Nowoczesne granie w japońskim stylu

Ogrom współczesnych grup metalowych idzie w nowoczesność. Cyfrowe brzmienie, sample i karkołomne breakdowny w niemal każdym utworze. Często jednak za dobrodziejstwami techniki nie idą odpowiednie emocje i charakter treści który powinien trafiać prosto w serce słuchacza a co za tym idzie często po trzech, czterech utworach zatrzymuje się płytę żeby przesłuchać coś innego. Ale tym razem nowoczesność i metalowo/deathcorowe rozwiązania przybywające z dalekiej Japonii skradły moje serce za sprawą albumu Evil Ways zespołu Alphoenix.

Z zespołem nie miałem przyjemności spotkać się wcześniej. Ogólnie kiedyś śledziłem bardziej japońską scenę muzyczną co jakoś z biegiem lat mi uciekło. Ale to, co dostarczyli panowie z Alphoenix powaliło (a właściwie pokroiło) mnie na drobno. Muzyka Alphoenix ma w to co mają np. Parkway Drive, których uwielbiam. Jest ciężar, ale wyważony wyśmienitymi melodiami i chwytliwymi refrenami przy których aż chce się poskakać. Zaczynając od gęstniejącej atmosfery w intro „The Great Divide” i pierwszy cios w formie „Return of The Savior” całość utrzymuje się na bardzo, bardzo dobrym poziomie. Niektóre melodyjne wstawki i solówki kojarzą mi się z power metalowymi „gwiazdami” typu DragonForce ale tu brzmią klarownie i są świetnym dopełnieniem dla mięsistych riffów. Na moje szczególne wyróżnienie zasługuje na pewno utwór „Eye of the Phoenix” gdzie w czterech minutach mnogość ciekawych motywów sprawia mi ogromną satysfakcję słuchania. Wokalnie jest tu standard, ale bez nadmiernego silenia się na nie wiadomo co. Po prostu solidnie rzemieślniczo bez zbędnego patosu. Całość kończy się wręcz „filmową” kompozycją o nazwie „Refusion” która jest świetnym zamknięciem tego bogatego albumu.

Pomimo dwunastu utworów i słusznej długości czterdziestu siedmiu minut drugi album Alphoenix zapadł mi w pamięć nie tylko ze względu na egzotyczne pochodzenie zespołu, ale na naprawdę wysoki poziom wykonawczy i brak lania wody co nie jest takie oczywiste w przypadku wielu młodych zespołów. Nie wyczuwam tu żadnej ściemy ani podkoloryzowania swojego ego. Wydaje mi się, że ci młodzi Japończycy przenoszą do międzynarodowego brzmienia gatunku swoje wielowiekowe tradycje dyscypliny, ciężkiej pracy i nauki. Lokalny patriotyzm słychać również w kilku momentach albumu, ale znalezienie ich zostawiam wnikliwym słuchaczom ;). Przed Alphoenix jeszcze sporo pracy aby zaistnieć i przede wszystkim utrzymać się na powierzchni. Ale już teraz powiem, że jest bardzo dobrze.

8/10 Michał D.

Music Wolves - Odstęp