Kocham szarość, mrok i ciemność nocy, lubię być sam, a za najodpowiedniejsze towarzystwo uznaję własne myśli.Bram Stoker, Dracula

„The Maddest Stories Ever Told” – recenzja EP od Fright Night

Rock gotycki to już muzyka właściwie dla koneserów. Niestety, prawdziwi goci, jak inne subkultury, powoli nikną w mgłach przeszłości – znajdziemy oczywiście nadal fanów tego klimatu i muzyki, jednak są to najwierniejsi fani. Więc kiedy dowiedziałem się, że na rynku muzycznym debiutuje kapela nawiązująca muzycznie do klasyków rocka gotyckiego, musiałem to sprawdzić.

EP otwiera utwór „The Killer Must Kill Again” już samym tytułem nawiązujący do włoskiego dreszczowca z 1975 roku. Wita nas rytmiczna i ciekawa sekcja gitar, za którą wkracza perkusja. Kiedy słyszymy w uszach pierwszy pojawiający się wokal, skojarzenie przychodzi automatycznie – The 69 Eyes. Wprawne ucho wyłapie kilka fałszów, ale nie przeszkadzają nam one w odbiorze utworu. Kolejny utwór „Black Angel White Angel” trochę mnie męczył, może dlatego, że wokalista starał się wejść na dźwięki, które nie do końca jest w stanie wyśpiewać. Na uwagę zasługuje solo na gitarze i chwytliwy refren, który idealnie śpiewałoby się z zespołem pod sceną. „Eibon” – utwór nawiązuje do opowiadania Clacka Ashtona Smitha, opowiadając nam historię legendarnego czarnoksiężnika. Całość, jak widać, jest mocno zakorzeniona w tym, czym była subkultura gotycka: okultyzmie, magii, uwielbieniu do literatury i kina grozy.

Brzmieniowo również klimat się zgadza – gitarki warczą, perka nie dominuje, wokale czyste, ale śpiewane, niestety, czasem z lekkim fałszem – no chyba, że tak ma być (tylko czasami, więc nie ma się co za bardzo tym przejmować). Na czystych gitarkach są ładne dilejki, na wokalu również, czyli mamy klimat lat 90. pełną gębą.

Podsumujmy – Fright Night to muzyczne danie dla smakoszy. Idealnie odnajdzie się na scenie festiwali takich jak Castle Party czy Mera Luna, bo tam zostanie na pewno docenione. Ja muszę pogratulować odwagi sięgania po tak niszowy już gatunek i wyjścia z tego obronna ręką.

Kilka rzeczy należy doszlifować – kilka przećwiczyć, ale kawał dobrej roboty 

 

Łukasz Ulwar Szczygło 

8/10

Music Wolves - Odstęp

Nic Śmiesznego -„Nihil ridiculum” recenzja

DIY/punk hardcore/hardcore punk/punk hardcore/ Dębica Słysząc nazwę zespołu „Nic Śmiesznego”, pojawia się u mnie pierwsze skojarzenie z identycznie brzmiącym tytułem polskiej tragikomedii w reżyserii Marka…

Więcej ==>

Vox Interium – „Yearning”

Sentymentalny powrót do lokalnego podziemia! Jakoś tak się złożyło, że ostatnie redakcyjne zlecenia wyjątkowo mi siadły. Po niesamowitym wręcz Sinistrous Diabolus, którego recenzję zapewne już…

Więcej ==>

Mondocane-Dvala -recenzja

Muzyczny syndrom sztokholmski Okładka niedawno wydanej (sierpień 2021), pierwszej płyty szwedzkiego Mondocane jest hipnotyzująca. Z nieprzeniknionej czerni tła spoglądają na nas przeraźliwie żółte oczy sowy.…

Więcej ==>