Okładeczka rodem z Fallouta, świat postapokaliptyczny, muzyczne zniszczenie… Dwoma słowami - pyszny wpierdul! O mamo, jakie to dobre i do tego nasze, polskie!

Introsik – chcemy apokalipsy, a jakże, zatem zaczynamy syrenami i strzelaniną, które prowadzą nas do króciutkiego gitarowego wstępu. Taka malutka przystaweczka do „Nuclear Nightmare”. Bomby lecą jak podwójne stopy pałkera, gitareczki troszkę w stylu Sodom, ale nie mówmy wszystkiego, the annihilation has just begun 😉


„World’s on fire” – jeśli widzieliście czołg, który pędzi 200 km/godz. i tratuje osobówki zaparkowane pod galeriami handlowymi, które to dodatkowo ostrzela, obracając w stertę gruzu, to… macie ciekawe widoki z okna. Ja nie widziałem, ale zwizualizowałem to sobie, słuchając tego kawałka.
„Burn!” – ooo jeżu! Drugi riff powala na kolanka z zapytaniem, czemu ja tego na żywo nie widziałem. Kreator może się uczyć. Burn the cross! Do tego świetnie wklejone sample – posłuchajcie, jakie 😉 I to solo, jak stara Meta, czyli pysznie 🙂
„You will die by my hand” – oż ty w dziąsło szczypany – orientalny początek nie zapowiada tej apokalipsy! Blasty z chiną są jak najsmaczniejszy kumys zaserwowany na lufie niosącego demokrację Abramsa! 😉
„The Warden” – wspaniale brzmiący bas (też taki chcę) oraz troszkę rock and rolla w jednym granacie! Zacne połączenie.
„Freedom has It’s Price” – jakby ciut wolniej fragmentami, ale tylko po to, by przeładować i znów strzelać, gdyż freedom is our reward!
„Claws of Greed” nie odbiega od pozostałych szturmowców, a dodatkowo ostrzeliwuje dobrą solówą i pięknymi triolkami – obowiązkowe machanie głową podczas jazdy samochodem!
„Spiral of Violence” – blastyyy, więcej blastów!!! Malyna, po prostu malyna.
„Outro” – marszowym krokiem dotarliśmy do końca – końca świata.

Kończąc, usłyszycie tu Sepulturę z czasów „Schizophrenii”, może i „Arise”, poza tym Sodom, Kreatora, a nawet trochę Mety, ale w jakiej kombinacji… ooo paaanie! Świetne brzmienie, szybkie tempa, świetna perka – thrash metal w najlepszej wersji! 🙂
Nie usłyszymy tu growli, lecz klasyczny, thrashowy krzyk i on do tej muzy pasuje. Wszystkie kawałki – poza intrami – zamykają się w 4 lub 5 minutach i przy ich intensywności ten czas w zupełności wystarcza. Minusy? Nie za wiele, ale i te są kwestią umowną – brakuje mi ciut urozmaicenia wokali i lepszych solówek, ale pewnie tak ma być. Poza tym płyta to absolutny must have!

P.S. Nie bierzcie tej płyty do samochodu. Serio.

8,5/10!!!

Diaboł Boruta! 

Music Wolves - Odstęp

Behemoth „A Forest” – recenzja

Mroki lasu Behemoth znam i darzę jako taką estymą i sentymentem. Czas bowiem wydania „Thelema. 6” zbiegł się z momentem skierowania mojego zainteresowania w stronę…

Więcej ==>

ROSK – „remnants”

Rozpacz na dwa głosy ROSK to warszawska formacja, która powstała w 2014 roku. Jej muzycy zamiast imion czy pseudonimów używają inicjałów, zakładam, że dla podkreślenia…

Więcej ==>