Tatuaż na kasecie

Przerażająca jest moc sentymentów. Jest to jedna z tych sił na świecie, która pcha ludzi do czynów niezrozumiałych i brawurowych, ale częstokroć i głupich czy wręcz bezrozumnych. Odnowione meble z dawnych lat osiągają zawrotne ceny na aukcjach. Ulice miast przemierzają nie tylko stare samochody, ale i tramwaje czy trolejbusy. Do łask wracają zatem i dawno zapomniane nośniki. Mowa tu jednak nie tylko o płytach winylowych, ale również o kasetach magnetofonowych. Z kaset możemy słuchać już nie tylko starych albumów, ale i produkcji, które nigdy wcześniej nie pojawiły się na żadnym innym nośniku. Finowie z Vonülfsrëich właśnie taki nośnik wybrali dla swojego EP The Cult. Chociaż mnie dane było zapoznać się z produkcją na CD, to rozumiem ich wybór.

Vonülfsrëich nie jest zespołem nowym, bo pierwsze EP – Northern Shamanism wydane zostało na CD w limicie 100 kopii w roku 2013 (wszystkie informacje za metal archives). Sprawia to, że są obecni na scenie już prawie 10 lat. Wspomniana produkcja jest pozycją wartą uwagi, swoim brzmieniem przypominając nomen omen fiński Satanic Warmaster z Carelian Satanist Madness. Nie do wszystkich publikacji zespołu udało mi się dotrzeć, ale spośród wydanych w kolejnych latach po debiucie, ciekawym albumem (również krótkogrającym) jest Spell of Thunder, gdzie styl grupy ewoluował w kierunku kompozycji zespołu Absurd (np. Blutgericht) i to zarówno pod względem muzyki, jak i ikonografii.

Kapela poszukiwała jednak dalej swojej tożsamości, co zaowocowało wydaniem w roku 2017 na 12″ winylu przepięknej płyty Hyperborëan Hills. Nagrany w całości w języku rodzimym i opatrzony atmosferyczną okładką album, oferuje osiem podobnych do siebie, ale jednak odmiennych utworów. Był to, w mojej ocenie, szczyt artystycznej kariery tej grupy i zarazem przełom w ich twórczości. Kolejna produkcja Barbaric Iron przywodzi na myśl niechlubny dorobek nagrywanych pokątnie skinpunkowych gadzinówek z lat 90. Podobnie jak wcześniej, nie do wszystkich kompozycji z lat kolejnych udało mi się dotrzeć. Dość powiedzieć jednak, że od roku 2017 do 2022 zespół wydał ich siedem, z czego trzy to dema, z którym to formatem zespół nie miał nigdy wcześniej do czynienia. Większość nagrana została na nośnikach magnetycznych, w dużej mierze w limicie zaledwie 20 kopii.

EP The Cult z lutego ubiegłego roku zostało oryginalnie również wydane na kasecie, limitowanej do 50 egzemplarzy. Sam zespół na okładce umieścił hasło black garage deathcrush. Fascynacja Finów muzyką Norwegów z Mayhem poszła tak daleko, że okładka dwuutworowego demo „I Am the Moonhailer” Sessions sprzed kilku tygodni to praktycznie kopia Deathcrush. Album The Cult zawiera pięć utworów, z czego jeden to cover My Unholy Witch zespołu Wizzard. Wydaje się, że zespół odbił się od dna, na które nieoczekiwanie spadł w roku 2018 i górę biorą teraz inspiracje norweską sceną blackmetalową początku lat 90., a nie ideologiczne wycieczki po nordyckich mitach.

Przyznam, że moje pierwsze przesłuchanie The Cult było wielkim rozczarowaniem. Wydawało mi się, że wszystkie utwory brzmią identycznie. Po bliższym zapoznaniu się z płytą dostrzegam jednak niuanse pomiędzy poszczególnymi wątkami. Wokal w większości jest chropowaty i zniekształcony, a gitary rzężące i monotonne. Czuć jednak odmienny klimat poszczególnych kompozycji. Ewentualne zniekształcenia magnetyczne mogłyby natomiast podkreślić wspomniany efekt. Muzyka zespołu nie potrzebuje wielowymiarowych efektów i czystej produkcji. Te dźwięki to dosłownie kwintesencja brudu, który sącząc się do uszu wypełnia je szlamem i odpadami. Zespół daleko odszedł od Hyperborëan Hills, ale nie zgubił swojej tożsamości. Najgorzej z całej piątki wypada wspomniany cover, któremu bardzo nie służy paskudna produkcja. Pozostałe kompozycje nie powalają, ale pozwalają poczuć brud garażu, o którym sam zespół wspomina. Wręcz widzimy Yonülfa i Fogga machających przetłuszczonymi włosami podczas nagrań albumu przy świetle przepalającej się żarówki. Kątem oka zerkamy na szpule kręcące się w poobijanym magnetofonie w kącie pomieszczenia, gdzie z każdą minutą powstaje płyta, która nie jest albumem dobrym, ale w końcu wielka jest moc sentymentów! Chociaż moja wersja cyfrowa nie jest tak nostalgiczna, to brud z każdą minutą sączy się podobnie ze srebrzystego krążka, wypełniając moją głowę ohydą i plugastwem.

Jeśli porównamy muzykę do rysunku, to wydawanie muzyki na CD czy w wersji cyfrowej dla serwisów streamingowych, jest jak rysowanie na papierze. Proste w zamierzeniu linie są proste; wszystkie detale doskonale widoczne; skomplikowane techniki znane rysownikowi przydają się na każdym kroku. Wydawanie muzyki na kasetach jest natomiast jak tatuaż. Nic nie jest już linią prostą; kolory zmieniają odcienie, a linie swój bieg; cieknąca krew zamazuje kształty i dopiero po czasie będzie widać czy nasz tatuaż w ogóle przypomina wizję tatuażysty. The Cult jest takim właśnie tatuażem – zzieleniałym, momentami wbitym za głęboko i rozlanym pod skórą, chwilami za płytko i wytartym i słychać to nawet z nośnika cyfrowego. Nie jest to tatuaż ładny, ale znany i skrywający historię. Znaną nam opowieść, którą chcielibyśmy poznać po raz kolejny.

6/10

Łukasz F

Niestety Ep nie znajdziemy na YT zarzucamy więc podrzucamy link do utworu …Of Fire And Wood

Music Wolves - Odstęp

Powrót Arlekina

Recenzja nowego albumu Lacrimosy Lacrimosa to formacja dowodzona przez multiinstrumentalistę Tilo Wolffa, w której twórczości znaleźć można elementy gotyku, rocka, heavy metalu i wielu, wielu…

Więcej ==>