Posłuchaj głosów z otchłani

Taki mógłby być nowy Dark Funeral. Gdyby Lord Arhiman i spółka zamiast ślepo podążać za radami swoich marketingowców i chwalić się plakatami w centrum Sztokholmu, chcieli stworzyć coś mrocznego i wywołującego dreszcze, to taki byłby We Are The Apocalypse. Gdyby Chaq Mol i koledzy zamiast udawać, że są nowym Dimmu Borgir, chcieli zajrzeć w otchłań, to taki byłby ich nowy album. The Sanctity of Death nagrane przez Ultra Silvam z również szwedzkiego Malmö jest bowiem złem wcielonym, półgodzinnym peanem ku czci potępienia i nienawiści, rykiem pustki i wszystkich dusz na nią skazanych, drogą ku zatraceniu.

Członkowie zespołu legitymujący się zaledwie inicjałami: M. A. (bas, wokal), A. I. (perkusja), O. R. (gitary) grają tak jakby świat miał za pół godziny ulec zagładzie, a ich zadaniem było wylać z siebie w tym czasie jak najwięcej gniewu, agresji i rozpaczy. Jest to drugi album długogrający składu, który swoje pierwsze demo nagrał w 2017 roku. Ich wcześniejsze produkcje to pozbawiony większych innowacji, brudny black przywołujący na myśl dokonania Hellhammer,. Przełom przyniosła właśnie nowa płyta, która ujrzała światło dziennie pod koniec lutego bieżącego roku. Muzyka zespołu opiera się na dwóch filarach: opętańczo szybkiej perkusji i rytualnych wstawkach (głównie w pierwszej części płyty). Wraz z zespołem zaglądamy w przepaść, gdzie potępieńcy cierpią skazani na gniew boży (Dies Irae). Razem ze Szwedami spadamy, by z bólem uderzyć o dno piekła. Otumanieni rozglądamy się wokół, słysząc ryk demonów wychwalających władcę tego miejsca. Mamy wrażenie, że perkusista został skazany na wieczne bębnienie wszystkimi swoimi kończynami, których wyraźnie ma więcej niż powinien. Spadliśmy już na samo dno, ale zespół wciąga nas jeszcze głębiej do jamy, z której nie ma już powrotu. Króluje tam groza śmierci, którą odzwierciedla brudna muzyka kapeli, a ta nie ma zamiaru zwolnić. Chwilowe przerwy ze strony perkusisty tylko uwydatniają zabójcze tempo, w którym gra zespół. Chór demonów nie daje o sobie zapomnieć. Z naszego miejsca upodlenia widzimy jak po Tintinnabuli Diaboli wkracza Duch Holocaustu (Förintelsens andeväsen) ciągnąc za sobą miliony zniewolonych dusz. Kiedy ten odchodzi w milczeniu jego miejsce zajmuje Black Soil Fornication, o wyraźnie wolniejszym tempie i powalającej melodii. Szaleństwo powraca jednak wraz z huraganem Incarnation Reverse. Melorecytacja w Of Molded Bread and Rotten Wine wykorzenia z nas ostatnie ludzkie instynkty. Staliśmy się częścią tego miejsca i wraz z potępionymi wyklinamy je i wychwalamy świętość śmierci, a przepiękne riffy, które kończą album są jak epitafium do naszego upadku.

Zastanawiałem się czym właściwie jest ortodoksyjny black metal. Bez trudu potrafiłem zdefiniować black opatrzony dodatkowymi przymiotnikami jak melodyjny, symfoniczny, surowy itd., ale czym właściwie miał być ortodoksyjny black metal? Dzisiaj uważam, że kluczem do odpowiedzi na to pytanie jest zastąpienie słowa ortodoksyjny, przymiotnikiem „prawowierny”. Ortodoksyjny black to muzyka wierna antyideałom, które przyświecały Euronymousowi i twórcom drugiej fali blacku. Ma to być więc muzyka oddana złym mocom i głosząca ich chwałę w sposób surowy i niekomercyjny. Taki właśnie jest nowy album Ultra Silvam – zdecydowanie surowy, ortodoksyjny, niekomercyjny i bardzo dobry.

 

 

9/10

Music Wolves - Odstęp

Kazik „Zaraza” – recenzja

Kolejna platynowa płyta Kazik Staszewski to bez wątpienia postać polskiej sceny muzycznej, której nie trzeba przedstawiać. Wokalista klasyki polskiej sceny muzycznej, czyli Kultu i żywa…

Więcej ==>

Wardruna – „Kvitravn” recenzja

Leć biały kruku, przesłanie Bogów nieś… Norwegowie z Wardruny zasiadają obecnie dość wysoko w panteonie folkowego grania, o czym świadczą chociażby wyprzedawane na pniu koncerty.…

Więcej ==>