Velesar- wywiad

Muzyka, koncerty, szalejąca publiczność – to jest tak niesamowity zastrzyk energii, że potrafi mnie naładować na długi czas i na pewno nie zamieniłbym tego na nic innego. – o koncertach, nowej płycie i planach na przyszłość, Marcin Velesar Wieczorek w rozmowie z Music Wolves.

MW: Od premiery albumu ,,Dziwadła” minęło już trochę czasu. Miałeś niejedną okazję spotkać się z fanami podczas koncertów, utrzymujesz z nimi kontakt poprzez fanpage. Jak oceniasz reakcję miłośników gatunku na płytę? Z jakim odbiorem spotyka się Velesar?

Velesar: Od samego początku jestem zaskoczony odbiorem, bo jest mega pozytywny. O dziwo, był już taki, zanim jeszcze pojawiły się pierwsze utwory. A potem już było tylko lepiej. Decyzja o powrocie do folk metalu zapadła w 2018 r., ale nie informowałem o tym oficjalnie. Wtedy nie miało to jeszcze sensu, bo nie miałem niczego „namacalnego”. Kilka przecieków było, ale raczej kontrolowanych. Natomiast kiedy pojawiły się pierwsze koncerty, a później album, to już poszło. I to w takim kierunku, którego się nie spodziewałem. Teraz, prawie 8 miesięcy po wydaniu „Dziwadeł”, mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że decyzja o kilkuletniej przerwie, a później o powrocie była słuszna. Jak już nieraz mówiłem – bardzo ryzykowna, ale słuszna.

MW: Patrząc z perspektywy czasu, czy jest coś, co dzisiaj zmieniłbyś w ,,Dziwadłach”? Jesteś w pełni zadowolony z albumu?

Velesar: To jest pytanie, na które w zasadzie nie powinienem odpowiadać (śmiech). Jeśli już, to powinienem powiedzieć, że płyta jest idealna, cudowna, słuchajcie jej itd. Natomiast nie byłbym do końca szczery ani ze sobą, ani z fanami. Faktycznie, kiedy płyta już się pojawiła, byłem bardzo zadowolony z efektu końcowego i jestem nadal. Nie znaczy to jednak, że nie dałoby się czegoś poprawić. To jest taka pułapka, która wynika z mojej natury. Zawsze bardzo krytycznie podchodziłem do tego, co robię i jeśli miałbym kolejny rok czasu, to pewnie niektóre rzeczy wyglądałyby teraz inaczej. W taką właśnie pułapkę wpadłem przy okazji River of Time i albumu „Revival”. Niektóre z utworów zawartych na płycie powstały kilkanaście lat temu. W tym czasie ciągle coś tam poprawiałem, zmieniałem i prawdę mówiąc, można by tak było robić w nieskończoność. Dlatego cieszę się, że w końcu zdecydowałem się ten materiał nagrać i wydać. W innym wypadku być może nigdy by nie ujrzał światła dziennego. Z tego też powodu w przypadku Velesara przyjąłem inną strategię. Wszystkie kawałki na „Dziwadłach” to utwory nowe. Oczywiście od chwili napisania ich do nagrania wszystkie przeszły większe lub mniejsze metamorfozy, ale tym razem znacznie szybciej powiedziałem sobie „dość!”. I myślę, że to była właściwa decyzja, dzięki czemu możecie ich słuchać. Co i tak nie zmienia faktu, że na przykład wersja „Tańca diaboła”, która znalazła się na albumie, była dziesiątą wersją tego utworu. Ot, taka ciekawostka (śmiech). Ale odpowiadając już konkretnie na zadane pytanie – tak, jestem bardzo zadowolony z albumu. Czy w pełni? Nie. I nigdy nie będę. Tak to już ze mną jest.

Po intensywnej pracy - satysfakcja
Po intensywnej pracy - satysfakcja

MW: Na albumie pojawili się między innymi Froncek i Adam, których obecnie nie ma już w składzie zespołu. Czy zobaczymy Was jeszcze kiedyś dzielących scenę?

Velesar: Tego nie wie nikt (śmiech). Wszystko zależy od chęci, uwarunkowań, czasu i różnych innych czynników. Zarówno Adam, jak i Froncek, to świetni instrumentaliści z dużym doświadczeniem i bardzo się cieszę, że zgodzili się wziąć udział w nagraniu tego albumu. Poza tym brzmienie płyty to w dużej mierze zasługa Fronca, o czym też już nieraz mówiłem. Natomiast każda kapela przechodzi zmiany personalne i jest to rzecz normalna. Dla mnie ważne jest to, że w zasadzie nie było przestoju w działalności. Na miejsce Fronca i Adama przyszły nowe osoby, które od razu się zaaklimatyzowały. Myślę, że współpraca w przyszłości jest jak najbardziej możliwa, ale trzeba też pamiętać, że i Fronc, i Adam są muzykami Percivala i Percivala Schuttenbacha. Obie formacje prężnie koncertują, więc zwyczajnie możemy nie zgrać się czasowo.

MW: Do zespołu dołączyli Misiek i Ave. Jak oceniasz współpracę? Co nowego wnieśli do Waszego teamu?

Velesar: Każda nowa osoba wnosi coś od siebie. Misiek i Ave grali wcześniej zupełnie inną muzykę, ale od samego początku świetnie wpasowali się w nasz projekt. Trzeba pamiętać, że nie są to ludzie „z drogi”, a muzycy, którzy mają już doświadczenie sceniczne i wiedzą, z czym to się je. W zasadzie zgraliśmy się i dogadaliśmy od samego początku, więc, jak mówiłem wcześniej, przestoju nie było. Dla mnie jest istotne, że podoba im się to, co robimy i obaj bardzo się zaangażowali. Pojawiły się też nowe możliwości i pomysły, które wdrażamy na koncertach. Tak więc współpraca układa się świetnie i mam nadzieję, że będzie tak nadal.

MW: Przed Wami trasa koncertowa ,,Bratnia krew”. Domyślam się, że jesteś podekscytowany. Czy jest coś, czego się obawiasz? Co najbardziej Cię stresuje przed występem?

Velesar: Myślę, że tutaj nie powiem nic odkrywczego i powtórzę to, co wielu artystów już mówiło przede mną. Największa niewiadoma to oczywiście frekwencja. Nigdy nie wie się, ile osób ostatecznie przyjdzie na koncert, czy będzie im się podobało, czy będą się bawić… Każdy koncert jest inny i nie ma tutaj jakiejś recepty. Niestety, czasy, kiedy na koncerty klubowe chodziły tłumy, już się skończyły. 10, czy 15 lat temu nie było problemem ściągnąć na koncert 200 osób. Teraz sukcesem jest, jeśli przyjdzie 60. I dotyczy to każdego rodzaju muzyki, nie tylko metalowej, co zresztą potwierdza wielu muzyków. I jeśli mam mówić o czynnikach stresujących, to jest nim właśnie ten. Do tego dochodzi też niestety kwestia czysto materialna. Organizując trasę, czy choćby pojedynczy koncert, trzeba liczyć się z kosztami. Wynajęcie klubu, dojazd, czyli wynajęcie busa i paliwo, czasem nagłośnienie, realizator, pozostałe kapele, które przecież też muszą dojechać – to wszystko kosztuje. Nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, ale takie są właśnie realia. Jeśli uda się ostatecznie wyjść na zero, to znaczy, że jest dobrze. Zazwyczaj jednak jest inaczej. Więc, wracając do pytania, to są właśnie rzeczy, o które się obawiam, zwłaszcza jako organizator. Przy czym muszę zaznaczyć, że mamy tutaj trochę szczęścia, ponieważ społeczność folk metalowa to świetna publiczność, która jest bardzo aktywna i nadal przychodzi na koncerty. Za co zresztą dziękujemy, bo to przecież dla nich istniejemy i gramy. Dlatego to wszystko ma sens i wspomniane wcześniej problemy schodzą na drugi plan.

Próba
Próba

MW: Wiosna zbliża się wielkimi krokami, ptaszki ćwierkają, że pracujecie nad nową płytą… Czego fani mogą się spodziewać? Będzie folkowo? Ostro i ciężko? Może wszystkiego po trosze?

Velesar: Nie za wcześnie mówić o drugiej płycie? (śmiech) No dobrze, skoro już to pytanie padło, to potwierdzę. Tak, powoli przygotowujemy się do nagrania drugiego albumu. Co prawda, „Dziwadła” pojawiły się zaledwie 8 miesięcy temu, ale mam już sporo materiału, który powoli domaga się upublicznienia. Bardzo możliwe, że podczas najbliższych koncertów będziemy mogli już zaprezentować coś nowego. Natomiast przyznam szczerze, że nie bardzo lubię odpowiadać na pytania w stylu „jaka będzie płyta”. To, tak naprawdę, ocenią fani kiedy już ją dostaną do łapek (śmiech). Materiału jest naprawdę bardzo dużo. Są tam utwory mocno folkowe, zbliżone stylistycznie do tego, co już zaprezentowaliśmy na „Dziwadłach”, ale też jest dużo takich, które mogą być zaskoczeniem. Generalnie to mam taki jeden bardzo niecny i ambitny plan, ale czy wyjdzie, to dopiero się okaże. Wszystko zależy tutaj niestety od środków finansowych. Wiem, że znowu uderzam w kwestie finansowe, ale prawda jest taka, że polskie realia są takie, a nie inne i właśnie finanse są jedynym i najważniejszym hamulcem wszelkich planów. Ten sam problem ma zresztą większość polskich kapel, więc Ameryki tutaj nie odkryłem. Nie działamy pod żadną z dużych wytwórni, pierwszy album w całości został sfinansowany ze środków własnych, więc wiemy, ile to kosztuje. Ale też nie jest to powód, żeby sprawę olać i się poddać. Wręcz przeciwnie. Tak więc druga płyta będzie, a czy w takiej wersji jak sobie wymarzyłem, to czas pokaże.

W trakcie próby. Jak widać, humory dopisują
W trakcie próby. Jak widać, humory dopisują

MW: Skąd czerpiesz inspirację do tworzenia? Literatura, twórczość innych artystów, natura?

Velesar: Historia, legendy, klechdy, baśnie, wierzenia, rytuały – jest mnóstwo rzeczy, które mnie inspirują. Najwięcej inspiracji znajduję oczywiście w książkach, które zaraz po muzyce są moją drugą miłością. Tak naprawdę inspiracją, na przykład do napisania tekstu, może być jedno konkretne zdanie czy wydarzenie. Wszystko zależy od danej chwili, nastroju, sytuacji…

MW: Czy do realizacji nowego projektu planujesz zaprosić innych artystów? Zdradzisz mi, kogo usłyszymy?

Velesar: Na pierwszym albumie pojawiło się trochę gości i zdecydowanie chciałbym to kontynuować na kolejnych, bo po prostu sprawdziło się. Na razie nie mogę jednak zdradzić nic więcej, bo rozmowy na ten temat dopiero się rozpoczną. Oczywiście wiem już kogo chciałbym zaprosić, ale jest zbyt wcześnie, by mówić o konkretach. No i nie wiadomo, czy te osoby się zgodzą.

MW: Planujesz stworzyć nowy teledysk? Masz jakąś wizję? Klasyka, czy raczej coś innowacyjnego?

Velesar: Generalnie plan był taki, żeby do pierwszego albumu powstały dwa teledyski. Jeden udało nam się zrealizować, mowa oczywiście o teledysku do „Ostatniej Kupalnocki”, natomiast drugi na razie czeka. Przede wszystkim dlatego że będzie znacznie trudniejszy do realizacji. Nagrać byle co nie jest problemem, ale tego właśnie nie chcę. Jeśli drugi teledysk ma powstać, musi być profesjonalny i sensowny.

MW: Płyta wzięła udział w rożnych plebiscytach popularności. Jakie są Twoje odczucia oraz oczekiwania z nimi związane?

Velesar: Odczucia są jak najbardziej pozytywne. No i było też trochę zaskoczeń, jak choćby fakt, że nasza płyta, nagrana przecież w języku polskim, znalazła się w pierwszej trójce najlepszych debiutów 2019 r. według holenderskiego portalu Folk-metal.nl. To w ogóle ciekawa sprawa, że polski album podoba się ludziom mieszkającym w różnych częściach świata. Ciągle pisze do mnie wiele osób z Japonii, Brazylii, Słowacji, Czech, Węgier itd., które znalazły album „Dziwadła” na Spotify lub w jakimś innym serwisie i bardzo przypadł im do gustu. Mimo że często nie wiedzą, o czym są teksty. To jednak bardzo budujące, zwłaszcza jeśli ktoś pisze, że wcześniej nie miał pojęcia o Słowianach, a teraz, po przesłuchaniu albumu, stara się znaleźć na ten temat jak najwięcej informacji. To też specyfika muzyki folk metalowej, która często jest przecież tworzona w języku ojczystym. Natomiast wracając do pytania – przyznam szczerze, że po tych 18 latach na scenie metalowej niezbyt chętnie biorę udział we wszelkiego rodzaju konkursach, przeglądach czy plebiscytach. Raz, że często są z góry ustawione, z czym nieraz się spotykałem jeszcze za czasów Goddess of Sin czy nawet Radogosta, a dwa – jak można rzetelnie ocenić podczas przeglądu zespoły prezentujące całkowicie różny styl muzyczny? Pamiętam, że z Goddess of Sin wzięliśmy dawno temu udział w przeglądzie, gdzie grały dwa zespoły reggae, raper, zespół hip-hopowy i my – czyli kapela thrash metalowa. A oceniała nas dyrektorka domu kultury i urzędnik z miasta. I to był ostatni raz, kiedy wziąłem udział w czymś takim. Natomiast wszelkie głosowania internetowe często sprowadzają się do tego, kto ma więcej znajomych, albo kto więcej razy zdąży kliknąć (jeśli system pozwala zaliczyć więcej głosów niż jeden). Dlatego, jeśli już biorę udział w jakimś plebiscycie, to oznacza to, że ma dla mnie duże znaczenie i ewentualne zwycięstwo będzie czymś ważnym i prestiżowym. Obecnie album „Dziwadła” bierze udział w dwóch takich plebiscytach – jeden to konkurs na najlepszą płytę folk metalową roku 2019 w portalu folkmetal.pl, a drugi to „Wirtualne Gęśle”, gdzie „Dziwadła” mają szansę zostać uznane za najlepszą płytę folkową. W przypadku obydwu konkursów już sam udział jest dla mnie czymś ważnym, zwłaszcza że nasza płyta znalazła się w bardzo zacnym gronie i na pewno nie będzie łatwo wygrać.

MW: Poza twórczością artystyczną, realizujesz się także zawodowo. Jak to wszystko godzisz? W jaki sposób radzisz sobie ze stresem? Jak odreagowujesz?

Velesar: Najprostsza odpowiedź brzmi: na scenie. I taki właśnie jest fakt. Jak by nie patrzeć, nie mam możliwości „życia z muzyki” i raczej nie ma szans, żeby się to kiedykolwiek zmieniło. Dlatego też, jak każdy, normalnie pracuję zawodowo. Mam to szczęście, że moja obecna praca to coś, co bardzo lubię i w zasadzie nie mogłem trafić lepiej, aczkolwiek wiąże się z ogromną odpowiedzialnością, nie tylko za siebie, ale też za moich pracowników, a dodatkowo wymaga sporych nakładów czasowych. Tyle że ja zawsze robiłem kilka rzeczy jednocześnie i zawsze jakoś udawało mi się wszystko pogodzić. Teraz jest podobnie. A kiedy już wydaje mi się, że jest wszystkiego za dużo, kiedy stres zaczyna mi przeszkadzać, wystarczy, że zagram koncert i wszystko wraca do normy. Zawsze tak było. Niektórzy moi znajomi nie rozumieją tego i uważają, że powinienem więcej odpoczywać, ale prawda jest taka, że ja zawsze najbardziej „odpoczywałem” na scenie. Muzyka, koncerty, szalejąca publiczność – to jest tak niesamowity zastrzyk energii, że potrafi mnie naładować na długi czas i na pewno nie zamieniłbym tego na nic innego. A jeśli doda się, że póki co wszystkie koncerty w ramach Velesara wyszły świetnie, to już nic więcej nie potrzeba.

Zawsze znajdzie się czas na zdjęcia z fanami.
Zawsze znajdzie się czas na zdjęcia z fanami.

MW: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

Velesar: Jak zaznaczyłem wcześniej, w tej chwili najbardziej zajmuje mnie trasa koncertowa i przygotowania do nagrania drugiej płyty. Myślę, że w drugiej połowie roku będę mógł powiedzieć coś więcej na ten temat. Wszystko zależy od tego, jak się rozwinie sytuacja. Natomiast cieszy mnie bardzo, że znowu będziemy mieli okazję stanąć na wspólnej scenie z naszymi przyjaciółmi z rosyjskiej formacji GRAI.

MW: Na zakończenie chciałabym zaproponować Ci zabawę…Dokończ, proszę zdanie jednym słowem. Moje muzyczne odkrycie ostatnich czasów to…

Velesar: Villagers of Ioannina City.

MW: Chętnie zagrałbym koncert w…

Velesar: Japonii.

MW: Moje motto życiowe brzmi…

Velesar: „Nie myśl o problemie – myśl o rozwiązaniu” oraz „Problemy to okazje, które jeszcze nie dojrzały”.

MW: Swoim fanom życzę…

Velesar: Zdrowia.

MW: Ulubiony portal muzyczny, z którym bardzo dobrze mi się współpracuje to…

Velesar: Oczywiście Music Wolves!

W imieniu redakcji Music Wolves wywiad przeprowadziła dla Was Wiolka vel. Wiedźma.

Zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum Velesara i zostały opublikowane za jego zgodą.

Music Wolves - Odstęp

Rock Na Bagnie ! ! ! Słów kilka o historii.

Bo muzyka ma łączyć ROCK NA BAGNIE to festiwal który swoją atmosferą przypomina stare dobre festiwale lat 80-tych takie jak Jarocin czy Róbrege. Pomysł festiwalu zrodził się w 2009 r. a jego inicjatorami…

Więcej ==>

WYWIAD -Adrianna Zborowska „Ariadna”

Jest to ten moment, w którym dźwięk przejmuje kontrolę, a człowiek ją traci – w obszernym wywiadzie dla Music Wolves o nowej płycie „Radiance of a Thousand Suns” industrial-metalowego Whalesong, pasji, inspiracjach twórczych, koncertach oraz swojej pracy opowiada multiinstrumentalista, wokalista i kompozytor – Michał Neithan Kiełbasa.

Więcej ==>

Czasami zaraza bywa pozytywna – wywiad z zespołem Halucynogen

Jest to ten moment, w którym dźwięk przejmuje kontrolę, a człowiek ją traci – w obszernym wywiadzie dla Music Wolves o nowej płycie „Radiance of a Thousand Suns” industrial-metalowego Whalesong, pasji, inspiracjach twórczych, koncertach oraz swojej pracy opowiada multiinstrumentalista, wokalista i kompozytor – Michał Neithan Kiełbasa.

Więcej ==>