactwa, diamenty są nie tylko w czarnej skrzyni. Ostatni kawałek ” Prisoner of Our Time” wogole nie zwalnia tempa, co szczególnie mnie cieszy – do końca na wysokich obrotach! Jest tu wszystko czego dusza zapragnie, refren rodem z szant odśpiewany przez chór piratów nadaje niesamowitego klimatu dawnych rozbójnickich czasów.

Muszę się przyznać, miałem obawy, nie jestem przekonany do tego typu produkcji, tym bardziej, że obróbce poddane zostały klasyki z pierwszych płyt. Każdy utwór przez tą niepewność odsłuchałem ze szczególnym zainteresowaniem, poprostu bałem się, że nie strawie nowego wydania hitów, że nie trzeba było tego ruszać. Dzisiaj z całą stanowczością powiem – zespół zrobił coś niemożliwego , nierealnego. Każdy z tych kawałków otrzymał nowe życie, nowa dusze i to jeszcze jaka! To jest potęga, moc i mądrość zespołu. Polecam każdemu, klasyk odświeżony i odegrany jak najbardziej się dało nowoczesnym stylu. Jest szansa na zdobycie milionów nowych młodych fanów , i tego z całego serca życzę Running Wild!!!

Ave: 10/10

Hellboy

 

Music Wolves - Odstęp