Thrash metal pod słońcem Sycylii.

Na początku otwarcie przyznam, że włoska scena rockowo-metalowa nigdy nie kojarzyła mi się z thrash metalem. Jest zdominowana raczej przez gatunki power- czy epicmetalowe oraz heavy folk. Są też takie ekstra rzeczy jak symphonic death metal spod znaku chociażby Fleshgod Apocalypse, ale jeśli chodzi o rasowy thrash inspirowany sceną amerykańską, to jeszcze się nie spotkałem. Do teraz. Przed Państwem prosto ze słonecznej Italii (a konkretnie z Sycylii) zespół Xenos i ich płyta „Dawn of Ares”.

Przechodząc do sedna sprawy, Xenos to bardzo młody zespół, który już po roku istnienia (powstał w 2019 roku) wydał debiutancki krążek „Filthgrinder” i rok później wystrzelił z następcą, którym jest właśnie „Dawn of Ares”. O ile pierwszy krążek kulał trochę pod kątem produkcji, tak na następcy wszystko pięknie gra i trąbi. Mamy dziewięć numerów i prawie czterdzieści pięć minut muzyki. Już pierwszy „I am the Machine” pokazuje słuchaczowi, z czym ma do czynienia. Szybki, agresywny, ale również melodyjny thrash metal zgodny z tradycją gatunku. Następnie zespół wrzuca wyższy bieg i pędzi z zawrotną prędkością w utworze „All Shall Fall”. Później mamy chwilę oddechu z wręcz bluesrockowym feelingiem pomieszanym z brutalnością metalu w numerze tytułowym z bardzo przyjemną, subtelną wstawką w środku. Jednak cały czas dominuje thrash metal spod znaku Anthrax i Megadeth i ani przez chwilę nie ma uczucia nudy. Trio z Sycylii emanuje nową, świeżą energią, której nie sposób mu odmówić. Głos Ignazio Nicastro brzmi bardzo solidnie, a gitary i perkusja zapewniane odpowiednio przez Giuseppe Taormina oraz Danilo Ficcichia zapewniają muzykę wysokiej jakości. Wokalista dodatkowo gra na gitarze basowej i taki układ powiązany z muzyką czasem kojarzy mi się odrobinę z dokonaniami starego, dobrego Venom. Co prawda daleko mu do Cronosa, ale absolutnie nie odwala żadnej fuszery. Do absolutnej topki tej płyty zaliczę również ostatnie dwa utwory „Still to the Front” oraz „The Healer” które bardzo przyjemnie kopią na do widzenia. Słychać, że zespół wyciągnął naukę z nagrywania debiutu, który, krótko mówiąc, wrażenia na mnie nie zrobił. Teraz jest nieporównywalnie lepiej.

Cała płyta zespołu Xenos „Dawn of Ares” przypomina mi dobrze zespolony łańcuch. Łańcuch który jest w stanie dużo wytrzymać, który nie przerdzewieje za szybko i którym w razie potrzeby można solidnie się zamachnąć. Pomimo że nie jest to płyta wybitna (o co najpewniej wcale nie chodzi), to jest bardzo przyjemna w odbiorze, czytelna i kultywująca dobre wzorce. Życzę włoskiej załodze kolejnych tak udanych płyt oraz zaistnienia w szerszym świecie metalowym i świadomości nie tylko włoskich słuchaczy.

7,5/10

Maykel

Music Wolves - Odstęp

Vox Interium – „Yearning”

Sentymentalny powrót do lokalnego podziemia! Jakoś tak się złożyło, że ostatnie redakcyjne zlecenia wyjątkowo mi siadły. Po niesamowitym wręcz Sinistrous Diabolus, którego recenzję zapewne już…

Więcej ==>